nr: 1/2017Powroty

Interpretacje

Kadr z filmu Czeski sen, reż.  Vít Klusák, Filip Remunda
Europa Środkowa postkolonialna w prozie podróżnej Stasiuka

 

 

Rozważania na temat Europy Środkowej wypełniają znaczną część twórczości Andrzeja Stasiuka. Sam pisarz rzadko korzysta jednak z tego sztywnego geopolitycznego określenia – woli je pomijać, zastępować innymi terminami, uzupełniać o dodatkowe elementy, a zwłaszcza – o ten najwyraźniej wskazujący na osobistość doświadczenia – zaimek „moja”. „Jego Europa” jest więc obszarem, z którym czuje się szczególnie związany, o jakim najczęściej myśli, a także który jest celem większości jego wypraw. Z obrazem Europy Środkowej widzianej oczyma Stasiuka najczęściej spotykamy się więc w jego prozie podróżnej.

 

Dla Stasiuka Europa Środkowa jest tworem na poły iluzorycznym, widmowym, charakteryzującym się nieoczywistością. „Jeżeli miałbym wymyślić dla Europy Środkowej jakiś herb, to w jednym z jego pól umieściłbym półmrok, a w jakimś innym pustkę” [1] – wyznaje. Co za tym idzie, Stasiuk buntuje się przeciw granicom arbitralnie wyznaczanym temu regionowi z zewnątrz – nie ma zamiaru owego podziału respektować. „Mitteleuropa nie przekładała się w żaden sposób na moją Europę Środkową, ponieważ była jedynie wysłannikiem hiperrealnego Zachodu” [2] – pisze w eseju Dziennik okrętowy. Aby rozwiązać ten problem, postanawia na własną rękę wyznaczyć granice swojej Europy, jednoznacznie określić jej położenie. Czyni to przy pomocy narzędzi precyzyjnych i nieuznających sprzeciwu – cyrkla i mapy. Pragnąc „pogodzić własną biografię z przestrzenią”, igłę wbija w miejscu, w którym aktualnie się znajduje, drugie ramię cyrkla przykłada zaś w punkcie, w którym urodził się i spędził większość życia. Zakreśliwszy krąg, decyduje, iż w obrębie jego Europy znajdować się będą: „kawałek Białorusi, całkiem sporo Ukrainy, przyzwoite i porównywalne przestrzenie Rumunii i Węgier, prawie cała Słowacja i skrawek Czech. No i jakaś jedna trzecia Ojczyzny” [3].

 

Dla pełnego zrozumienia wizji Europy Środkowej kreowanej przez Stasiuka równie ważne jak to, jakie państwa znalazły się w jej granicach, jest to, co zostało z niej wykluczone. Nie ma tu bowiem miejsca ani na Niemcy, ani na Rosję – co autor przyjmuje „z pewnym zdziwieniem, ale też z dyskretną atawistyczną ulgą”. Zarówno Zachód, jak i Wschód naznaczone zostały tym samym pewnego rodzaju obcością, która nie pozwala na zakwalifikowanie ich jako przynależnych do sfery tego, co własne. Wspólnotą środkowoeuropejskiego losu i jego przeznaczeniem jest właśnie ta trudna sytuacja pozostawania pomiędzy dwiema działającymi na nią siłami: „Oto, co znaczy być środkowym Europejczykiem: Żyć między Wschodem, który nigdy nie istniał, a Zachodem, który istniał zanadto. Oto, co znaczy żyć „w środku”, gdy ten środek jest tak naprawdę  jedynym realnym lądem. Tyle tylko, że ten ląd nie jest stały. Przypomina raczej wyspę, może nawet wyspę pływającą. Ba, może wręcz okręt poddany prądom i wiatrom East-West i odwrotnie. […] Żyć na tej wyspie, czy też okręcie znaczy tyle, co bez ustanku wypatrywać zmian pogody, przemierzając wyspę od brzegu do brzegu albo pokład od burty do burty” [4]. Za sprawą swego niefortunnego położenia Europa Środkowa stała się więc obszarem szczególnie silnie wystawionym na działanie wiatru historii, który pędził „albo w tę, albo we w tę, ale zawsze tędy”.

 

Dla Stasiuka ani Zachód, ani Wschód nie są również interesującymi obiektami wędrówki – udawanie się w podróż w którymkolwiek z tych kierunków nie ma sensu, ponieważ wyprawy te wzajemnie się znoszą, a środkowoeuropejski wędrowiec nie jest w stanie czerpać z nich doświadczenia. Na Zachodzie nie pozostało już bowiem nic do odkrycia, nie ma tam niczego niepoznanego ani tajemniczego – wszystko jest już wynalezione, zbadane, opisane i – w konsekwencji – odarte ze znaczenia. Zachód jest dla Stasiuka semantycznie martwy ze względu na swą gotowość, skończoność i perfekcyjność formy. Na Wschodzie z kolei wszystko wydaje się znajome, ale im dalej się zapuszczamy, tym istota odwiedzanych miejsc staje się mniej wyraźna, aż w końcu ginie w bezkresie terytorium. W pierwszym przypadku wędrowiec zostaje więc pokonany przez czas, w przypadku drugim – przez przestrzeń [5].

 

W jednej ze swoich prac Aleksander Fiut nazwał Europę Środkową „fantazmatem zniewolonych” [6]. Powołanie do życia idei tego regionu jako bytu scalającego wiele różniących się od siebie państw w pewną umowną całość stanowiło naturalną reakcję obronną narodów środkowoeuropejskich przeciw sytuacji pozostawania pod wpływem zewnętrznej dominacji. Budowanie przez Stasiuka swojej własnej wizji Europy Środkowej również jest pewnego rodzaju aktem obronnym przeciwko obcym wpływom. Tym razem zagrażającej siły nie stanowi już jednak ani Związek Radziecki, ani żadne imperium kolonialne, ale globalizacja [7]. Łapczywe przyjmowanie przez państwa Europy Środkowej i Wschodniej zachodnich wzorców homogenizujących rzeczywistość prowadzi do zaniku ich indywidualnego charakteru. Za sprawą niczym nieskrępowanego szerzenia się kultury masowej systematycznie zacierają się różnice dzielące poszczególne narody. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Stasiuk mówi, że fakt, iż środkowoeuropejskie kraje uparcie starają się upodobnić do Zachodu napawa go lękiem, „niepokoi mnie znikanie świata” – wyznaje [8]. Pisząc o środkowoeuropejskich doświadczeniach, stawia on więc przed sobą trudne zadanie ocalenia ginącej istoty tych państw, ich jednostkowości i niepowtarzalności, przed zagrażającym widmem unifikacji. Aby tego dokonać, utrwala on te fragmenty środkowoeuropejskiej rzeczywistości, w których – jego zdaniem – istota owa się kryje. Pisze zatem o rzeczach najbardziej prowincjonalnych, marginalnych i błahych, które nie zostały jeszcze skażone fałszem postępu, swoją wizję Europy Środkowej buduje zaś w wyraźnej opozycji do świata zachodniego. Zachód jest dla Stasiuka przede wszystkim zimnym, wirtualnym wytworem modernizacji: „Zawsze, gdy myślę o zachodzie Europy, myślę najpierw »szkło«. Nic innego nie przychodzi mi do głowy. Lustrzana półprzejrzystość pełna uwięzionego światła. […] Na zawsze zostaje mi w głowie tylko lśnienie okien, witryn i elewacji, połysk karoserii, geometria wypełniona powietrzem, zmaterializowana arytmetyka” [9].

 

Matematyczna metaforyka zastosowana przez Stasiuka przy konstruowaniu zachodniej panoramy potęguje wrażenie jej dojmującej bezduszności. Autor pragnie uchronić Europę Środkową przed tego typu modernizacją zabijającą swoistość. Co za tym idzie, w opisach napotykanych pejzaży pomija wszystko to, co mogłoby się z Zachodem kojarzyć. Nie interesują go zatem muzea, pomniki ani galerie, a przez stolice przejeżdża tylko wtedy, kiedy jest to bezwzględnie konieczne. Nie odwiedza metropolii, ponieważ uważa je za miejsca jałowe, wyprane ze znaczenia. W wywiadzie dla czasopisma „Nowa Europa Wschodnia” wyznaje: „Doświadczanie miasta-molocha nigdy mnie nie pocią­gało. Nie lubię oglądać wizytówek. Taka Moskwa czy Petersburg zostały zbudowa­ne w jakiejś mierze dla mnie i dla ciebie. Mają pokazywać Rosjan takimi, jakimi oni chcieliby siebie widzieć naszymi ocza­mi. Z perspektywy Ułan-Ude i Czyty na Syberii można zobaczyć znacznie więcej niż z Placu Czerwonego. Lubię patrzeć, jak tam ustępuje rosyjskość, jak zabrakło rosyjskiego masła, żeby rozsmarować je po całej powierzchni kraju” [10].

 

Wypowiedź ta wyraźnie ukazuje, że według Stasiuka głównym zadaniem metropolii jest pełnienie funkcji reprezentacyjnej – bycie wizytówką państwa, przedstawiającą jego przekłamany, wypolerowany wizerunek, który traci rację bytu w momencie przekroczenia granic miasta. Wówczas to wyidealizowany obraz upada, a wszelkie wady, niedociągnięcia i braki wychodzą na jaw, obnażając prawdziwe oblicze odwiedzanego kraju – jedyne oblicze, które jest w stanie zadziałać na wyobraźnię autora-podróżnika.

 

Europa Andrzeja Stasiuka nie kryje się więc w dużych miastach, nie jest wymuskana ani efektowna, a jej serce bije na peryferiach. Jest to bowiem – jak pisze Piotr Millati: „Europa plebejsko-proletariacka, Europa ludzi z marginesu, gorsza Europa zapomnianych peryferii, zabitej deskami prowincji, której ułomne, banalne i naznaczone materialną i duchową nędzą istnienie, stanowi nieudolną karykaturę Zachodu. […] Prawdziwie zajmujące w Europie Środkowej jest dla Stasiuka to wszystko, co peryferyjne, niepozorne, co znajduje się na samym dole oficjalnej hierarchii ważności, gdyż to właśnie, a nie kultura wysoka stanowi żywy rdzeń tej krainy” [11]. Andrzej Stasiuk swoją Europę lokuje na przedmieściach, bocznych drogach, pastwiskach i targach rybnych, jej istoty szuka zaś w wiejskich chatach, kurnikach i komórkach na węgiel.

 

Cechą charakterystyczną tego głęboko peryferyjnego pejzażu jest uderzające wręcz naznaczenie erozją. Autor z detektywistycznym zacięciem śledzi wszelkie jej oznaki i pieczołowicie dokumentuje rozmaite jej przejawy, jest ona bowiem elementem środkowoeuropejskiego krajobrazu, który szczególnie sobie upodobał. Stasiuka fascynuje niedbalstwo, nieporadność i dezorganizacja Europy Środkowej – wszystko to, co decyduje o jej swoistej niepełnosprawności. Często zresztą otwarcie mówi o swoim wyjątkowym zamiłowaniu do chaosu, który nieustannie w sobie czuje, sam nazywa zaś siebie „orędownikiem burdelu”: „Lubię bałagan materii. To jest życie, coś kipi, coś buzuje. Lubię takie rozburdlone kraje. Jestem orędownikiem burdelu. W każdym systemie musi być margines chaosu, bo inaczej wszyscy będą jechać na prozacu” [12].

 

Istnienie chaosu jest zatem w przekonaniu Stasiuka konieczne jako zdrowa przeciwwaga dla porządku, który – w izolacji – nie stanowi naturalnego środowiska życia człowieka. Pisarz podziwia też środkowoeuropejską migotliwość, wynikającą z faktu, iż przestrzeń ta nieustannie powstaje od nowa – niszczeje i odbudowuje się, ponieważ trwa w niej „dziwna symbioza upadku i wzrostu”, za sprawą której „nigdy nie wiadomo, co się zastanie” po dotarciu na miejsce. Ten efemeryczny i kaleki zarazem charakter Europy Środkowej jest w stanie oddać jedynie to, co jest jak ona sama nietrwałe, kruche, ulotne i sprawiające wrażenie mogącego w każdej chwili obrócić się w pył – to, co ulega rozkładowi. Rozpad postrzegany jest więc przez Stasiuka nie tylko jako pewne świadectwo ciągłości istnienia obserwowanych miejsc i przedmiotów, ale także jako siedlisko ich znaczenia, którego to są pozbawione dopóki pozostają nowe, nietknięte erozją.

 

Ze względu na swój permanentny stan niegotowości Europa Środkowa Stasiuka przypomina niedokończone, niedopracowane dzieło. To rzeczywistość „krucha jak waflowy rożek do lodów”, obszar, na którym wszystko zatrzymało się w pół kroku do pełni ukształtowania, zastygło w miejscu i nie potrafi, bądź nie chce, ruszyć naprzód. Środkowoeuropejski krajobraz Stasiuka pozbawiony jest dynamizmu. To nieruchoma rzeczywistość, w której panuje wieczna stagnacja, marazm, a „teraźniejszość naśladuje przeszłość”. Wszelkie wprowadzane tu zmiany są jedynie zmianami pozornymi.

 

Autor opisuje zresztą swoją Europę w taki sposób, by wytworzyć w czytelniku silne poczucie, iż istnieje ona poza czasem i jest odeń niezależna. Chronologia wydarzeń nie jest dla Stasiuka najważniejszym z kryteriów porządkujących rzeczywistość – do czasu ma on stosunek dość lekceważący, a pozycję uprzywilejowaną zajmuje w jego prozie podróżnej przestrzeń. Podczas lektury Mojej Europy odnieść można wrażenie, iż Stasiuk za wszelką cenę stara się uwolnić swoją Europę Środkową od historii – elementu, do którego ta część kontynentu wykazuje szczególnie silne przywiązanie. Powszechne jest tu bowiem „wyobrażenie czasu jako wspólnoty dziedzictwa, które miało leczyć Środkowoeuropejczyka z poczucia bycia zapomnianym, krzepić odnajdywaniem rysów podobnych, i chociaż częściowo chronić przed całkowitym pozbawieniem tożsamości” [13]. Pamięć historii miała więc budować poczucie jedności wśród środkowoeuropejskich narodów, pomagać im w dokonywaniu samookreślenia. Stasiuk pragnie natomiast uczynić swoją Europę ahistoryczną, przenieść ją ze sfery historii do sfery geografii. Swoje starania usprawiedliwia stwierdzając, iż: „czas obchodzi tylko tych, którzy mają nadzieję, że coś się zmieni, czyli niepoprawnych głupców” [14]. Co za tym idzie, najczęściej rozmyśla nie o losach, ale o kształtach Europy i jej poszczególnych państw, o ich położeniu w obrębie kontynentu, o kolorach, jakimi oznaczone zostały na mapie. Niczym nieskrępowane spotkanie z przestrzenią jest dla Stasiuka przeżyciem głęboko zmysłowym. Pisze on o przebiegu różnych linii granicznych, które wiją się nieregularnie, jeśli ukształtowane zostały przez geografię, a sztucznie uproszczone są tam, gdzie powstały w wyniku podziałów historycznych. Jak sam przyznaje – przez jego wizję Europy Środkowej „prześwieca mapa i pejzaż”.

 

Geografia ma być według Stasiuka oczyszczającą alternatywą dla – sprawującej tutaj dotychczas niepodzielne rządy – historii, alternatywą zdecydowanie bardziej zdrową i niewinną. Wyższość przestrzeni nad czasem zasadza się na tym, iż przestrzeń jest czymś, co zostało nam dane z góry, czymś obiektywnym i szczerym – istnieje niezależnie od jakichkolwiek tendencji ideologicznych, nurtów światopoglądowych czy przetasowań politycznych. Kształtowana przez człowieka historia stanowi natomiast jej całkowite przeciwieństwo. W kontekście Europy Środkowej czas pojmować można: „nade wszystko jako żywioł niszczący, upostaciowany w przemocy, sprzymierzony z unicestwieniem” [15].

 

Europa Środkowa to obszar skrzywdzony przez dzieje, teren, który – jak sugeruje Milan Kundera – padł ofiarą historii [16]. Co za tym idzie, doświadczenie środkowoeuropejskie charakteryzuje ciągłe poczucie niepewności jutra, ulotności tego, co się posiada, kruchości domu i nietrwałości ojczyzny: „Dlatego Europa Środkowa nigdy nie wydała wielkich podróżników. […] Wybrać się w drogę z ciekawości? Taka myśl może przyjść do głowy komuś, kto nie zastanawia się nad tym, czy po powrocie jego własny dom będzie stał na tym samym miejscu. Bardzo możliwe, że ta ostateczna osiadłość, ta nieruchomość siedzib jest owocem głębokiego poczucia bezdomności w głębszym,             mentalnym sensie. W pustce oddzielającej wsie czai się demon chaosu, zły duch nieokreśloności, i dlatego domy stoją blisko siebie, patrzą sobie nawzajem w okna i po ludzku szukają własnego odbicia – potwierdzenia, że istnieją” [17].

 

Stasiuk twierdzi, że typową środkowoeuropejską przypadłością są ciągłe podejrzenia wobec rzeczywistości, nieustanny strach przed tym, co się wydarzy [18]. Podobnego zdania jest również Milan Kundera, wypowiadający się o Europie Środkowej jako o „leżącej między Niemcami a Rosją strefie małych narodów” [19]. Ludzie tworzący te małe narody węszą spisek na każdym kroku, żyją w ciągłym poczuciu, że ktoś lub coś czyha na ich własność, łakomie na nią spogląda. To osoby, które od wieków trwają w tym samym punkcie, a owa stagnacja zapewniać ma im chociażby minimalne poczucie bezpieczeństwa i ułudę sprawowania kontroli nad sytuacją. Aby móc w pełni dostrzec Europę Środkową, uzyskać do niej mentalny dostęp, trzeba być zatem wędrowcem szczególnym, kimś pomiędzy swoim a obcym, kimś zawieszonym pomiędzy dwoma światami, przybłędą. Taki jest właśnie autobiograficzny bohater prozy podróżnej Andrzeja Stasiuka.

 

Podczas wyprawy podróżnikiem tym nie kieruje chęć zebrania maksymalnej ilości informacji przy jednoczesnym minimalnym wysiłku włożonym w ich zrozumienie. Taki sposób obserwowania rzeczywistości jest jego zdaniem jedynie ślizganiem się po jej powierzchni, bez podjęcia próby przeniknięcia do wewnątrz. On nastawiony jest natomiast na poznanie, do którego dochodzi w wyniku obcowania z czymś prawdziwym. Kontakt z drugim człowiekiem wydaje się tutaj niezastąpionym źródłem wiedzy o charakterze odwiedzanych miejsc. Nie ma on jednak ograniczać się do pozyskiwania wiadomości, do chłodnej wymiany faktów, która to zresztą najczęściej nie jest możliwa chociażby z tak prozaicznego powodu, jak niezrozumiałość obcego języka. Ważna jest tu sama sytuacja spotkania, która działa na wyobraźnię autora.

 

Podróżując po Europie Środkowej, spotyka Stasiuk na swojej drodze rozmaitych ludzi i często prowadzi rozważania na temat ich specyfiki. Dusza środkowoeuropejska jest według niego bytem równie niepewnym, jak sama jej ojczyzna – jej istnienia nigdy do końca nie udowodniono jak również nigdy definitywnie nie zaprzeczono jej realności [20]. Opisywani przez Stasiuka mieszkańcy Europy Środkowej noszą takie same znamiona jak ziemia, na której żyją. Są to ludzie prości, trudniący się błahymi, nierzadko nielegalnymi zajęciami, sprawiający wrażenie marnotrawiących czas. Ludzie ci, ze wszystkimi swoimi przywarami, stanowią rdzeń Europy Środkowej – środkowi Europejczycy i ich ojczyzna nawzajem siebie stwarzają. Co więcej, czytając prozę podróżną Stasiuka odnieść można wrażenie, że cały środkowoeuropejski obszar zamieszkują ci sami ludzie, dzielący zbliżoną mentalność i borykający się z podobnymi problemami. Doświadczenie środkowoeuropejskie jest więc w dużej mierze wspólne dla wszystkich jej narodów – Stasiuk ujednolica swoją Europę również na płaszczyźnie ludzi ją zamieszkujących. Co za tym idzie, gdy wyrusza w podróż, odnosi wrażenie, że wcale nie zmienia miejsca pobytu: „Powinienem w końcu pojechać za jakąś prawdziwą granicę. […] Sto sześćdziesiąt stempli jak psu w dupę. Wracam zawsze tak samo głupi, jak ciemny wyjeżdżałem. Wszędzie stoją faceci na rogach ulic i czekają, aż coś się zdarzy, wszędzie siedzenia w pociągach mają dziury powypalane papierosami i      ludzie po prostu spędzają czas i patrzą spokojnie, jak historia dociska gaz do dechy. Tracę czas i kasę. Równie dobrze mógłbym nie ruszać się z domu, bo to wszystko mam na miejscu” [21].

 

Ludzie zamieszkujący Beskid Niski, Babadag, Szeged czy Tiranę mówią co prawda różnymi językami, nieszczególnie różnią się natomiast pod względem sposobu myślenia i postrzegania świata. Wykazują wiele wspólnych cech. Pod każdą szerokością geograficzną Europy Środkowej bez większych problemów znaleźć można ludzi, którzy nie potrafią zdystansować się względem minionego, zachwalają dawnych władców, buntując się przeciwko nowym porządkom. Jeden wznosi toast za Franciszka Józefa, inny z tęsknotą wspomina rządy Ceauşescu, sam Stasiuk zaś stawia śmiałą tezę, że „władza musi pochodzić z zewnątrz, bo wtedy dopiero można ją kochać i przeciw niej się buntować” [22].

 

Co jednak najważniejsze, mieszkańcy wszystkich środkowoeuropejskich państw cierpią na podobnego rodzaju problemy z samookreśleniem. Tożsamość środkowoeuropejska jest zresztą zagadnieniem wysoce problematycznym. Milan Kundera próbuje wyjaśnić ten stan rzeczy następująco: „Po wojnie ukształtowały się w Europie trzy zasadnicze sytuacje: sytuacja Europy zachodniej, sytuacja Europy wschodniej oraz sytuacja Europy środkowej. Ta ostatnia jest najbardziej skomplikowana, gdyż geograficznie Europa środkowa jest środkiem, kulturalnie – Zachodem, a politycznie – od 1945 roku – Wschodem” [23]. Sytuacja jednoczesnego pozostawania w trzech różnych strefach kulturowo-cywilizacyjnych stwarza niełatwe warunki dla kształtowania się tożsamości regionu. Problem ten rozwija Aleksander Fiut, pisząc, iż w tej części Europy: „Proces samookreślenia natrafia […] na rozmaite przeszkody. Odwołuje się do tych wzorów i symboli, które albo są trudne do odczytania, albo wymieszane ze sobą nie dają się ułożyć w przejrzysty system. Inne jeszcze zagrożenia niesie homogenizacja – wpierw przez system totalitarny, konsekwentnie wymazujący to, co pojedyncze i niepowtarzalne na rzecz ideologicznego liczmana, a następnie przez kulturę masową opartą głównie, choć nie tylko, na amerykańskich wzorach. Oczywiście stopień zagrożenia ze strony tej ostatniej jest nieporównanie mniejszy. Nie dysponuje ona przecież żadnymi formami represji i nie wywiera tak przytłaczającego jak system totalitarny nacisku. Owo zagrożenie trudno jednak bagatelizować” [24]. Środkowoeuropejska tożsamość kulturowa wpadła z jednej opresji w drugą, w wyniku czego znajduje się obecnie w ogromnie trudnym dla niej momencie – momencie transformacji: politycznej, ustrojowej, kulturowej. Stasiuk dostrzega w mieszkańcach Europy Środkowej ich okaleczenie, portretuje ich jako „ubogi lud w wypasionych furach”, ludzi usilnie próbujących zrzucić z siebie swoją rdzenność, przystroić się w nowy płaszczyk, który jednak nie do końca dobrze na nich leży: „W tłum wjeżdżały auta. Najczęściej kabriolety. Pełzły powoli, ocierały się o ciała, na jedynce. Kolesie mieli lustrzanki. Była noc, ale ich nie zdejmowali. Mieli głośniki i coś z nich leciało, i mieszało się z resztą dźwięków. Mieli złote łańcuchy. Ich ojcowie byli pasterzami i jeździli na osłach. Oni w dzieciństwie pewnie też. Prawdopodobnie chcieli o tym zapomnieć i chcieli, by inni też zapomnieli. Dlatego nie wysiadali z tych swoich kabrioletów przywiezionych z Niemiec. Może nawet w nich spali. Na nogach mieli klapki” [25].

 

Pisarz próbuje zastanowić się nad tym, jak środkowoeuropejska tożsamość kulturowa funkcjonuje w nowych kapitalistycznych realiach, jaki kształt przybrała w wyniku prymatu konsumpcyjnego modelu życia, globalizacji oraz ciągłego aspirowania do zachodnich standardów homogenizujących rzeczywistość. Mówiąc językiem Stasiuka – co właściwie sprawiło, że plastikowe klapki nagle trafiły na stopy chłopców, których ojcowie do niedawna jeździli na osłach i – jakie są tego konsekwencje. Autor zdaje się sugerować, że albańscy młodzieńcy w lustrzankach i złotych łańcuchach to w zasadzie ci sami ludzie, co młodzi Polacy przesiadujący w drogich klubach. To dwa różne warianty tego samego podmiotu, którego poczucie tożsamości znalazło się w sytuacji kryzysowej. Od tego typu problemów tożsamościowych nie jest więc wolna także ojczyzna pisarza.

 

Polska jest dla Andrzeja Stasiuka niekwestionowaną częścią Europy Środkowej. Połączone są one nierozerwalną więzią – Europa Środkowa przejawia się w Polsce, a Polska w niej. Podczas swoich podróży wszędzie odnajduje Stasiuk ojczyznę – sprawia on wrażenie owładniętego Polską i polskością. Tematy te stanowią niedającą mu spokoju obsesję, natrętnie powracają ilekroć usiłuje on o nich zapomnieć. Stasiuk wyjeżdża, aby od Polski odpocząć, ale – jak często podkreśla – nie potrafi bez niej wytrzymać dłużej niż trzy tygodnie. Ponadto dla Stasiuka podróż zawsze oznacza ucieczkę – do czegoś lub przed czymś. W Dzienniku pisanym później przyznaje, że wyrusza na Bałkany, ponieważ pragnie uciec od ojczyzny, „jednocześnie poszukując jej wersji hard”. Ta próba terapii jest jednak całkowicie nieskuteczna – nie pozwala bowiem uwolnić się od dręczących go myśli. Przeciwnie – bałkańskość okazuje się jedynie przejaskrawioną, zwielokrotnioną polskością; sytuacją, w której jeszcze silniej odczuwa się ciężar swojego rodowodu. Polskość – to opresja. To stan, przed którym nie da się uciec, znamię, którego nie można usunąć, stygmat przynależności, o której trzeba pamiętać, ponieważ innej mieć się nie będzie. Prędzej czy później nasza polskość dopada nas nawet na drugim końcu świata, wskazuje nas palcem, nie pozwalając wtopić się w tłum.

 

Według Stasiuka odpowiedni dystans jest potrzebny, aby zyskać jasność osądu. Z daleka widzi on więc Polskę jeszcze wyraźniej. Jaka ona jest? A pewno trudna: „[…] leży na wznak pomiędzy Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie w nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo że pójdzie do klasztoru” [26].

 

Polska lubuje się w rozpamiętywaniu dawnych cierpień, wywlekaniu trupów z mogił i rozdrapywaniu ran. W pielęgnowaniu mitów narodowych, fantazmatów wojennych i wspominankach o dawnej wielkości. Przekonana o zbawczej sile swojego cierpiętnictwa buduje tożsamość na pamięci o „Hitlerii, Syberii i Komunie”, bez których nie mogłaby istnieć ani dokonać samookreślenia. Byłaby wówczas tylko „jednym ze stu banalnych narodów z ziewającą z nudów historią”. Rozkochana w patosie, pada na kolana przed symbolami i modli się do przedmiotów, a jej nadzwyczaj głębokie, jakby się zdawało, potrzeby religijne w pełni zaspokajają Matka Boska i Jan Paweł II – Bóg jest tutaj zupełnie niepotrzebny. Jednocześnie bacznie śledzi zagraniczne mody, aby następnie desperacko je naśladować, „przebiera się i drapuje”. „Czeka na cokolwiek, by rwać włosy z głowy, by tłuc gliniane garnki, by się zanosić” [27]. Przy tym wszystkim Stasiuk zdaje sobie jednak sprawę z tego, iż jest ona najbardziej „własna” ze wszystkich miejsc na ziemi.

 

Wykorzystując w Dzienniku pisanym później motto z Emila Ciorana, autor dzieli się z czytelnikiem refleksją, iż trzeba chyba całego życia, by przywyknąć do myśli, że jest się Polakiem [28]. Ten zbiór esejów z podróży poświęcił zresztą w znacznej części temu trudnemu i czasochłonnemu procesowi, jakim jest przywykanie do własnej polskości. Jak każdego obywatela tego kraju zdecydowanie bardziej męczą go bowiem swoi, nie zaś obcy: „Wchodzili przez bramę do pańskiego i czuli się jak u siebie. Nareszcie wolni. Bez lęku. Z aparatami. Lud postkolonialny. Jednak najbardziej udręczony nie przez obcych, tylko przez swoich i przez całe stulecia. Teraz robił jednorazowe zdjęcia w jednorazowych butach. Wytatuowany i posypany jakimś błyszczącym badziewiem. Polska. Zmartwychwstała” [29].

 

Polaków przedstawia Stasiuk przede wszystkim jako społeczeństwo potransformacyjne, jako „lud postkolonialny”, który za wszelką cenę pragnie wyprzeć ze świadomości własną przeszłość, pod nowym ukryć stare, pod cudzym – własne, pod kolorowym i połyskującym – szare i przeciętne. To naród wysadzony z siodła; lud, który wyrwany z jednej rzeczywistości, nie zdążył jeszcze zaadaptować się do rzeczywistości kolejnej. Usiłuje więc czym prędzej zbudować makietę własnego państwa, odmalować jego fasadę, aby za sprawą tego nowego oblicza zostać przyjętym w poczet lepszych narodów. Wnętrze ów makiety pozostaje natomiast niezmienione, stare i zbutwiałe. Materia je tworząca jest przaśna, peryferyjna i naznaczona niezliczonymi kompleksami. Za sprawą takiego połączenia powstać może jedynie twór karykaturalny i spotwarzały. Byt prowizoryczny, tymczasowy, który – zagubiwszy się – musi nieustannie udawać: „Ojczyzna pachnie kebabem i wymytym kiblem, Jeżdżę po niej. Kalisz. Hotel jest jak podświetlony sracz, ale nie znają wynalazku lampki do czytania. Recepcjonistka udaje recepcjonistkę, kelner kelnera, barman barmana. Mówią, ale nic nie można zrozumieć. Mówią w jakimś nowym języku, jak obsługa infolinii” [30].

 

Polacy noszą wyraźne cechy społeczeństwa w dobie przemiany ustrojowej, które – pozostawione samo sobie – stoi w rozkroku pomiędzy dwoma porządkami i nie potrafi zdecydować się na żaden z nich. „Nasze tożsamości plączą się pomiędzy przeciwstawnymi symbolami, tworzą się jakby hybrydy z poprzemieszczanych, wyrwanych z pierwotnych kontekstów znaczeń” [31] – zauważa w pracy Przemieszczenie, miejsce, tożsamość Tomasz Szkudlarek. Regres – nie jest możliwy, progres – wymaga czasu. Póki co, przychodzi Polakom miotać się z jednej strony na drugą i tkwić w najgorszej możliwej fazie – fazie przejścia.

 

Kończąc rozważania na temat Europy Środkowej, z jaką spotykamy się w twórczości Andrzeja Stasiuka, spróbuję zastanowić się nad tym, czy może ona zostać uznana za obszar postkolonialny i – jeżeli tak – co o tym decyduje.

 

W dyskursie akademickim teoria postkolonialna przez długie lata zarezerwowana była przede wszystkim dla badań prowadzonych nad literaturą tworzoną w państwach będących niegdyś zamorskimi koloniami Wielkiej Brytanii czy Francji. Pod koniec XX wieku zaczęła ona jednak być stosowana również przy próbie interpretacji doświadczenia środkowoeuropejskiego. Tamás Scheibner w swoim artykule Okres postkolonialny czy postkolonialna Europa Wschodnia i Środkowa? pisze, że „w latach osiemdziesiątych w publikacjach samizdatowych i na niektórych międzynarodowych lub emigranckich forach ożywił się dyskurs dotyczący tożsamości krajów/narodów »bloku sowieckiego«, a metaforyka bytu kolonialnego znów odegrała tu ważną rolę” [32]. Z biegiem czasu – wraz z odzyskiwaniem suwerenności przez kolejne środkowoeuropejskie państwa – stosowanie narzędzi oferowanych przez studia postkolonialne w celu badania tożsamości narodów należących do byłej sfery wpływów Związku Radzieckiego stawało się coraz bardziej popularne oraz zyskiwało nowych zwolenników. Warto tu jednak zauważyć, że relacje, w jakich Europa Środkowa pozostawała z ZSRR, a wcześniej z carską Rosją, nie są jedynymi stosunkami o charakterze kolonialnym, w których tkwiła. Środkowoeuropejskie kraje były bowiem kolonizowane nie tylko przez Wschód, ale również przez Zachód, a także – uwikłane w skomplikowane związki zależności pomiędzy sobą – jak na przykład Polska z Ukrainą czy Litwą. 

 

Według badań postkolonialnych Europa Środkowa, czy – szerzej – Środkowo-Wschodnia, miałaby być wewnątrzkontynentalnym odpowiednikiem Saidowskiego Orientu [33] – wytworem kultur zachodnich potrzebujących gorszego i słabszego Innego, poprzez negację którego mogłyby się definiować oraz budować własny wizerunek jako bytów doskonalszych. „Peryferia Europy”, jakie stanowi pas krajów położonych pomiędzy Niemcami a Rosją, nadały się do tej roli znakomicie. Przyczyny takiego stanu rzeczy następująco wyjaśnia Dariusz Skórczewski: „Nasz region rzeczywiście okazał się wymarzonym poligonem dla pomysłów kolejnych pokoleń zachodnioeuropejskich »orientalistów« aż do naszych czasów. Przede wszystkim dlatego, że składające się na niego państwa to w wielu przypadkach stosunkowo młode samodzielne twory polityczne     (Słowacja, Ukraina) bądź struktury długo nieobecne na mapach Europy (Polska, kraje bałtyckie). Wpisane w przeszłości w dzieje cudzych ziem i ludów, przyzwyczaiły Zachód do swojej »miękkiej« obecności – a jak wiemy, ten rodzaj obecności skutecznie wymazuje z cudzej pamięci, i nie zaradzi temu nie tylko udokumentowana źródłami martyrologia, lecz nawet gloria dawnych stuleci” [34].

 

W okresie, w którym państwa zachodnie zaangażowane były przede wszystkim we własny rozwój, ekspansję i umacnianie pozycji gospodarczej, państwa środkowoeuropejskie zmuszone były zużywać całą swoją twórczą energię na obronę istnienia i walkę o własną podmiotowość. W następstwie swojego położenia geograficznego i – wynikających zeń – doświadczeń historycznych Europa Środkowa utrwalona została w świadomości zbiorowej jako zacofana i genetycznie podrzędna część kontynentu, jako teren, który – ze względu na swą wrodzoną bierność, ułomność i niedojrzałość – wymaga opieki ze strony państw lepiej rozwiniętych. Wedle tych wyobrażeń świat zachodni ma nieść Europie Środkowej misję cywilizacyjną i – z racji jej domniemanej niezdolności do samodzielnego funkcjonowania – roztaczać nad nią kontrolę. Obszar ten przedstawiany jest więc jako pozbawiony mocy sprawczej obiekt, który nie jest w stanie samodzielnie się reprezentować ani stworzyć własnej oryginalnej narracji. Co za tym idzie, tożsamość musi zostać nadana Europie Środkowej z zewnątrz, zgodnie z panującymi na jej temat wyobrażeniami. Tereny te bowiem nadal stanowić mają w oczach Zachodu zaprzeczenie europejskości, a nie jej równorzędny, pełnowartościowy  element [35]. Janusz Korek stawia – podobną do Saidowskiej – tezę, iż winą za uprzedzenie Zachodu względem państw środkowoeuropejskich należy obarczyć – w pierwszej kolejności – historyków i uczonych państw ościennych, wypracowujących skrajnie tendencyjne, poimperialne koncepcje Europy Środkowej – wytwarzających jej nieprawdziwy, bo skonstruowany wedle obcych prawideł, obraz [36]. „Wschód” Saida przypomina w wielu punktach słowiański Wschód czy obraz dzisiejszej Europy Środkowo-Wschodniej w oczach przeciętnego zachodniego Europejczyka: sensualizm, irracjonalność, tradycjonalizm czy konserwatyzm, despotyzm, prymitywizm, spolegliwość i kobiecość. To wszystko ujmowane w kontekście do „Zachodu”, który charakteryzowany jest jako racjonalny, progresywny, demokratyczny, nowoczesny, dynamiczny i męski” [37] – stwierdza Korek. Narzucanie tożsamości przez zewnętrznych obserwatorów nieuchronnie prowadzi zaś do generowania stereotypów dotyczących narodów środkowoeuropejskich, do stosowania rażących uproszczeń w próbach opisu ich właściwości oraz wydawania tendencyjnych sądów dotyczących mentalności ich członków. Jest to zjawisko wysoce niebezpieczne, ponieważ stereotypy te z czasem przyswajane i powielane zostają przez samych mieszkańców Europy Środkowej, przechodząc w swoiste autostereotypy i wpędzając ich w kompleks niższości.

 

Świadomość kultur postkolonialnych naznaczona jest ponadto resentymentem, pragnieniem wzięcia odwetu na kolonizatorze połączonym z jednoczesnym poczuciem bezsilności wobec niego. Jak pisze Tamara Gundorova, mechanizm resentymentu polega na tym, iż: „traumatyczny stan emocjonalny, zrodzony z napięcia między różnymi emocjami – głównie zazdrością i nienawiścią wobec świata zewnętrznego, pragnienia przywłaszczenia sobie sposobu istnienia »Innego« oraz jednoczesnego poczucia bezsilności, która z czasem zostaje pokonana i mija – może ulec zatrzymaniu i zatruwać świadomość marginalizowanego indywiduum, które w konsekwencji poddaje się niszczącemu działaniu samoponiżenia i samokrytycyzmu” [38]. Portretowani przez Andrzeja Stasiuka mieszkańcy Europy Środkowej bez wątpienia borykają się właśnie z samokrytycyzmem, ze swoimi nawarstwionymi przez lata narodowymi kompleksami. Jak zauważa w swoim artykule Said a sprawa polska Ewa Thompson: „uwolnienie się od bezpośredniej kontroli przez obcego hegemona bynajmniej nie owocuje optymizmem, przeciwnie – przynosi apatię i niewiarę w siebie, czasem jeszcze bardziej dotkliwą niż w okresie zniewolenia” [39]. Cierpiąc z powodu „pesymizmu postsowieckiego” [40], Środkowi Europejczycy nie wierzą we własną pełnowartościowość, a po zdekolonizowaniu rzucili się w pościg za Zachodem. Próbują się doń upodobnić, pomimo solidnych braków w podstawach. Wyrzekają się tego, co własne, jako gorszego i prowincjonalnego. Nieustannie zgrywają się, udają „czarnych braci z zaoceanicznych slumsów”, które to – z racji samej swej zaoceaniczności – mają być lepsze niż slumsy rodzime. Narody postkolonialne wykazują bowiem skłonność do lokowania świata prawdziwych wartości poza granicami własnej ojczyzny – wszystko, co dobre musi pochodzić z zewnątrz, ponieważ prawdziwe życie zwykło toczyć się gdzie indziej. Ich przeznaczeniem jest natomiast bierne wyczekiwanie zmian, na które i tak nie mają bezpośredniego wpływu.

 

Często stosowaną przez narody postkolonialne taktyką przezwyciężania resentymentu, radzenia sobie z „samozatruciem duszy, wynikającym ze współistnienia urazy i bezsilności” [41] jest mitologizowanie przeszłości, oddawanie się wspominkom o dawnej potędze, które to ma za zadanie zrekompensować owym narodom rozczarowanie obecnym stanem rzeczy, uleczyć ich żal spowodowany sytuacją aktualną: „Krowy pogubiły się gdzieś w lesie. Porykują w grudniowym półmroku. Romania Mare, Wielka Serbia, Polska od morza do morza… Cudownie durna fikcja tych krain. Beznadziejny smutek tęsknoty za tym, co nie bardzo było, za tym, co być nie mogło, i zasmarkany żal nad tym, co jest. Zeszłego lata w Starej Lubowni u stóp zamku podsłuchiwałem rozgdakaną polską wycieczkę. Przewodził grupie czterdziestoletni na oko bęcwał w papuzich gorteksach i polarach. Walił w wierzeje zamkniętego już o tej porze muzeum. W końcu kopnął we wrota i oznajmił towarzystwu: »To powinno być znowu nasze albo węgierskie. Wtedy byłby jakiś porządek!« Tak. W tej części świata wszędzie i zawsze powinno być inaczej” [42].

 

Narody środkowoeuropejskie pogrążają się w tym, co Homi Bhabha nazywa „koniecznymi wymysłami” [43]. Ewa Thompson wyjaśnia, iż koncepcja tego amerykańskiego humanisty pochodzenia pakistańskiego ma za zadanie ilustrować istotną cechę społeczeństw postkolonialnych, jaką jest tendencja do „tworzenia mitologii własnej przeszłej wielkości (którą rzekomo zniszczyła interwencja kolonialna). Jest to psychologicznie zrozumiała próba rekompensaty poniżeń przyniesionych przez kolonializm,   czyli psychologiczna terapia. […] Można się spierać, czy te »konieczne wymysły« są rzeczywiście konieczne, ale pozostaje faktem, że brak poczucia intelektualnej odpowiedzialności jest nagminny w byłych koloniach, a mitologie przeszłości mnożą się w krajach, które niedawno się usamodzielniły. Można to zauważyć nie tylko wśród Polaków bezkrytycznie uwielbiających przeszłość, ale i w zgoła fantastycznych interpretacjach historii Litwy i Ukrainy, które ostatnio zaczęły się pojawiać w tamtejszym piśmiennictwie historycznym” [44]. Narody postkolonialne zmuszone są więc produkować swoją „cudownie durną fikcję”, która to pozwala im, chociażby doraźnie, leczyć się ze swojego chronicznego niezadowolenia z siebie, uwierzyć we własną wartość, którą lokować zwykły w wiekach minionych.

 

Andrzej Stasiuk, obserwując powolny zanik swojej Europy, podejmuje się dość karkołomnego zadania: desperacko próbuje oczyścić swój środkowoeuropejski pejzaż ze wszystkiego, co obce – wschodnie, zachodnie, zewnętrzne – i skonstruować go w zdecydowanej opozycji do Innego właśnie. Według Aleksandra Fiuta autor ten „uporczywie i dosyć rozpaczliwie broni obrazu nietkniętego przez zepsucie rezerwatu, gdy tymczasem ani Europa Środkowa takim rezerwatem nie jest i chyba nigdy nie była, ani Europa Zachodnia nie stanowi tworu tak dalece homogenicznego […]. Tym samym, pod piórem najwyraźniej wiedzionym przez zabieg mitologizacyjny, zacofanie przybiera uwodzącą postać cywilizacji nieskażonej zepsuciem, na swój sposób archaicznej, pozostającej w symbiozie z naturą i jako takiej zdecydowanie przeciwstawionej cywilizacji, którą zatruła industrializacja” [45]. W zapóźnieniu i chaotyczności Europy Środkowej doszukuje się Stasiuk jej istoty, w postępie cywilizacyjnym dostrzega zaś widmo zagłady jej swoistości. Obawy tego typu charakterystyczne są dla podmiotu postkolonialnego, który stara się przezwyciężyć traumę utraty tego, co tradycyjne – w tym przypadku – nostalgią [46].

 

Dokonując analizy problemu Europy Środkowej ukazywanej przez Andrzeja Stasiuka, dojść można do wniosku, iż nosi ona wyraźne znamiona regionu, który – po oficjalnym zdekolonizowaniu – nie odnalazł się jeszcze w nowej rzeczywistości, który cały czas toczony jest przez robaka kolonializmu. Tak ważne elementy środkowoeuropejskiego doświadczenia, jak: przekonanie o własnej niepełnowartościowości i wynikające z niego poczucie peryferyjności wobec Zachodu, ciągłe borykanie się z resentymentem, nieustanny strach przed rzekomo zagrażającym Innym i jednoczesna zazdrość o jego sposób istnienia, pielęgnowanie mitów narodowych będących wątpliwym lekarstwem na problemy codzienności, cicha potrzeba budowania poczucia własnej wartości poprzez ucisk słabszego, pragnienie przypodobania się „lepszym narodom” za sprawą przyjmowania obcych tendencji i wzorców uważanych a priori za bardziej wartościowe, czy też – trudne skądinąd do zakwestionowania – cywilizacyjno-gospodarcze zacofanie względem państw zachodnich – są bowiem elementami charakterystycznymi właśnie dla doświadczenia postkolonialnego. Odpowiedzi na znaczną część pytań dotyczących środkowoeuropejskiej tożsamości, problemów i właściwości należałoby doszukiwać się więc nigdzie indziej, niż w okresie kolonialnego podporządkowania.

 

Europa Środkowa jest potrzebna Stasiukowi, aby mógł on uciekać do własnej „idealnej geografii”, zapuszczać się w głąb swojej Europy, która to całkowicie mu wystarcza i w pełni zaspokaja jego potrzeby. Pisarz ten nie domaga się rekompensaty ze strony reszty świata, nie zgłasza – jak Andruchowycz – potrzeby dokonania „środkowoeuropejskiej rewizji” [47]. Zmęczony ciągłymi pytaniami o zachodniość, wschodniość i – najbardziej aktualną z tych kategorii – europejskość, pragnie zaszyć się w swoich „najbardziej archaicznych zakątkach Europy”, które to stanowią niewyczerpane źródło materii literackiej, nie narzucając się i nie wymagając niczego w zamian.



[1] A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, [w:] J. Andruchowycz, A. Stasiuk, Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej Środkową, Wołowiec 2007, s. 114.

[2] Tamże, s. 152.

[3] Tamże, s. 86.

[4] Tamże, s. 153.

[5] Zob. Tamże, s. 95.

[6] Zob. A. Fiut Powrót do Europy Środkowej? Wariacje na temat pisarstwa Andrzeja Stasiuka i Jurija Andruchowycza, [w:] (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, red. H. Gosk i B. Karwowska, Warszawa 2008, s. 170.

[7] Zob. T. Gundorova, Ressentiment w perspektywie postkolonialnej. Przypadek ukraiński, przeł. A. Matusiak, M. Smolińska, „Porównania” 2007 nr 4, s. 74. 

[8]Ja, kundel, „Rzeczpospolita” 2007, nr 181 (04.08.2007) – wywiad Dariusza Rosiaka z Andrzejem Stasiukiem (http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070804/plus_minus_a_2.html).

[9] A. Stasiuk, dz. cyt., s. 129.

[10] Rosja: wielka depresja, „Nowa Europa Wschodnia” 2009, nr 3-4 – wywiad Ireneusza Dańko z Andrzejem Stasiukiem  (http://www.similitudo.de/Wielka-Depresja.html).

[11] P. Millati, Inna Europa. Nowa mitologia Europy Środkowej w prozie Andrzeja Stasiuka, [w:] (Nie)obecność. Pominięcia i przemilczenia w narracjach XX wieku, red. H. Gosk i B. Karwowska, Warszawa 2008, s. 177, 179.

[12] Jestem orędownikiem burdelu, „Newsweek” (06.11.2010) – wywiad Magdaleny Rigamonti z Andrzejem Stasiukiem (http://www.newsweek.pl/artykuly/wydanie/0/jestem-oredownikiem-burdelu,67620,1).

[13] A. Fiut, Powrót do Europy Środkowej?..., dz, cyt., s. 155. 

[14] A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, dz, cyt., s. 85.

[15] A. Fiut, Powrót do Europy Środkowej?..., dz. cyt., s. 155.

[16] M. Kundera, Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej, przeł. M.L., „Zeszyty Literackie” 1984, nr 5, s. 25.

[17] A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, dz. cyt., s. 112-113.

[18] Zob. Tamże, s. 147.

[19] M. Kundera, dz. cyt., s. 24, 25.

[20] Zob. A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, dz. cyt., s. 107.

[21] A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, dz. cyt., s. 214-215.

[22] A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, dz. cyt., s. 141.

[23] M. Kundera, dz. cyt., s. 15.

[24] A. Fiut, Być (albo nie być) Środkowoeuropejczykiem, Kraków 1999, s. 25.

[25] A. Stasiuk, Dziennik pisany później, Wołowiec 2010, s. 34.

[26] Tamże, s. 134.

[27] Tamże, s. 138

[28] Zob. Tamże, s. 129.

[29] Tamże, s. 163.

[30] Tamże, s. 140.

[31] T. Szkudlarek, Miejsce, przemieszczenie, tożsamość, „Magazyn Sztuki” 1998, nr 19.

[32] Zob. T. Scheibner, Okres postkolonialny czy postkolonialna Europa Wschodnia i Środkowa?, przeł. A. Czövek, „Porównania” 2009, nr 6, s. 67.

[33] Zob. E. Said, Orientalizm, przeł. W. Kalinowski, Warszawa 1991.

[34] Zob. D. Skórczewski, Polska skolonizowana, Polska zorientalizowana. Teoria postkolonialna wobec „innej Europy”, „Porównania” 2009, nr 6, s. 97.

[35] Zob. Tamże, s. 96.

[36] Zob. J. Korek, dz. cyt., s. 85.

[37] Tamże, s. 88.

[38] T. Gundorova, dz. cyt., s. 73.

[39] E. M. Thompson, Said a sprawa polska, „Europa. Tygodnik Idei” 2005, nr 26.

[40] Zob. Tamże.

[41] T. Gundorova, dz. cyt., s. 71.

[42] A. Stasiuk, Jadąc do Babadag, dz. cyt., s. 42.

[43] Zob. E. M. Thompson, dz. cyt..

[44] Tamże.

[45] A. Fiut, Powrót do Europy Środkowej?...,  dz. cyt., s. 162, 164.

[46] Zob. Tamże, s. 163.       

[47] Zob. T. Gundorova, dz. cyt., s. 75.              

 

Wróć