nr: 1/2015Maska

Recenzje

„I prawdziwie, i pięknie”. O rozmowach Agnieszki Wójcińskiej z polskimi reporterami

 

 

Czasami bywa tak, że o literaturze rozmawia się z nieznajomymi – na przykład w metrze lub na przystanku tramwajowym. Kiedy w takich spontanicznych rozmowach z berlińczykami (mimo wszystko) daje o sobie znać mój akcent, niemal automatycznie padają trzy nazwiska: Lec, Lem, Kapuściński. Ci trzej autorzy zdecydowanie wygrywają w moim prywatnym rankingu najbardziej rozpoznawalnych w Niemczech polskich autorów. Lec nie ma sobie równych i, póki co, nie ma godnych następców, a do Lema jeszcze nie dorosłam. Dalsza rozmowa o polskiej literaturze siłą rzeczy koncentruje się zatem na Ryszardzie Kapuścińskim i tzw. polskiej szkole reportażu. Niestety, do dziś nie potrafię wyjaśnić moim niemieckim rozmówcom, jak to możliwe, że w Polsce literatura reportażowa kwitnie od lat i w zasadzie nie ma w Niemczech swojego odpowiednika.

 

Z tym większą ciekawością sięgnęłam po Reporterów bez fikcji – zapis wywiadów, które psycholożka i dziennikarka Agnieszka Wójcińska przeprowadziła z 17 polskimi autorami i autorkami reportaży.

 

Każdy wywiad poprzedza krótka nota biograficzna o rozmówcy oraz fragment jednego z jego tekstów. Uderza przy tym dominująca pozycja „Gazety Wyborczej”: aż 15 z 17 reporterów, z którymi rozmawiała Agnieszka Wójcińska, jest związanych z działem reportażu „Gazety”.

 

Nie dziwi zatem to, że książkę otwiera rozmowa z współzałożycielką pisma i zarazem nauczycielką wielu uznanych autorów – Małgorzatą Szejnert. Wyróżniona wieloma nagrodami reporterka opowiada o swojej drodze do reportażu i własnym sposobie uprawiania tej formy. Szejnert odżegnuje się co prawda od prób definiowania gatunku, zwraca jednak uwagę na wyraźne różnice między pracą reportera a pracą historyka: „Historyka interesują procesy, wyprowadzanie ogólnych wniosków, a reportera sytuacje, zdarzenia, rozmowy, bieg życia. Jeśli reporter dobrze popracuje, to z tej zbieraniny wyłonią się także sprawy ogólniejsze. Reporter dochodzi do nich inaczej niż historyk” (s. 20-21). To właśnie wrażliwość na szczegóły Szejnert traktuje jako specyfikę polskiego, uwarunkowanego przez historię najnowszą, podejścia do reportażu: „Kiedy pisaliśmy w PRL reportaże tak zwanego małego realizmu, byliśmy obciążeni nadmiarem szczegółów. Zajmowaliśmy się głównie nimi, bo nie można było pisać w ogóle, tylko w szczególe. Tamta szkoła poszukiwała małych, codziennych faktów, które mówiły o tym, jak ludzie żyją, i dawały możliwość wyciągnięcia z tego ogólniejszych wniosków, ale już w głowie, a nie w tekście. […] Jestem dumna, że wtedy pisałam, to była dobra szkoła patrzenia i pisania” (s. 22). Właśnie w szukaniu szczegółów, ich opisywaniu i operowaniu nimi w tekście autorka Czarnego ogrodu upatruje kluczowych kompetencji dobrego reportera.

 

Wszyscy rozmówcy zgodnie twierdzą, że, aby pisać reportaże, trzeba mieć przede wszystkim oczy i uszy szeroko otwarte. Wojciech Jagielski podkreśla, że, chcąc być dobrym reporterem, warto (byłoby) mieć psychologiczne i historyczne przygotowanie oraz znać języki obce. Irena Morawska zwraca natomiast uwagę na to, że reporter musi umieć być smutnym.

 

W wielu wypowiedziach pojawia się wątek nadmiaru zebranego materiału. Dla Magdaleny Grochowskiej podstawowym kryterium selekcji są ekstremalne wychylenia linii na sinusoidzie ilustrującej ludzkie życie: wzloty i upadki, a nie „mysia bieganina”.

 

Innym mocno obecnym w wywiadach Wójcińskiej wątkiem jest rola emocji w pracy reportera. Wojciech Tochmann mówi wprost: „Wydaje mi się, że cały sekret prawdziwego wartościowego reportażu polega na tym, że reporter nie jest dyktafonem. Reporter zbiera fakty, całym sobą chłonie kolory, wrażenia, smaki, zapachy, ale przede wszystkim emocje: ludzki lęk, niepokój, żal, wściekłość, obrzydzenie. I ludzkie wątpliwości” (s. 63). O konsekwencjach takiego chłonięcia wrażeń opowiada m.in. Anna Bikont – odwołując się do swoich ekstremalnych doświadczeń w pracy nad reportażami z Jedwabnego.

 

O ile reportażu jako takiego nie zdefiniował żaden z rozmówców Wójcińskiej, o tyle czytając przeprowadzone przez nią wywiady można wyłuskać kilka cech gatunku, na które zwraca uwagę wielu reporterów. Zgodnie z tą „zbiorową definicją” reportaż to tekst, który porusza temat, o którym ludzie wiedzą mało lub wiedzą w niewłaściwy sposób; reportaż nie rości sobie pretensji do obiektywnego opisania rzeczywistości, lecz jest tekstem subiektywnym i skoncentrowanym na ludziach, ich intymności, jest tekstem o indywidualnych przeżyciach. Największym wrogiem reportażu jest teza: „teza zabija reportaż” (s. 65). Poza tym z perspektywy autora reportaż jest gatunkiem drapieżnym, który wkrada się w jego życie i życie jego najbliższych, czasami chwilowo obezwładnia; ale zarazem jest gatunkiem uczłowieczającym, tj. przynoszącym wzruszenia, poszerzającymi wrażliwość.

 

W wielu innych kwestiach rozmówcy Wójcińskiej mają jednak zdecydowanie odmienne poglądy: niektórzy pracują zawsze ze sprzętem do nagrywania, inni zdają się wyłącznie na własną pamięć i zmysły; dla jednych emocje (także ich okazywanie) są nieodzowną cechą bycia reporterem, dla innych okazywanie emocji zaburza ostrość widzenia; niektórzy reporterzy definiują swoje zadanie wyłącznie jako opisywanie świata, inni chcą opisując, zmieniać rzeczywistości; dla jednych reportaż jest odmianą dziennikarstwa, dla innych jest raczej formą literatury; dla jednych forma jest rzeczą wtórną, inni mogliby o niej rozmawiać godzinami; jedni trzymają się faktów, inni nie odżegnują się od elementów fikcjonalnych i domysłów. Napięcie wpisane w tę ostatnią opozycję zgrabnie ujął Mariusz Szczygieł: „Trzymanie się faktów i jednocześnie nadawanie temu formy literackiej jest oczywiście cholernie trudne. Ale musi być i prawdziwie, i pięknie” (s. 172).

 

Czytelnik po lekturze może odnieść wrażenie, że lepiej poznał kilkunastu polskich reporterów, ale tajemnica reportażu nadal pozostaje niezgłębiona. Nie dowiedziałam się zatem, jak wytłumaczyć moim niemieckim rozmówcom wyjątkową płodność polskiej literatury reportażowej, ale i tak z olbrzymią przyjemnością przeczytałam wydany w Czarnem tomik. Tym bardziej, że wiele rozmów przynosi ogólniejsze rozpoznania na temat specyfiki polskiego podejścia do pisania w ogóle i pisania reportaży w szczególności. Dlatego też, dopóki wywiady Wójcińskiej nie ukażą się w przekładzie na język niemiecki [1], chętnie będę się odwoływać do wielu zamieszczonych w niej wypowiedzi i wyznań.

 


[1]  Jak dotąd w niemieckim tłumaczeniu ukazał się jedynie zamieszczony w książce wywiad z Włodzimierzem Nowakiem: Warum nicht in Tränen ausbrechen? Włodzimierz Nowak zur Kunst der Reportage (Ein Interview von Agnieszka Wójcińska), przeł. A. Labentz,  „Osteuropa” 2011, nr 5-6, s. 347-354.

Wróć