nr: 1/2015Maska

Recenzje

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj
Co Polak o Czechu wiedzieć powinien

 

 

Miłość do Czechów u Mariusza Szczygła wybuchła niedawno i dość niespodziewanie. Uczucie to jednak okazało się nadzwyczaj owocne – właśnie ukazała się druga książka, w której reporter postanowił opowiedzieć o swoim ulubionym kraju, jak sam zaznacza, „bez napinania się” [1]. Czy najnowsza książka Szczygła jest reportażem? Sam autor odpowiada przewrotnie: to notatka z lektur i spotkań z ludźmi [2]. Szczygieł już dawno znalazł sposób na uatrakcyjnienie formy reportażu. Zrób sobie raj, w którym koegzystuje esej, notatka, felieton i reportaż, jest tego ewidentnym przykładem. Najnowsza książka Szczygła to zapis rozmów z ludźmi połączony z indywidualnym, reporterskim oglądem rzeczywistości. Autor Niedzieli, która wydarzyła się w środę potrafi obserwować, czego dowiódł już wielokrotnie. Dopiero jednak w Zrób sobie raj pokazał, że reporter może, nie czyniąc szkody dla snutej przez siebie opowieści, silnie zaznaczyć swoje „ja”.

 

Szczygieł po wydaniu w 1994 roku zbioru Niedziela, która wydarzyła się w środę [3] porzucił właściwie polskie tematy. Uczynił to z dwóch powodów. Chciał poszukać nowego doznania, nowych bohaterów i nowego pola do literacko-reporterskich wariacji. Po drugie, to właśnie u Czechów reporter znalazł cechy charakteru, które tak bardzo przypominały mu jego własne. Czesi, naród pozbawiony skłonności do patosu, odrzucający podniosłe życie w chwale, przyznający się do strachu, w czasie zawirowań historycznych chcący po prostu przeżyć, to przeciwieństwo rozmiłowanych w patosie i chwale Polaków. Myślę, że książka Szczygła zachęca do skonfrontowania polskości z czeskością i zastanowienia się nad tym, w jaki sposób miejsce narodzin determinuje charakter, przekonania, a nawet myśli.

 

Szczygieł, choć Czechy uwielbia („są jak deser, jak bita śmietana, jak polewa czekoladowa, której nie sposób się oprzeć” – wyznaje we wstępie do swojej najnowszej książki [4]), to nie jest w nie ślepo wpatrzony. To, czego nie jest w stanie pojąć, chce zrozumieć. Autor stara się nie idealizować, co nie znaczy, że nie walczy z własną skłonnością do mitologizowania. W Gottlandzie Szczygła interesowały przede wszystkim historie sprzed 1989 roku. Bohaterami książki uczynił autor ludzi, którzy uciekali przed niewygodnymi wspomnieniami, nie potrafiąc zmierzyć się z tym, co trudne. Choć nowa książka opowiada o czasach współczesnych, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Czesi niewiele się zmienili. Wciąż zaśmiewają cierpienie. Wciąż uciekają, tak jak bohaterowie tekstu Tu nikt nie lubi cierpieć, którzy nie potrafią się zmierzyć ze śmiercią i nie tylko rezygnują z organizowania ceremonii pogrzebowych, ale zdarza się też, że nie odbierają urn z prochami swoich bliskich z zakładów pogrzebowych [5].

 

Podobnie jak w swojej poprzedniej książce, również i w Zrób sobie raj Szczygieł stara się rozwikłać przed czytelnikiem tajemnicę czeskiej odmienności. Już sama okładka najnowszej książki reportera mówi, w czym rzecz. Widnieje na niej fotografia rzeźby czeskiego specjalisty od kontrowersji Davida Černego Syn Boży – model do składania. Dzieła przyjętego nad Wełtawą bez specjalnego zainteresowania, natomiast w Polsce odrzuconego przez organizatorów wystawy we Wrocławiu jako praca nazbyt prowokująca. Organizatorzy wiedzieli, co czynią, gdyż nawet okładka z rzeźbą Černego została nad Wisłą potraktowana jako chęć odbierania religii należnego jej szacunku.


W Zrób sobie raj Szczygieł mówi o swoich dziesięciu latach w Pradze. Ta książka powstała z całą pewnością z zaskoczenia, jakie autor przeżył, kiedy wybrał się do Czech i zobaczył, jak można, będąc tak blisko Polski, znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości. Reporter zauważa, że Polacy przychodzą na świat z wrodzoną wadą wzroku, w jednym mają patos, w drugim etos. W odróżnieniu od Czechów, którzy stworzyli państwo na własny użytek i żyją zgodnie z zasadą: „tu nikt nie lubi cierpieć”. Naszych sąsiadów heroizm nie interesuje. Najważniejsze to przeżyć. Być może dlatego nawet bohaterskie czyny są przez nich bagatelizowane. Za przykład może tu posłużyć przytaczana przez Szczygła w książce rozmowa z pewnym taksówkarzem, oczywiście Czechem, który jeden z najbardziej odważnych czynów w czeskiej historii – zamach na Protektora Czech i Moraw Reinharda Heydricha umniejsza, dowodząc, że Czesi tak naprawdę mieli ułatwione zadanie, bo Archanioł Zła jechał w otwartym kabriolecie, a tak w ogóle to zamiast uciekać, zatrzymał samochód i jeszcze nie został zastrzelony, tylko umarł tydzień później w szpitalu.  

 

 Szczygła fascynuje także niezrozumiała dla Polaków areligijność Czechów (nasi sąsiedzi to wszak jeden z krajów europejskich o największej liczbie zadeklarowanych ateistów). W swojej najnowszej książce dziennikarz „Gazety Wyborczej” wymienia powody niechęci naszych sąsiadów do Kościoła rzymskokatolickiego. Przypomina wydarzenia z przeszłości, które Czechów ukształtowały. Zauważa, że budowali oni poczucie odrębności narodowej wbrew swym ciemiężcom, Habsburgom, silnie związanym z kościołem katolickim. Potem przyszedł komunizm, który na dobre zgasił tlącą się jeszcze gdzieniegdzie religijną iskrę. Dziś wolni Czesi nie mają już potrzeby, żeby wierzyć w siły wyższe. Niemniej, polskiego reportera cały czas nurtuje jedno pytanie. Chce się mianowicie dowiedzieć, jak żyje się Czechowi bez Boga. Pełnej odpowiedzi nie znajduje, pasjonujące jest jednak w Zrób sobie raj samo jej poszukiwanie. Warto tu nadmienić, że choć Czesi uznają religię za twór zbędny, to jednak nie potrafią żyć bez metafizyki. Nie wiąże się ona jednak z wiarą, lecz ze świeckimi rytuałami. Czesi czczą na przykład swoich hokeistów. „Po złocie w Nagano Czesi trzy razy z rzędu zdobyli tytuł mistrza, a hokej jako religia okrzepł” – pisze Szczygieł [6].

 

Czesi nie czują lęku przed Bogiem, obca jest im skłonność do patosu, nie znają także tematów tabu. W jakim innym kraju mogliby bowiem tworzyć tacy artyści jak David Černy czy Jan Saudek? Warto tu wspomnieć, że Černy jest autorem rzeźby świętego Wacława siedzącego na martwym, odwróconym koniu i pomnika, który powstał dla uczczenia wejścia Czech do Unii (rzeźba przedstawia dwóch mężczyzn oddających mocz do sadzawki w kształcie Czech). Natomiast fotograf Jan Saudek od lat robi zdjęcia niemal wyłącznie portretujące nagie ciała, często odbiegające od uznanych kanonów piękna. Szczygieł przemierza więc Pragę śladami niepokornych artystów, udowadniając, iż słowa Petra Zelenki, że sztuka w Czechach nikogo nie obraża i nie prowokuje, nie są w żadnym stopniu przesadzone.

 

Niełatwo było Szczygłowi zmierzyć się z sukcesem poprzedniej książki. Nagroda Ministra Spraw Zagranicznych Republiki Czeskiej Gratias Agit 2009, Europejska Nagroda Literacka 2009, Nagroda Warszawskiej Premiery Literackiej – Książka Roku 2007 – żeby wymienić tylko najważniejsze. Autor nie złamał się artystycznie pod presją oczekiwań po udanym „czeskim” debiucie. Napisał kolejną świetną książkę, być może nawet lepszą od Gottlandu, bo nieskrępowaną żadnymi zasadami. Nie musiał tu bowiem starać się być obiektywny, nie miał obowiązku odzwierciedlać i synkretyzować. W Zrób sobie raj jest i ironia, i humor, i metafora, i fakt. Ponadto, autor nabrał wreszcie śmiałości i postanowił zaakcentować swoje „ja”, co czyni nową książkę jeszcze bardziej dojrzałą od poprzednich.

 

Kapuściński mówił, że reporter, aby napisać jedną stronę, powinien przeczytać 150 stron cudzego tekstu na ten temat. A kiedy już je przeczyta, to musi tak sformułować swoje myśli, żeby ten, który nic nie wie o temacie, był po lekturze zadowolony, a ten, który wie o temacie wszystko, poczuł się zaskoczony. Szczygieł idealnie ten plan realizuje. Czytelnik, który Czechy zna tylko z opowieści, po lekturze Zrób sobie raj z całą pewnością zapragnie zobaczyć znaną powszechnie Złotą Uliczkę w Pradze, „Tańczący dom”, ale i omijane na co dzień przez turystów zakątki i dzieła sztuki, jak choćby dzieci wspinające się na žižkovską Wieżę Telewizyjną czy Wisielca o twarzy Freuda.

 

Zrób sobie raj to, co oczywiste, pozycja obowiązkowa dla czechofilów (których zresztą mam wrażenie, dzięki Szczygłowi, w naszym kraju ciągle przybywa), jest to jednak również książka dla tych, którzy chcieliby się też czegoś dowiedzieć, nawet nie o Czechach, ale, poprzez zderzenie z tak odmiennym światopoglądem, o nas, Polakach. Pod wpływem lektury Zrób sobie raj możemy spróbować siebie zmienić, bo jakże piękniej jest egzystować za życiowy lejtmotyw przyjmując słowa „pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu” niż z wiecznym narzekaniem na ustach. Wszak może powinniśmy zamiast utyskiwać na zastany raj, stworzyć go dla siebie na nowo?



[1] M. Szczygieł, Zrób sobie raj, Czarne, Wołowiec 2010, s. 7.

[2] Tamże.

[3] M. Szczygieł, Niedziela, która wydarzyła się w środę, Wydawnictwo EM-KA, Warszawa 1996.

[4] M. Szczygieł, Zrób sobie raj, dz. cyt., s. 9.

[5] Tamże, s. 255.

[6] Tamże, s. 97.

Wróć