Interpretacje

Portret Z. Nałkowskiej wyk. przez Annerl Weissową, fot. A. Jałosiński /Agencja FORUM
Indywidualizm w twórczości Zofii Nałkowskiej

 

 

Twórczość Zofii Nałkowskiej stanowi szczególnego rodzaju – literacko udokumentowane – świadectwo filozofii życia, systematycznie ewoluującej w świadomości pisarki. Poszukiwania definicji człowieka wiodą Nałkowską poprzez rozważania natury psychologicznej, antropologicznej, historiozoficznej czy wreszcie – filozoficznej. Należy wszakże pamiętać, że proces zdobywania świadomości twórczej pisarki zamyka się w czasie trwania czterech epok literackich: młodopolskiej, międzywojennej, wojennej oraz powojennej. Nałkowska doświadcza dramatu dwóch wojen światowych, dwukrotnego odradzania się państwowości polskiej, wciąż zmieniającego się kontekstu życia, a wraz nim także jego podstawowych kategorii, formowania się kolejnych systemów filozoficznych etc. Wszystko to wobec zmienności i różnorodności dyskursu literackiego pisarki, a także znamiennej formuły „pisania sobą” nabiera szczególnego znaczenia.

 

Drogę światopoglądową Nałkowskiej wyznacza przejście od narcystycznej, programowej dla okresu modernizmu koncepcji indywidualnego „ja”, ku próbie opisania i zrozumienia istoty człowieczeństwa, na filozoficznym egzystencjalizmie kończąc.

 

Wielu krytyków dokonuje radykalnego rozdziału pomiędzy młodzieńczą twórczością pisarki a późniejszym, naznaczonym piętnem dwóch wojen dorobkiem literackim autorki Granicy [1]. Za swoistą cezurę wyznaczającą przełom światopoglądowy Nałkowskiej przyjęło się uznawać wybuch pierwszej wojny światowej, która przyniosła istotne zmiany zarówno w odniesieniu do perspektywy poznawczej, tematycznej, jak i twórczej. Sama Nałkowska pisała o tej swoistej rewizji światopoglądowej: „W pierwszym okresie mego pisania miałam oczy obrócone w głąb siebie – z surowym badaniem i jednocześnie podziwem. W jednej książce pisałam tak: »Przez siebie jedynie można powziąć pojęcie o piękności świata, sobą poznać doniosłość życia i jego moc, sobą ogarnąć ciemności i światła duszy ludzkiej. Kochając teraźniejszość swoją, musi człowiek także kochać – siebie, jako jedyny instrument poznania i zachwytu. Człowiek jest bowiem jedynym oknem swoim na nieskończoność«. Byłam sama dla siebie miarą rzeczy, wystarczającym kryterium sądu o świecie. W książkach swych pisałam o miłości i myślałam, że każdy ma do niej prawo. Pisałam też o sztuce, o piękności filozoficznego myślenia: Kobiety, Książę, Koteczka, Rówieśnice, Narcyza, Węże i róże, Lustra – te książki należą do mojej tamtej przeszłości i dzisiaj są mi obce. To się zmieniło, gdy wybuchła wojna. Świat okręcił się w swych posadach. Ujrzałam wtedy, czym jest drugi człowiek, czym są ludzie. Zobaczyłam rzecz, mało mi dotąd znaną: cudze cierpienie. Nowa seria mych książek jest inna – prawie jak gdyby pisał ją ktoś drugi. […] Inne już jest to miejsce, z którego patrzę – więc świat wydaje mi się inny i inaczej musi być pisany. Ta forma, przez krytyków nazwana prostotą, odpowiada takiemu widzeniu świata, w którym właśnie rzeczy małe i mali ludzie godni są uwagi i współczucia, a autentyczność staje się najwyższym postulatem artystycznego piękna” [2].

 

W młodzieńczej twórczości Nałkowskiej bohaterki są oderwane od świata zewnętrznego, żyją w zamkniętym kręgu swych intymnych przeżyć, pełne dystansu do rzeczywistości społecznej i politycznej. Jednakże z upływem czasu, programowo hołdujące narcystycznemu indywidualizmowi, podejmą próbę wejścia w świat. Konfrontacja ta będzie miała znaczenie fundamentalne; radykalnej przemianie ulegnie bowiem zarówno kształt, jak i kierunek narcyzmu. Egotyzm, niegdyś dandysowski i pyszałkowaty, wobec doświadczeń życia przybierze postać z jednej strony swego rodzaju maski, z drugiej zaś – pewnej predyspozycji psychicznej, z której bohaterki Nałkowskiej będą próbowały się wyzwolić.

 

Wraz z przełomem światopoglądowym Nałkowskiej problematyka powieści wzbogacona zostaje o nowe doświadczenia społeczne i historyczne. Od tej chwili istotnymi stają się zagadnienia związków jednostki ze zbiorowością, wzajemnych zależności, którym podlega każda indywidualność, a zatem także kształtowania się osobowości człowieka, jego postawy wobec świata i innych ludzi. Pisarka posługując się innymi środkami wyrazu, będzie dążyła do minimalizmu i autentyzmu, podczas gdy pojedyncze, jednostkowe doświadczenia w konsekwencji przybiorą postać traktujących o ludzkiej egzystencji aforyzmów.

 

Odwrót Nałkowskiej od indywidualizmu modernistycznego nie jest, jak przyjęło się uważać, odwrotem zupełnym; kwestia ta bowiem wciąż pozostaje w kręgu literackich zainteresowań pisarki. Zmiany w światopoglądzie dokonują się jedynie na drodze przejścia od casusu jednostkowego do wniosków natury ogólnej. Dojrzała twórczość pisarki jest bowiem z jednej strony próbą przezwyciężenia modernistycznego rodowodu, w którym ma początek, z drugiej zaś jego kontynuacją, choć już w znacznie przeobrażonej formie. W ujęciu kompleksowym powieściopisarstwo Nałkowskiej stanowi zatem nieprzerwane continuum wciąż ewoluującego systemu twierdzeń i pojęć, który jest podporządkowany szeroko pojętemu indywidualizmowi człowieka.

 

*

 

Wczesny etap twórczości Zofii Nałkowskiej przypada na okres szczególny. Ostatnie dziesięciolecie XIX wieku to czas, gdy coraz głośniej pobrzmiewa głos ruchu emancypacyjnego kobiet [3]. Zagadnienia kobiety i jej miejsca w społeczeństwie w dyskursie publicznym stają się tematami wiodącymi. W 1902 roku Maria Wiśniewska zakłada „Nowe Słowo. Dwutygodnik społeczno-literacki poświęcony sprawom kobiet”. Swą obecność silnie zaznaczają sufrażystki skupione wokół Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich, działające pod przewodnictwem Pauliny Kulczackiej-Reinschmit.

 

Przeciwwagą dla nasilających się tendencji feministycznych staje się mizoginizm [4], którego fundament i największą inspirację stanowi filozofia m.in. Artura Schopenhauera i Fryderyka Nietzschego. Otto Weininger pisze o istnieniu kobiet jako o „ontologicznym błędzie” [5], August Strindberg istoty kobiecości upatruje w jej biologizmie, tłumacząc jej istnienie jedynie funkcjami prokreacyjnymi [6].

 

Nałkowska zaś sprzeciwia się nie tylko mizoginistycznym tendencjom epoki – co wydaje się oczywiste, ale i emancypacyjnym postulatom sufrażystek. Dziewiętnastoletnia Zofia popiera

 żądania pełni praw obywatelskich, lecz nie za cenę własnej kobiecości. Podczas gdy emancypantki dążą do równouprawnienia kobiet i mężczyzn w wymiarze socjologiczno-obyczajowym, zacierając przy tym wszelkie różnice płciowe, Nałkowska różnice te podkreśla. Jak zauważa Aneta Górnicka-Boratyńska, „[pisarka] chce równości prawa, ale nie uniseksualności świata, chce równouprawnienia w odmienności, dowartościowania drugiej, kobiecej strony świata i jej wartości” [7]. Nałkowska ustanawia nowy model kobiety, wbrew mizoginistycznej antynomii – silnej, samodzielnej, dążącej do samorealizacji i szeroko pojętej wolności. „Nowa Kobieta” nie tylko nie wyzbywa się własnej cielesności, lecz to właśnie w niej dostrzega swą wyjątkowość. Kobieta bowiem przez wzgląd na swą fizjologię, która czyni ją zależną od cyklu miesięcznego i instynktu macierzyńskiego, jest bliższa natury niżeli mężczyzna, a to z kolei przybliża ją to tajemnicy bytu. Nowy typ kobiecości wedle Nałkowskiej to afirmacja różnicy między kobietą a mężczyzną, a zatem także jej autonomii, indywidualizmu, a nade wszystko wolności w samostanowieniu o sobie.

 

Młodzieńcza twórczość pisarki stanowi swego rodzaju powieściową ilustrację obowiązujących w epoce Młodej Polski tendencji zarówno filozoficznych, jak i szeroko zakrojonych dyskusji ideowych. Prozatorski debiut Nałkowskiej przypada na rok 1904, kiedy to pisarka drukuje w „Prawdzie” pierwszą część Kobiet zatytułowaną Lodowe pola. Już sam tytuł powieści wskazywał na jej programowy charakter, zarówno w odniesieniu do obowiązującego wówczas modernistycznego indywidualizmu, jak i postulowanego przez pisarkę nowego modelu kobiecości. Zatem kobieta jako postać literacka, sposób jej ujmowania i postrzegania przez autorkę – wszystko to jest bardzo silnie zakorzenione w kontekście historycznoliterackim epoki.

 

Bohaterka Lodowych pól, Janka Dernowiczówna jest damą, estetką o wyrafinowanych gustach; jej estetyzm jest „snobistyczny i rozjątrzony” [8]. To kobiecość triumfująca, która gardzi tym, co nie przystaje do jej modelu życia. Pragnienie bycia podziwianą i adorowaną, nakazuje jej kształtować wizerunek własny według przyjętego wzorca – modernistycznej sawantki. Janka, będąca przecież utrzymującą się z posady buchalterki córką murarza, nade wszystko jest salonową damą, postrzegającą świat przez pryzmat sztuki: „Na wszystko, co spotyka mię w życiu, patrzę zazwyczaj z powieściopisarskiego punktu widzenia – z zewnątrz, obiektywnie. […] Ja każdy ruch mój i uśmiech widzę jeszcze, zanim się uśmiechnę lub poruszę – i patrzę na nie badawczo, krytycznie, jak ktoś obcy. Nie ma we mnie czasu teraźniejszego, patrzę na wszystko z »przyszłości«” [9]. Bohaterka w swym wyrafinowaniu duchowym, intelektualizmie i narcystycznym postrzeganiu świata w pełni wpisuje się zatem w Wilde’owską ideę życia naśladującego sztukę. Świat zdaje się istnieć dla niej o tyle, o ile staje się swego rodzaju lustrem, odbiciem, w którym można dostrzec własną wyjątkowość i upewnić się w niej.

 

Janka wkracza w życie z całym zapleczem teorii i gotowych recept przekonana o znajomości mechanizmów nim rządzących, świadoma jego zafałszowań i pułapek: „Rzuciłam moje niezmierzone lodowe pola – mówi – moje zorze polarne i zimne, srebrne sny w stalaktytowych grotach – i wyszyłam na spotkanie życia – słoneczna i silna” [10]. W konfrontacji z rzeczywistością wszystko jednak zaczyna się chwiać i komplikować. Bohaterka odrzucona przez Rosławskiego zamyka się w świecie nauki; tu szuka ukojenia i recepty na życie. Pogrążona w świecie własnych marzeń oraz własnego wyobrażenia o sobie, wobec pierwszych gorzkich doświadczeń, cofa się w swój „sen o życiu”.

 

Powieść niczym syntonia odnosi do zapisanych w dzienniku pisarki słów: „Całe zło na tym polega, że na świecie nie ma nic stale określonego, że nie ma granicy między pięknem i brzydotą, dobrem i złem, rozkoszą i bólem, pragnieniem i wstrętem, szałem i snem, geniuszem i obłąkaniem. […] Jednak logika jest za ciasna dla życia, ono zanadto różnorodne i złożone. I to jest taka szalona męka! Czuję się z mym ścisłym mózgiem za małą w stosunku do życia. W ogóle – tak mało wiem i tak mało rozumiem” [11].

 

Co istotne, literackie poszukiwania definicji człowieka w całej twórczości Nałkowskiej, nie zaś tylko modernistycznej, zawierają się w obrębie tematu miłości. W pierwszych utworach pisarki temat ten wpisany zostaje w programową dla modernizmu walkę płci; jest on także realizacją Schopenhauerowskiego rozumienia miłości [12], lecz nie jedynie. Aneta Górnicka-Boratyńska postrzega tę sprawę znacznie głębiej: „Miłość dla pisarki w planie globalnym – pisze badaczka – stanowi pomnażanie życia, praenergię poruszającą tryby świata, w planie indywidualnym, dla bohaterów, jest drogą ku poznaniu, rozpoznaniu nieświadomych popędów, ambiwalentnej siły erosa” [13]. Zdaniem Ewy Frąckowiak-Wiegandtowej: „w powieściach pisarki miłość stanowi modelową sytuację międzyludzkiej więzi” [14]. W późniejszej twórczości powielany przez Nałkowską schemat romansu będzie wzbogacany o kolejne znaczenia; będzie bowiem służył ukazaniu problemu tożsamości człowieka i jej granic, układu stosunków pomiędzy jednostką a społeczeństwem, a także próby przezwyciężenia narcyzmu.

 

Nowe doświadczenia, ujawniające komplikację i złożoność świata oraz psychiki człowieka, nakażą Nałkowskiej gruntowną rewizję poznawczych i aksjologicznych założeń, przeformułowanie zarówno wyznawanych wartości, jak i modernistycznego światopoglądu. To, co dotąd tak łatwo dawało się uporządkować w zamkniętym świecie indywidualizmu, teraz nie mieści się w jego ramach. Ujrzana przez Nałkowską wielowymiarowość życia przyniesie w twórczości pisarki znaczące zmiany. Jednakże krąg tematyczny powieści wciąż jeszcze zamykał się będzie w obrębie tematów typowych dla epoki, jak erotyzm, programowa walka płci czy antynomia instynktu i intelektu. Bohaterki pierwszych powieści Nałkowskiej, zaledwie wkraczające w życie, próbują określić nie tylko swą tożsamość, lecz także własną definicję świata.

 

Przejawem wspomnianych zmian w postrzeganiu człowieka jest powtarzający się w twórczości pisarki schemat lustrzanego odbicia postaci. W Księciu zestawienie losów dwóch bohaterek: Janiny i Alicji służy uwydatnieniu istotnego w powieściopisarstwie Nałkowskiej konfliktu życia i marzenia o nim. Alicja, afirmująca piękno, estetyzm i konwencjonalność, wiedziona miłością do bojownika rewolucji, przechodzi radykalną przemianę. Odrzuca dekadencki estetyzm, któremu dotąd hołdowała i wybiera życie w służbie idei rewolucji u boku ukochanego mężczyzny. Istotą czynu Alicji, jak zauważa Hanna Kirchner, jest „pójście w ślad za swoim marzeniem” [15]. Wybór, jakiego dokonuje bohaterka nabiera szczególnej wagi w zestawieniu z losami Janiny, która – wedle słów Włodzimierza Wójcika – „chcąc ocalić marzenie swego życia w jego pierwotnej, idealnej postaci” [16], rezygnuje z porzucenia męża i ucieczki z Rosławskim; w konsekwencji zaś popełnia samobójstwo. Postać Janiny jest także świadectwem zgubnej wiary w mit o nauce jako dziedziny ludzkiej aktywności sublimującej tęsknoty za życiem. Wyzbycie się własnego erotyzmu, własnych pragnień i zamknięcie się w świecie marzeń nie zagwarantowało bohaterce ani szczęścia, ani też oczekiwanego spokoju.

 

Swego rodzaju kontynuację podjętych w Księciu przesunięć wartości stanowią Rówieśnice. Tym, co łączy Małgorzatę z Alicją jest idea czynu, której ostatecznie bohaterki poświęcają swoje życie. Jednakże Małgorzata staje się depozytariuszem wartości głębszych – wedle określenia Hanny Kirchner – tajemniczych, „podziemnych” [17]. W imię idei rewolucji podejmuje się działalności charytatywnej i uczestniczy w konspiracji. Przeciwwagą wobec waleczności Małgorzaty w podejmowaniu życia jest delikatność próżnej, marzącej o pięknej i trwałej miłości Hani. Choć postaci te zostały przedstawione jako zupełnie odmienne, są nimi tylko pozornie; przecież i Małgorzata ma podobne marzenia. Jak zauważa Hanna Kirchner: „W niebywale ciężkim, pełnym wielorakiej nędzy życiu Małgorzaty marzenie jest po prostu znieczulającym narkotykiem literackiej baśni, ucieczką świadomości w fantastykę. Hani natomiast marzenie gwarantuje bezpieczne przeżywanie romansu w wyobraźni, bez zagrożenia wygodnej pozycji u boku dobrze sytuowanego męża” [18]. W istocie bowiem, tym, co właściwie towarzyszy obu bohaterkom, jest lęk przed życiem utożsamianym ze spełnioną i udaną miłością. Zwrócenie się ku życiu jest rozumiane jako odwaga, podczas gdy w Kobietach bierne poddanie się drugiej osobie było dowodem zarówno braku samodzielności, jak i słabości charakteru. Bohaterki wczesnych powieści Nałkowskiej wobec tak pojmowanego życia nieustannie zmagają się ze sobą, wciąż na nowo podejmując próby organizowania się w rzeczywistości, w obrębie której funkcjonują.

 

Swą kolejną powieść Nałkowska wzbogaca o nowe treści, najważniejszym czyniąc pytanie o prawo człowieka do szeroko pojętej wolności. Główna postać jest ucieleśnieniem indywidualizmu świadomego, wszakże mówi o sobie: „jestem Narcyza”. Bohaterka pozbawiona romantycznej wiary w miłość, z większą świadomością staje wobec realiów życia. Hanna Kirchner indywidualizm ten określa mianem wojującego [19]. Istotnie, Narcyza postrzega otaczający ją świat jako wrogi, wobec którego należy przyjąć postawę przede wszystkim obronną. Potrzeba wolności i samostanowienia o sobie nakazuje bohaterce walkę nie tyle z otoczeniem, ile z samą sobą. Nie ma tu miejsca na próby i uczenie się miłości, co czyniła Hania z Rówieśnic, jest zaś bolesne, nieustanne pasowanie się z własnymi pragnieniami. Źródła największych udręk Narcyza upatruje w miłości jako równoznacznej z przymusem, zniewoleniem i cierpieniem. Próbuje wyzwolić się z własnego erotyzmu, a poniekąd także spod władzy człowieka, którego uczucia nie potrafi odwzajemnić. Andrzej był „wybrany, aby wypełnić wobec niej obowiązek życia, był tylko jej formą wyzwolenia od udziału w śmierci Maksa, był drogą jedyną, wywodzącą z ciemności na radosny świat” [20]. Narcyza sięga po to, co pierwotne i instynktowne, by potem ze wzgardą to odepchnąć; daje tym samym świadectwo samostanowienia o sobie. „Pojęła, że nie przeżywa swego życia, ale je z siebie własnowolnie tworzy. Że w niej samej tylko jest źródło wszelkiej radości i męczarni, wszelkiej rozkoszy i smutku. »Będzie wszystko, jak zechcę ja« – rzekła sobie z uśmiechem. Czuła się wolna, po raz pierwszy od wszystkiego wolna. […] Jak zdobyczą radowała się wieścią, że jest cudza wobec wszystkiego, że z własnej chęci pozbawiła się praw do świata, że odebrała światu prawo do siebie” [21].

 

Egocentryzm bohaterek, jak słusznie zauważa Hanna Kirchner, przez swój kontemplatywny, autoanalityczny charakter bliski jest Schopenhauerowskiemu pojmowaniu indywidualizmu [22]. Z drugiej jednak strony, właściwa im pasja życia, wewnętrzna siła i potrzeba niezależności przywodzi na myśl filozofię Fryderyka Nietzschego, który pisał, że „żyć – to znaczy: ustawicznie coś od siebie odtrącać, co chce umrzeć – żyć to znaczy: być okrutnym i nieubłaganym dla wszystkiego, co w nas słabym i starym się staje” [23]. Innym razem pisał: „Życie […] na każdego z nas woła: »Bądź mężem i nie idź za mną – jeno za sobą! « […] I my bądźmy wolni i nieustraszeni, w niewinnej samorodności z siebie samych rośnijmy i kwitnijmy! […] każdy, kto chce być wolnym, musi się stać nim przez samego siebie” [24].

 

Wolność wewnętrzna to zatem zmaganie się z tęsknotą, by poddać się władzy życia; to nieustanna walka z pragnieniami, które osłabiają człowieka wobec otoczenia i wobec niego samego. Podstawą tak rozumianej autonomii jest nieskazitelna, niczym niezmącona szczerość wobec samego siebie. Narcyza próbuje rozpoznać się w tym, co dobre i tym, co złe; tym, co społecznie usankcjonowane jako moralne a tym, co uznane za nieetyczne. Jak pisze Magdalena Janowska: „usiłuje określić własną teorię dobra” [25]. Swoistą wykładnią zasady etyki stają się słowa Janiny, mówiącej, że „właściwie jedyny swobodny przejaw woli ludzkiej to jest: nie chcieć. Obojętne jest, czego chcemy. Wolno się tylko nie zgodzić” [26].

 

Podjęta przez Narcyzę próba wniknięcia w sens życia kończy się klęską. Wobec komplikacji świata oraz złożoności ludzkiego odczuwania bohaterka upatruje schronienia w powrocie do narcystycznego egocentryzmu. „Życie jest tym właśnie, że nic o nim wiedzieć nie można. – Gdy nawet na siebie od strony życia patrzę, nie wiem o sobie nic. A chcę, żebym została sobie choć ja jedna. […] Ja jestem swoje życie. Odbijam się we wszystkim, na co patrzę. Próbowałam przecież z tym i owym walczyć, zmagać się – i zawsze, zawsze, napotykałam tylko siebie. […] Odtąd zamknę się w kręgu marzenia, w wysokim szumie skrzydeł mojej duszy […]” [27].

 

Podobnie zakończyły się przecież próby zetknięcia ze światem podejmowane przez bohaterki poprzednich powieści. Janka, zwróciwszy się w stronę życia, nie odnajdując w nim nic poza cierpieniem i zagmatwaniem stwierdza: „Poznanie życia nie nauczyło mnie nic, nie doprowadziło do żadnej syntezy. […] W życiu wszystko sobie wzajemnie przeczy. Nauka jest bardziej konsekwentna” [28]. Hania udręczona daremną miłością w symbolicznym geście zetknięcia z ziemią osiąga Schopenhauerowski stan nirwany: „Rozwiała się, zagubiła zupełnie w naturze. Leżała cicho, zamknięta w trumnie zieloności, otoczona wysokimi kwiatami. […] Nie ma przepaści pomiędzy tym, co jest szczęście, i tym, co jest cierpienie…” [29]. Małgorzata w geście złączenia z naturą oczekuje „nieodzownego faktu śmierci”, w niej upatrując ukojenia. Jak pisze Hanna Kirchner, w swym cierpieniu bohaterka „dochodzi aż do ascezy, do takiej zatraty woli, która unicestwia nawet indywidualność, więc to, co wyróżniało dziewczynę w jej walce z losem” [30].

 

Trzy lata po napisaniu Narcyzy ukazuje się kolejna powieść pisarki. Węże i róże to studium odchodzenia, zapadania się w chorobę psychiczną. Motyw szaleństwa Marusi, zaczerpnięty choćby z filozofii Schopenhauera, posłuży Nałkowskiej do zilustrowania skrajnego nieprzystosowania głównej bohaterki do rzeczywistości, w której żyje. Postać Marusi doskonale odzwierciedla konsekwencje izolacji emocjonalnej; jej neurotyczna osobowość ujawnia wyraźnie antyspołeczne zaburzenia przeradzające się w niemal paranoiczne lęki: „Nerwica brała kolejno różne formy. Obawa samotności, niemożność znoszenia widoku pewnych przedmiotów, nieśmiałość granicząca z zupełnym dziwactwem. Każda najprostsza czynność codziennego życia stawała się pretekstem do udręki” [31]. Źródeł nieszczęścia bohaterki należałoby upatrywać zarówno w kompleksie winy wobec najbliższych, szczególnie wobec chorego dziecka, jak również w lęku przed życiem. „Gdy mi się wydaje, że otaczają mnie zdrady i niebezpieczeństwa – mówi – to przecież doświadczenie życiowe to potwierdza. Gdy się boję życia, to mam rację, bo są w nim straszne nieszczęścia – choroby, męki, śmierć” [32]. Dopiero gdy Marusia zdaje sobie sprawę z tego, że w rzeczywistości marzy o śmierci córki, następnie dowiaduje się o romansie męża, a uczuć, które nią targają, nie potrafi w sobie przemóc, w psychice bohaterki dokonuje się tragiczny przełom; w rezultacie zabija Mumę, sama zaś popełnia samobójstwo.

 

W systemie wciąż ewoluujących założeń i konstatacji pisarki Węże i róże zajmują szczególne miejsce. Już symbolika tytułu odsyła bowiem do podjętej przez Nałkowską próby pogodzenia, dotąd tak silnie sobie przeciwstawianych w myśl neoromantycznej opozycji, sił instynktu i intelektu. „Węże i róże to godło pojednania, symbol przymierza, sojusz dwóch walczących od dawna władz człowieczego ducha: władzy myślenia i władzy uczucia” [33]. Ucieleśnieniem owego sojuszu będzie postać Ernestyny, wedle określenia Włodzimierza Wójcika, uosobienie zarówno pozytywistycznego scjentyzmu, racjonalizmu i empiryzmu, jak i neoromantycznej uczuciowości [34].

 

Złożoność świata i mechanizmów nim rządzących, a w konsekwencji niejednoznaczność ocen – wszystko to złoży się na relatywizm Nałkowskiej. Pierwszym sygnałem zmiany perspektywy twórczej jest kluczowe dla późniejszej twórczości pisarki sformułowanie: „[…] człowiek określa się nie tylko przez swój stosunek do świata, ale i przez stosunek świata do siebie. Sposób, w jaki się ludzie do nas odnoszą, ma duże znaczenie orientacyjne i pedagogiczne. […] Należy kontrolować bezustannie własne odczuwanie siebie przez konfrontację z wrażeniami innych, weryfikować obiektywność swego sądu o sobie” [35]. Szereg spostrzeżeń poczynionych na drodze kolejnych doświadczeń przywiedzie zatem pisarkę do weryfikacji dotychczasowych sądów. Niemal w tym samym czasie Nałkowska notuje w swym dzienniku: „moja ciekawość w stosunku do świata wciąż jednakowa trwa, ciekawość, niecierpliwa, paląca” [36]. W innym miejscu napisze: „Zawsze jednak lubię się patrzyć na ludzi – bardziej, odkąd mniej sprawia mi przyjemność patrzenie na siebie” [37].

 

Echem doświadczeń pierwszej wojny światowej jest wydana w 1920 roku powieść Hrabia Emil. Podjęty w niej problem niezdolności do czynu wpisuje się w zainaugurowany na początku XX wieku proces rewizji wczesnomodernistycznej wizji człowieka, której jednym z największych propagatorów był Stanisław Brzozowski, stanowiący dla Nałkowskiej, szczególnie w latach jej wczesnej młodości, niewątpliwy autorytet. Zatem bohater, będąc ucieleśnieniem idei osobowości kształtowanej przez wolę czynu, podejmuje heroiczną walkę z własnymi słabościami. Jak zauważa Włodzimierz Wójcik, „Emil to uosobienie słabości tęskniącej do siły i w konsekwencji od niej ginące” [38]. Powieść ta jest bowiem historią dramatu człowieka, próbującego przezwyciężyć własną samotność.

 

Próbą wyjścia z niej będzie podjęcie decyzji o wstąpieniu w szeregi wojska. Emil, początkowo niechętny, postrzega wojnę jako pozorne bohaterstwo, jako niepotrzebne okrucieństwo, przynoszące jedynie śmierć i zniszczenie. Gdy bohater dojrzewa do rozumienia idei ojca i włącza się w „chwalebną” walkę o wolność ojczyzny, zaczyna wierzyć, że istotnie ma ona sens. Z czasem jednak nie odnajduje nic poza pustką i jałowością, odsłania się przed nim bezsens wojny. Nim jednak to nastąpi, szansy na integrację Emil będzie doszukiwał się w pozyskaniu uznania u ludzi silnych i niedostępnych, takich jak choćby pułkownik Żelawa. Nie mogąc zaakceptować siebie, własnego „wydelikacenia” i słabości, będzie dążył ku typom osobowości zupełnie odmiennym: „zazdrościł im wszystkiego – uśmiechów, słów, […] doznawanych niesprawiedliwości i upokorzeń – zwłaszcza siły, tej woli, upartej, mającej ujarzmić życie” [39]. Próba przezwyciężenia indywidualizmu, odnalezienia siebie w świecie, gdy się już ku niemu zwróciło kończy się fiaskiem. Emil umiera bezsensowną śmiercią, nie znajdując akceptacji.

 

Począwszy od Hrabiego Emila Nałkowska poszukuje odpowiedzi na pytanie o granice autonomii człowieka. Na razie w obszarze zainteresowań filozoficznych pisarki znajduje się kwestia zależności jednostki od czynników społecznych; w kolejnych powieściach zakres spostrzeżeń Nałkowskiej zostanie poszerzony o równie ważne uwarunkowania rodzinne i genetyczne (Granica, Niecierpliwi).

 

W Hrabim Emilu zarysowana zostaje zatem kwestia wpływu otoczenia na osobowość jednostki. Nałkowska widzi człowieka zarówno od strony realnych czynów, jak i – co najważniejsze – od strony jego aparatu psychicznego, a więc jego motywacji, przekonań i emocji. Tak też zostaje ukazany mechanizm wojny – z punktu widzenia indywidualnego wyboru człowieka. „Każda rzecz przemocą z zewnętrznego świata wtargnęła w obręb wiedzy, coś wrogiego, co się już na zawsze narzucało jego pamięci. Musiał to jakoś przerobić, ukształtować w sobie, aby mogło tam zostać, nie raniąc wszystkiego naokoło, nie zadając bólu” [40].

 

Konieczność przepracowania w sobie pewnego narzuconego z zewnątrz materiału psychicznego, by nie zatracić poczucia własnej tożsamości, zawiera się w sposobie rozumienia świata według Schopenhauera. Jego podstawę stanowi pytanie o zależność między światem ludzkiego umysłu a tym, co znajduje się poza nim; rzeczywistością a naszą myślą i naszym wyobrażeniem o niej. Realny świat jawi się poznającemu nie jako obiektywnie istniejąca rzeczywistość, lecz jako pod każdym niemal względem subiektywny szereg zjawisk. Świadomość, jako jedyna forma poznania dana nam bezpośrednio, staje się niejako filtrem, przez który przedziera się do naszego umysłu obraz rzeczywistości – obraz zawsze subiektywny, zależny od świadomości poznającego, docierającego doń w postaci czystego wrażenia zmysłowego [41]. Wszystko zatem ma swój początek i koniec w psychice człowieka – na tym opiera się indywidualistyczne rozumienie człowieka przez Nałkowską.

 

Relatywizm, którego symptomy pojawiły się w Hrabim Emilu w pełni dojdzie do głosu w Niedobrej miłości. Doświadczenia kolejnych lat, lecz także niewątpliwy wpływ obowiązujących w okresie dwudziestolecia międzywojennego doktryn filozoficznych i psychologicznych, mówiących o względności osobowości człowieka – wszystko to wiedzie pisarkę ku konstatacji: „Człowiek rodzi się każdy możliwy. […] Wszystko w nim może być – najbardziej odmienne, najbardziej mu zaprzeczające, najdalsze. Charakteru nie ma właściwie, póki rozważamy go w oderwaniu, charakter nie istnieje sam przez się. […] Przecież w stosunku do każdego człowieka stajemy się, jesteśmy kimś innym. Nie po kolei, w biegu życia, ale o jednej i tej samej godzinie. Cudzy charakter jest naszego charakteru jedyną miarą” [42].

 

Nałkowska, kreując literacki portret psychologiczny, ukazuje jednostkę jako uwikłaną w szereg zależności społecznych, zawodowych etc. W określaniu osobowości bohaterów dochodzą zatem do głosu czynniki zewnętrzne, nie pozostające bez wpływu na wciąż kształtującą się tożsamość człowieka. Zilustrowaniu zależności międzyludzkich służy wzajemne uzupełnianie się i przenikanie biografii bohaterów.

 

I tak w Romansie Teresy Hennert fragment biografii tytułowej bohaterki przedstawiony został przy okazji charakterystyki jej ojca. Metodę dopełnienia, choć nieco odmienną, Nałkowska zastosuje także w Niedobrej miłości. Główne bohaterki powieści, Agnieszka Blizbor oraz Renata Słuczańska, stanowiące swoje zaprzeczenia, wzajemnie się określają. Podobna konfrontacja postaci i ich losów jest znana choćby ze znacznie wcześniej powstałych Rówieśnic czy Księcia. Zasadnicza różnica świadcząca o ewolucji światopoglądowej pisarki opiera się na celowości zastosowanego przez Nałkowską zabiegu. W powieściach należących do okresu modernistycznego w twórczości pisarki przedstawione losy bohaterek były swego rodzaju transpozycją ich życiowych dylematów: jaką drogę obrać – poddać się władzy instynktu czy schronić się pod osłoną chłodnego racjonalizmu; tu zaś drogi bohaterek krzyżują się, by dać asumpt do ilustracji płynnej, niczym nie uzasadnionej zamiany nie tylko ról, ale i losów.

 

Stosunek jednostki wobec świata Nałkowska rozpatruje także pod kątem samowiedzy, jako swego rodzaju starcie dwóch rodzajów świadomości. Z jednej strony jest bowiem samoświadomość człowieka jako przedmiotu obserwacji, z drugiej zaś – świadomość osób jako podmiotów obserwujących. Na linii obu tego rodzaju „spojrzeń, „widzeń” dokonuje się ustalenie tożsamości człowieka. Nałkowska pisała bowiem: „Drogą do udoskonalenia się byłoby osiągnięcie umiejętności widzenia siebie oczyma innych i liczenia się z drugim człowiekiem bardziej niż ze sobą” [43]. Konsekwencją związku jednostki ze światem staje się zatem walka o własną tożsamość na drodze nieustannego określania siebie poprzez innych, jako że – jak pisała autorka Granicy – „jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my” [44]. Tak też Nałkowska portretuje swych bohaterów – w ich wzajemnym uwikłaniu, uzależnionych od wielu szeroko pojętych „spraw życia”. Szczególnie postaci Granicy i Niecierpliwych widziane są zarówno w ich indywidualnym, jak i ogólnym, społecznym wymiarze. Istotna staje się przy tym kategoria typu. Pojęcie to należy definiować dwojako. Typ człowieka jest usankcjonowany poprzez pochodzenie i koligacje rodzinne (Niecierpliwi), lecz także ustalony poprzez zależności społeczne i zawodowe (Niedobra miłość, Granica), w których jednostka funkcjonuje. „Własny typ” Nałkowskiej – jak zauważyła Magdalena Janowska – „pozostaje w opozycji do tradycyjnie rozumianego pojęcia typu, bowiem ono samo w sobie przeczy temu, co własne, a więc niepowtarzalne” [45]. Typ Nałkowskiej ma zaś wymiar indywidualny: zamyka się w obrębie określonego zespołu cech psychologicznych, właściwych danej postaci. Ustalenie zgodności z własnym typem stanowi fundament określenia własnej tożsamości, a w rezultacie uzyskania samowiedzy.

 

Zasób czynników określających tożsamość człowieka zawiera nie tylko wzajemny wpływ ludzi, lecz także wspomnienia, poznane biografie czy wreszcie odziedziczone cechy wyglądu i charakteru człowieka. Fatalizm determinizmu biologicznego, który dotyka bohaterów Niecierpliwych, określa ich tragiczny los. W ujęciu Nałkowskiej więzi rodzinne zawsze są bolesne, przytłaczające, stanowiące zagrożenie dla poczucia własnej niezależności, nade wszystko niebezpieczeństwo zatraty własnego „ja”. W mnogości odziedziczonych cech i predyspozycji gubi się to, co właściwe indywidualizmowi jednostki. Ciało jest formą, w którą przyobleczona zostaje tożsamość człowieka. Jest bezpośrednią, dotykalną i namacalną granicą, na której styka się indywidualne „ja” z otoczeniem. Ciało zatem to granica między człowiekiem a światem. Pod presją cudzego spojrzenia człowiek zostaje zmuszony do przywdziania maski, określenia dla siebie drugiej, społecznej tożsamości. A zatem współistnienie w szeregu zależności międzyludzkich nieuchronnie wiąże się z poczuciem zniewolenia, konieczności kreowania własnego „ja”.

 

Istotnym elementem walki o własną tożsamość staje się ustanowienie swego rodzaju „psychicznej etykiety”. Ernestyna, bohaterka Węży i róż mówi: „Nie to jest mi ważne, co ktoś dany odczuwa po kryjomu względem mnie – ale co chce, abym ja sądziła, że czuje. Pierwsze bowiem jest od niego niezależne, drugie zaś określa jego stosunek do mnie świadomy, chciany, rozumowy – i pociąga za sobą odpowiedzialność. Życiową prawdą stosunków międzyludzkich jest ich strona oficjalna, ich pozór, ich właśnie – forma”[46]. Chodzi tu więc o swego rodzaju zasadę dobrego tonu, subtelności i dyskrecji na stałe wpisaną w formę okazywania szacunku wobec drugiego człowieka.

 

Syntezę czynionych przez lata spostrzeżeń, zarówno w zakresie odpowiedzi na pytanie, kim jest człowiek, jaki winien być jego stosunek wobec świata, jak i poszukiwań istoty życia, Nałkowska zamyka w powieści Niecierpliwi. Powieść, przez wielu uznana za najbardziej pesymistyczną w twórczości pisarki, wyraża przekonanie autorki o niemal zupełnym zaniku tożsamości człowieka wobec sił kształtujących jego los i charakter. Niebezpieczeństwo utraty poczucia własnego „ja” wynika nie tylko z faktu obcowania z drugim człowiekiem czy własnych predyspozycji psychicznych, lecz także z tego wszystkiego, co stanowi o jego pochodzeniu. Niejako wbrew jego woli, pod presją szeregu zależności, cech dziedzicznych, a także nieopanowanych instynktów w ciągu życia człowieka dokonuje się powolny rozkład jego indywidualnego „ja”. Bohater powieści, będąc niemal u kresu życia, wypowiada bowiem znamienne słowa: „Od dawna już nie mam złudzeń, że jestem sobą. Przeciwnie, jestem workiem, wypchanym żywymi i umarłymi. Jestem zbiegowiskiem ludzi obcych i ich spraw” [47].

 

Tym, co bezpośrednio przyczyniło się do samotności i poczucia wyizolowania Jakuba Mrowy, był silnie zakorzeniony w świadomości bohatera kompleks rodzinny. Kompleks, wywiedziony jeszcze z czasów dzieciństwa, przez lata rozrastał się, by w konsekwencji doprowadzić bohatera do wyobcowania i przerodzić się w pewnego rodzaju obsesję. Mrowa, niechętny i wrogi wobec osób mu najbliższych, ale i wobec dalszego otoczenia, zamyka się we własnym świecie; nieustannie roztrząsa przeszłość własnej rodziny, wciąż analizuje, próbując odnaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania natury egzystencjalnej. Powodowana lękiem przed utratą ukochanej osoby przemiana wewnętrzna Jakuba dokonuje się zbyt późno, by móc cokolwiek naprawić, „by cofnąć wszystko złe, co się już dokonało”. Bohater przekonuje się, że przyjął niewłaściwą postawę wobec życia, że istota życia człowieka tkwi w jedności ze światem; jego sens i cel to „bliski człowiek, do którego przychodzi się w trwodze, o którego się drży i troska, z którym we dwoje można to znieść, że się umrze” [48].

 

W Węzłach życia, swej ostatniej powieści Nałkowska napisze: „Człowiek wciąż przeplata się ze światem, jest cały postrzępiony na brzegach, jak stary szal. […] w człowieku […] zawiera się wszystko, co widzi i wie, wszystko, co przeżył sam i przeżyli za jego wiedzą inni. […] strzępami siebie, jak frędzlą, przenika w świat, […] wciąż wysuwają się z niego włókienka uczuć i oplatają jakieś sprawy, jakieś miejscowości, oplatają ludzi innych, dzieci i zwierzęta” [49].

 

Tragizm egzystencji ludzkiej według Nałkowskiej polega na uwikłaniu człowieka w skomplikowanych zależnościach, w których musi istnieć. Z jednej strony jest to potrzeba przezwyciężenia właściwego człowiekowi egocentryzmu i ujrzenia siebie z innych perspektyw, z drugiej zaś – wniknięcie w świat, które, choć przynosi wiedzę o samym sobie, niesie jednak ze sobą niebezpieczeństwo utraty własnej tożsamości. Życie człowieka staje się tym samym nieustanną walką o zachowanie własnego „ja”.



[1] Zob. W. Mach, O twórczości Zofii Nałkowskiej, w: Z. Nałkowska, Pisma wybrane, Czytelnik, Warszawa 1954; Czesława Wojeńska, Zofia Nałkowska: „Granica”, „Lewy Tor” 1935 nr 13, s. 40–41.

[2] Z. Nałkowska, O sobie, w: tejże, Widzenie bliskie i dalekie, Czytelnik, Warszawa 1957, s. 14.

[3] O narodzinach ruchu emancypacyjnego w Polsce zob.: A. Górnicka-Boratyńska, Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863–1939), Świat Literacki, Izabelin 2001; a także: G. Borkowska, Cudzoziemki. Studia o polskiej prozie kobiecej, Wydawnictwo IBL, Warszawa 1996; W. Śliwowska, Polskie drogi do emancypacji, w: Losy Polaków. Studia ofiarowane Stefanowi Kieniewiczowi w osiemdziesiątą rocznicę Jego urodzin, PWN, Warszawa 1987; S. Walczewska, Damy, rycerze, feministki. Kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce, Wydawnictwo eFKa, Kraków 1999.

[4] Zob. M. Podraza-Kwiatkowska, Mizoginizm a emancypacja, w: tejże, Młodopolskie harmonie i dysonanse, PIW, Warszawa 1969, s. 223–245; Ciało, płeć, literatura. Prace ofiarowane Germanowi Ritzowi w pięćdziesiątą rocznicę urodzin, red. M. Hornung, M. Jędrzejczak, T. Korsak, Wiedza Powszechna, Warszawa 2001.

[5] O. Weininger, Płeć i charakter, przeł. O. Ortwin, Wydawnictwo Sagittarius, Warszawa 1994.

[6] Zob. A. Chałupnik, Sztandar ze spódnicy. Zapolska i Nałkowska: o kobiecym doświadczeniu ciała, Oficyna

Wydawnicza Errata, Warszawa 2004.

[7] A. Górnicka-Boratyńska, Stańmy się sobą…, dz. cyt., s. 163.

[8] H. Kirchner, Modernistyczna młodość Zofii Nałkowskiej, „Pamiętnik Literacki” 1968, z. 1, s. 86.

[9] Z. Nałkowska, Kobiety, Czytelnik, Warszawa 1976, s. 33.

[10] Tamże, s. 10.

[11] Z. Nałkowska, Dzienniki 1899–1905, Czytelnik, Warszawa 1975, s. 124.

[12] Zob. A. Schopenhauer, Miłość, przeł. A. W., wyd. nakładem Hijeronima Oohna, Warszawa 1898; A. Schopenhauer, Psychologia miłości, przeł. A. L., wyd. M. Borkowski, Warszawa 1903; a także: W. Gutowski, Nagie dusze i maski: o młodopolskich mitach miłości, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1997.

[13] A. Górnicka-Boratyńska, Stańmy się sobą…, dz. cyt., s. 171.

[14] E. Frąckowiak-Wiegandtowa, Sztuka powieściopisarska Zofii Nałkowskiej (lata 1935–1954), Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław–Warszawa–Kraków 1975, s. 32.

[15] H. Kirchner, Posłowie, w: Z. Nałkowska, Rówieśnice, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978, s. 291.

[16] W. Wójcik, Zofia Nałkowska, Wiedza Powszechna, Warszawa 1973, s. 49.

[17] H. Kirchner, Posłowie, w: Z. Nałkowska, Rówieśnice, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1978, s. 293.

[18] H. Kirchner, O Granicy Zofii Nałkowskiej, w: Z problemów literatury polskiej XX wieku. Literatura międzywojenna, red. A. Brodzka i Z. Żabicki, t. II, PIW, Warszawa 1965, s. 337.

[19] H. Kirchner, Wstęp, w: Z. Nałkowska, Narcyza, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1976, s. 15.

[20] Z. Nałkowska, Narcyza, dz. cyt., s. 163.

[21] Tamże, s. 170–171.

[22] H. Kirchner, Wstęp, w: Z. Nałkowska, Narcyza, dz. cyt., s. 18.

[23] F. Nietzsche, Wiedza radosna, przeł. L. Staff, wyd. J. Mortkowicz, Warszawa 1906–1907, s. 69.

[24] Tamże, s. 137–138.

[25] M. Janowska, Postać – człowiek – charakter. Modernistyczna personologia w twórczości Zofii Nałkowskiej, Universitas, Kraków 2007, s. 219.

[26] Z. Nałkowska, Narcyza, dz. cyt., s. 104.

[27] Tamże, s. 295–296.

[28] Z. Nałkowska, Kobiety, dz. cyt., s. 207–208.

[29] Z. Nałkowska, Rówieśnice, dz. cyt., s. 255–256.

[30] H. Kirchner, Posłowie, w: Z. Nałkowska, Rówieśnice, dz. cyt., s. 302.

[31] Z. Nałkowska, Węże i róże, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 53.

[32] Tamże, s. 78.

[33] Tamże, s. 268.

[34] W. Wójcik, Zofia Nałkowska, dz. cyt., s. 98.

[35] Z. Nałkowska, Węże i róże, dz. cyt., s. 226.

[36] Z. Nałkowska, Dzienniki 1909–1917, Czytelnik, Warszawa 1976, s. 350.

[37] Tamże, s. 396.

[38] W. Wójcik, Zofia Nałkowska, dz. cyt., s. 103.

[39] Z. Nałkowska, Hrabia Emil, Czytelnik, Warszawa 1977, s. 30.

[40] Tamże, s. 185.

[41] A. Schopenhauer, Świat jako wola i przedstawienie, przeł. J. Garewicz, t. II, PWN, Warszawa 1995.

[42] Z. Nałkowska, Niedobra miłość, Czytelnik, Warszawa 1979, s. 8.

[43] Z. Nałkowska, Wiedzenie bliskie i dalekie, dz. cyt., s. 506.

[44] Z. Nałkowska, Granica, Czytelnik, Warszawa 1974, s. 203.

[45] M. Janowska, Postać – człowiek – charakter, dz. cyt., s. 38.

[46] Z. Nałkowska, Węże i róże, dz. cyt., s. 234.

[47] Z. Nałkowska, Niecierpliwi, Czytelnik, Warszawa 1958, s. 252.

[48] Z. Nałkowska, Niecierpliwi, dz. cyt., s. 145.

[49] Z. Nałkowska, Węzły życia, Czytelnik, Warszawa 1962, s. 85–86.

 

Wróć