nr: 1/2015Maska

Temat numeru

Alina Szapocznikow (fot. Marek Holzman, Muzeum Sztuki Wspolczesnej)
Kocham Cię ciałem

 

Spojrzenie na miłość przełomu wieków wiązać się musi z zadaniem sobie pytania o to, które czynniki wpłynęły na kształt pojmowania tego pojęcia, jakie inne doświadczenia zaważyły na jej postrzeganiu. Bez wątpienia miłość w sensie kulturowym jest bowiem jedną z tych kategorii, na którą silnie oddziałuje zarówno swego rodzaju moda – kulturowa, literacka, społeczna, jak i konwencja. Jest to temat w wielu obszarach silnie tabuizowany, w innych zaś nadmiernie eksplorowany. Pytanie o miłość współczesną jest także pytaniem o nowoczesność, a także ramy jej interpretowania.

 

Najważniejszym, najbardziej doniosłym doświadczeniem nowoczesności było zdaniem Ewy Rewers rozpoczęcie wędrówki w głąb ludzkiego ciała [1]. Nie sposób sobie wyobrazić dziś miłość odcieleśnioną. Można pójść dalej, współczesny język dyskursu miłosnego zdecydowanie szybciej odrzuca metafizyczne podstawy tego uczucia niż kwestię cielesności. Interpretacja kategorii miłości przez pryzmat ciała wydaje mi się niezwykle obiecującą perspektywą, która może pozwolić zaobserwować zmiany, jakie zaszły we współczesnych ujęciach tego problemu.

 

Wśród nowoczesnych doświadczeń ciała wymienić należy przede wszystkim zakwestionowanie go jako obiektu czy przedmiotu kontemplacji. W filozofii kartezjańskiej ciało zostało oddzielone od świadomości [2]. Jednak w myślach późniejszych filozofów, zwłaszcza Nietzschego i Bergsona, ciało ma już charakter podmiotowy. Inne XX-wieczne ujęcia przedstawiają także cielesność jako kategorię niezwykle pociągającą, np. u Simone de Beauvoir [3]  - świadomość ciała i płci zapośredniczona przez kulturę, Maurice’a Merleau-Ponty’ego [4] - fenomenologia postrzegania przez ciało, Michela Foucaulta [5] - ciało i historia jego seksualności, George’a Bataille’a [6]  - transgresyjne doświadczenia ciała i erotyki.

 

Rozpadając się na wiele projektów próbujących poznać to, co ukryte pod powierzchnią, kwestia cielesności wydobyła przede wszystkim sam problem granicy między wewnętrznym i zewnętrznym, prywatnym i publicznym, jednostkowym i społecznym, świadomym i nieświadomym, zmysłowym i werbalnym. By zdobyć drogę do prawdy miłości refleksyjne „ja” musiało skonfrontować się z własnym zmysłowym ciałem.

 

Aby poznać, jaką rolę odgrywa cielesność w przeżywaniu miłości zdecydowałam się przyjrzeć bliżej kilku utworom współczesnych poetek. Dwie z nich – Anna Świrszczyńska i Anna Kamieńska torowały drogę myślenia w tej perspektywie [7]. Ich utwory z drugiej połowu XX wieku stanowią rehabilitację pojęcia ciała i cielesności, również w kontekście przeżyć metafizycznych, a jednocześnie ukazują nowe spojrzenie na rolę ciała w miłości. Bez ich twórczości nie byłoby doświadczenia poezji przełomu wieków, reprezentowanego w tym artykule przez utwory Edy Ostrowskiej i Marzanny Bogumiły Kielar.

 

POZNAĆ CIAŁEM

 

Anna Świrszczyńska w swojej poezji wyruszyła na „poszukiwanie ciała”. Jego celem stało się sensualne, a czasem wręcz somatyczne poznanie, ciążące ku ekstatycznemu doznaniu zmysłowości istnienia. „Urodziłam się po raz drugi,/ szczęście świata/ znów przyszło do mnie./ Moje ciało musuje,/ myślę ciałem które musuje” [8]. W poezji Świrszczyńskiej „musujące ciało” doznaje ekstazy istnienia. Zmysłowe uniesienie, będące doświadczeniem człowieka szczęśliwego, pozwala narodzić się na nowo. Bramą owego narodzenia jest ciało, które buduje świadomość podmiotu. „Musujące ciało” jest „ciałem myślącym”, a zatem łączy w sobie nie tylko możliwości kartezjańskiego cogito, ale również sensualne doświadczenie, które poszerza umiejętności pojęciowego określania świata. „Musujące ciało” dzięki uczestnictwu w istnieniu pojęciowość zastępuje doświadczeniem, a mądrość myślenia uzupełnia mądrością od-czucia.

 

Ciało bowiem do dziś dnia w społecznej świadomości jest uznawane za wrażliwego odbiorcę świata zewnętrznego, który je uobecnia, chłonie każdy impuls po ostatnią warstwę naskórka. Jak pisze Zygmunt Bauman: „Ciało ponowoczesne jest przede wszystkim odbiorcą wrażeń. Spożywa ono i trawi przeżycia. Korzystając z przyrodzonej zdolności reagowania na podniety, jest narzędziem przyjemności. Poprawne spełnianie tych funkcji określa się mianem sprawności (fitness). […] Utrzymywać ciało w stanie tak rozumianej sprawności, to odczuwać podniecenie na widok podniet i radość z ich konsumpcji. Sprawne jest ciało uczulone, chłonne, nastrojone na absorpcję przyjemności; wszelkiego rodzaju przyjemności – seksualnych, gastronomicznych, wzrokowych czy słuchowych, ale nade wszystko przyjemności czerpanej ze skutecznego wyćwiczenia ciała w sztuce odczuwania przyjemności” [9].

 

Sensualne doświadczanie świata prowadzi do redukcji wszelkich innych potrzeb, staje się wyzwaniem wobec życia naznaczonego cierpieniem. Człowiek cały staje się ciałem, metonimicznie zredukowany do skóry, najintensywniej chłonącej wrażenia zmysłowe, jest brzuchem i kończynami, które tańczą w nieskończonym szale radości (Taniec wolności, Taniec miłości, Uderzam w bęben słońca, Moje ciało musuje). „W Fenomenologii percepcji Merleau-Ponty zauważa, że ciało widzące i dotykające próbuje postrzegać siebie – widzieć siebie i dotykać siebie – jako widzącego i dotykającego, czyli uchwycić siebie z zewnątrz w trakcie poznawania, ująć w zwrotnej relacji samopoznania” [10]. Poezja Edy Ostrowskiej ukazuje ową drogę cielesnej autodefinicji. Podmiot tej poezji poprzez granicę inności ciała przebiegającą między światem zwierząt, a światem ludzi próbuje wskazać na celowość własnej fizjologii. „Zwierzęta mają pyski/ ogony racice i balię krwi/ pod skórą a ja/ a ty a ja a ty/ serce do kochania/ nogi do tańczenia/ oczy do biegania za muzyką” [11].

 

Poszczególne części ciała stają się określeniami możliwości człowieka, które przebiegają od przestrzeni uczuć po różne formy zabawy. Samopoznanie prowadzi zatem do odkrycia: „ja jestem inny”, „zobacz, co mówi moje ciało”. Piękno, które podmiot odkrywa we własnym ciele, jest także pięknem sensualnych doznań. Podobnie jest w utworze Anny Kamieńskiej, która dzięki synestezyjnym opisom próbuje uchwycić ludzkie dążenie do zmysłowego poznania świata. „Chwytać garściami wiatr/ wstrzymywać ciałem prąd rzeki/ uchem nasłuchiwać barw/ palcem dotykać głosu/ szaleć z radości że istniejesz” [12].

 

Owo poznanie nie jest działalnością kartezjańskiego cogito, jest doznaniem, w którym najważniejszą rolę odgrywa ciało. Poznane może być zatem tylko to, co jest uchwycone, dotknięte, usłyszane. Relacja ciało-świat zaczyna istnieć dzięki relacji ciało-ja. Mając świadomość własnego ciała podmiot tej poezji przez tkankę cielesności odkrywa własne „ja”, a ostatecznie dochodzi do zrozumienia własnego istnienia [13].

 

Ukazanie znikania człowieka w jego doświadczeniu cielesności rodzi ambiwalencję. Ciało wymyka się wszelkim kategoriom, rości sobie prawo do samostanowienia (Ciało i dusza na plaży). Ukazane jest w nieustannym ruchu, nieokiełzanym pędzie, ekstazie (Szczęście, Śpiew szalonego, Pieśń pełni w cyklu Ekstazy z tomu Wiatr). Tradycyjnie irracjonalne, zdaje się przeczyć wszelkiej refleksyjności. Jednak paradoksalnie to ono jest nauczycielem, nie tylko ma prawo do własnej mądrości [14], ale także odkrywa pełnię człowieczeństwa. „Nauczę się pokory/ Wobec ludzkiego pęcherza i jelit,/ Co są o tyle mądrzejsze/ Ode mnie” [15].

 

MIŁOSNE CIAŁO

 

Doświadczenia ciała to także doświadczenia przyjemności, które w poezji Anny Świrszczyńskiej są próbą uchwycenia mikrochwil, w których człowiek rozpływa się w zachwycie istnienia, a wszelkie kategorie egzystencjalne ulegają zawieszeniu. Milisekundy intensywnego odczuwania stają się momentem ekstatycznego zatracenia się w samym sobie, metafizycznego doznania pełni istnienia. „Kiedy biegnę,/ Połykam świat nogami. (…)/ Istnieję tylko wtedy, kiedy biegnę” [16].

 

Dzięki temu to właśnie ciało pozwala również doświadczyć pełni w miłosnej, erotycznej relacji. Ono jest pierwszym, które reaguje na miłosne bodźce i z dużą łatwością się im poddaje. Lecz jego funkcja nie może być wyłącznie sprowadzona do roli popędowej, ciało w miłości, tak jak w samopoznaniu i odkryciu świata, ma swoja mądrość. Pozwala na pełnię zjednoczenia, komunię ciał i dusz. „Podmuch sosen rozprzęga skwar, ale nie schną/ krople potu na skórze, zbierają się nad obojczykiem,/ nad wargą, gdy pijesz zmrożoną miętą;/ twoja stopa w trawie dotyka mojej -/ jedno kończy się wewnątrz drugiego/ i zaczyna, jak kolory w widmie świetlnym” [17].

 

Owo zjednoczenie rozpoczyna się w momencie dotyku. Dotyk staje się bramą, otwarciem na drugiego człowieka. Dotyk powoduje również to, że jeden człowiek zatraca się w ciele drugiego, kończy się w nim i zaczyna. Kielar w swojej apologii cielesnego zjednoczenia dochodzi do punktu, do którego docierali mistycy, doświadczenie cielesności w jej poezji staje się zbieżne z uwagami Simone Weil, zdaniem której „jedynie rzeczy duchowe mają wartość, ale tylko rzeczy cielesne mają możliwe do stwierdzenia istnienia. Dlatego wartość pierwszych da się stwierdzić tylko jako odblask drugich”[18]. Metafizyczne doświadczenie jedności w miłości możliwe jest dzięki fizycznemu zbliżeniu, to ono otwiera człowieka na doświadczenie drugiego.

 

Jedność cielesna niezwykle ważna jest także w poezji Anny Kamieńskiej. „Że tak im było dane/ zestarzeć się jak świątkom/ przy drodze/ tak samo spróchniali/ tak samo/ poorani mrozem i zawieją/ Że tak im dozwolono/ iść serce w serce/ biodro w biodro/ zmarszczka w zmarszczkę/ Że tak im darowano/ istnieć w sobie podwójnie/ i milczeć wzajemnie” [19].

 

Relacja miłości sprawia, że małżonkowie stają się jedno, jak w nowotestamentalnym przykazaniu: „I rzekł [Bóg]: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 5-6a). To, że dwoje odrębnych ludzi, dwa odrębne ciała „istnieją w sobie podwójnie” staje się tajemnicą miłości. Ich ciała niemal fizycznie stają się jednym, ich fizjologia upodabnia się, zmarszczki układają te same znaki na twarzy, a serca biją w jednym rytmie.


Zatem prawdziwa miłość uobecnia się w ciele. Dzięki zmysłom możliwe jest doświadczenie piękna miłości. „Jak kochać / Ciebie/ może człowiek/ który nie widział/ nie dotknął/ nie narodził się/ Warszawa, 2 kwietnia R.P. 2004/  św. Franciszka z Paoli, pustelnika”  [20].

 

Nawet, jeśli utwór ten odniesiemy do Boga, co w interpretacji poezji Edy Ostrowskiej jest możliwe, to i tak nie unieważnia to naszej wcześniejszej konstatacji. Ludzka miłość do Boga jest tak trudna, ponieważ „Boga nikt nigdy nie widział” (J 1, 18). Wysiłki naszych zmysłów są często bezowocne w próbie poznania transcendencji. Jedynie doświadczenie mistyczne, które otwiera na niemal namacalną obecność Boga, jest w stanie wyrwać nas z tego impasu. Stąd poetyckie wyznanie Ostrowskiej, bliskie słowom niewiernego Tomasza, jest wyrazem najgłębszej ludzkiej potrzeby. Pragnę zobaczyć, dotknąć, to są ważne momenty rodzenia się miłości. „Dopiero dziś, gdy filozofia doceniła ciało i jego znaczenie symboliczne, nie powinno dziwić przypuszczenie, że skóra także może dać solidny fundament różnym wizjom ludzkiej tożsamości. [...] Zapewnienie kontaktu może być najważniejszym egzystencjalnym zadaniem skóry, a dotyk jego egzekutorem i znakiem. […] Dotyk otwiera. Wprowadza poza uwięzienie w odrębności. Określa nas jako współistniejących. [...] Nie możemy wyzbyć się dotykania ani odrzucić styczności. To pozwala stwierdzić, że jesteśmy bytami nie całkiem od innych odłączonymi. Niby oddzieleni, a jednak zdani na nieustanne szukanie kontaktu, podtrzymywanie bliskości. [...] Dotyk upewnia o przynależności. Utrzymuje kontakt. Dowodzi, że więź nie została zerwana. [...] Dotykanie jest obcowaniem najbardziej bezpośrednim. Tym bliższym, im mniej widocznym. Może jedyny to sposób, by przedrzeć się ku rzeczywistości inaczej nieuchwytnej” [21].

 

Dotyk, który jest ważnym motywem poezji Anny Kamieńskiej [22], nabiera w jej lirykach szczególnego waloru. „sylabizuję ciało twoje na księdze ziemi i nieba/ twarz lepię z gliny nocy/ po omacku ociemniałymi rękami/ szukam snu w obszarach [...]/ i budzę się gwałtownie/ z pustymi rękami” [23]. „jak się palce odnajdą/ pod wieńców zmarzniętych strzechą/ w śnie się odnajdą/ każdy palec odnajdzie miłego/ jedynego/ spotkają się obejmą się odnajdą/ na wieki” [24].

 

Poezja Kamieńskiej to tęsknota za utraconym ukochanym. Doświadczenie miłości jest tak silne, że trwa pomimo śmierci. Również cielesne pragnienie dotyku jest bardzo silne, choć ukochanego nie ma już obok. Obdarzone uczuciem ciało drugiego jest stale obecne nie tylko w pamięci, ale także w fantomowym odczuciu każdej części fizyczności kobiety. Jej palce szukają po omacku, domagając się dotyku. Jak zauważa Beata Przymuszała, dłonie są tu „podstawowym znakiem więzi cielesnej – opartą na erotycznej bliskości relacją” [25]. W poezji tej dostrzec możemy afirmację miłości fizycznej – wyrażanej dotykiem, który nie przestaje być odczuwany nawet mimo śmierci.

 

JĘZYK MIŁOŚCI – JĘZYK CIAŁA

 

W XX-wiecznej poezji kobiet bardzo silnie istnieje problem miłosnego wyznania. W obliczu trudności wobec wyrażania tego, co niewyrażalne język staje się bezużyteczny. Szczególnie podkreśla to Marzanna Kielar, kiedy pisze „miłość/ mówi językiem rozsypującej się składni” (Wynajęty pokój, z tomu Materia prima, s. 36). Wobec tego jedynym możliwy, a jednocześnie autentycznym sposobem wyrażania pozostaje język ciała. „Na różne sposoby wymawialiśmy słowo miłość/ zajmując się sobą i ogrodem” (*** Na różne sposoby, z tomu Materia prima, s. 38). Pochłonięcie sobą, zajmowanie się własnymi ciałami i ciałem świata jest najpiękniejszym miłosnym wyznaniem. Dotyk, który daje poczucie bliskości i rodzi przestrzeń intymności staje się językiem zastępczym, kiedy ludzkie słowa niedomagają. W poezji tej język ciała z powodzeniem zajmuje miejsce słów, daje możliwość pełniejszej komunikacji. „Miłość nie ma już ust, ma tylko nasze usta” (Szadź, z tomu Monodia, s. 47). Poetka zauważa także: „dotyk, jak otwierania/ zgłoski, przeciągnięcie jej w szept...” (Nad ranem, z tomu Materia prima, s. 37).  Język miłości jest więc językiem ciała, szepty zamieniane są w dotyk, głoski stają się pocałunkami.

 

ZDRADA CIAŁA

 

Istnieją w tej poezji również utwory, które nie mieszczą się w nurcie afirmacji miłości, a zwłaszcza jej cielesnego ujęcia. Np. w utworze Anny Świrszczyńskiej Gdy budzimy się rano. Poetka demitologizuje akt seksualny, tak jak wcześniej ujawniała nieuzasadniony podział na duszę i ciało. Przekraczanie tabu w dziedzinie seksualności służy nie tyle odczarowaniu sentymentalnego pojęcia miłości, co zwróceniu uwagi na potrzebę cielesnego zaspokojenia. „Jak dobrze, że to było,/ jak dobrze, że tego już nie ma./ Dzięki ci miły,/ za te dwa szczęścia./ Teraz/ mam ciało lekkie i duszę czystą./ Chemicznie wypraną z żądzy/ pragnę gwałtownie,/ jak astmatyk powietrza,/ ciężkiego trudu,/ ciężkiej człowieczej pracy./ Pracować chce moja głowa i moje ręce,/ jestem stworzona do pracy,/ nie do rozkoszy./ Jestem silna, mogę nosić/ ciężary, jak noszą silni” [26].

 

Akt cielesny jest tutaj wyłącznie zaspokojeniem potrzeb fizjologicznych, „wyładowanie napięcia seksualnego gasi pożądanie i daje możliwość powrotu do innych zajęć. Seks nie służy tu poczuciu bliskości, lecz zapewnia siłę i zdrowie” [27]. Popęd seksualny jest traktowany jako zbędny bagaż, którego pozbycie się nazywane jest szczęściem. Należy jednak zwrócić uwagę, że mimo iż seksualność jest tutaj przedstawiona jako domena ściśle fizjologiczna, pozbawiona metafizycznego wymiaru więzi miłości, to jednak nie neguje się zasadności jej istnienia. U podstaw tego myślenia tkwi fakt akceptacji struktury człowieka jako osoby cielesno-duchowej, a ciało, którego ważność się podkreśla, ma prawo domagać się zaspokojenia.

 

Podobny problem popędowego ujęcia seksualności pojawia się w utworze Świrszczyńskiej Suka. „Przychodzisz do mnie nocą,/ jesteś zwierzę,/ Kobietę i zwierze połączyć umie tylko noc./ [...]/ Mówię ci czułe słowa, / nie rozumiesz, jesteś zwierzę./ [...]/ Ale twoje ciało zwierzęcia / rozumie więcej niż ty./ Ono także jest smutne./ I kiedy zaśniesz,/ ogrzewa mnie swym kosmatym ciepłem./ Śpimy przytuleni,/ jak dwoje szczeniąt, którym zdechła suka” [28].

 

Ciało, od zawsze traktowane jako sfera popędowa, współgra w tym wierszu z niemożliwością komunikacji międzyludzkiej. Mimo wielokrotnych starań kobiety, kochanek-zwierzę nie przemawia ludzkim głosem. Zbliżenie dwojga ludzi staje się więc wyłącznie odpowiedzią na wewnętrzny instynkt, zaspokojeniem żądzy. Sytuacja odwraca się w chwili zaśnięcia mężczyzny. Ciało odzyskuje wtedy głos. Okazuje się, że to ono rozumie najwięcej. „Mądre ciało” jako jedyne potrafi nawiązać kontakt. Zmiana perspektywy patrzenia na ciało ujawnia jego niejednoznaczne funkcjonowanie [29].

 

Śladów takiego spojrzenia na ciało możemy znów szukać w dwudziestowiecznej filozofii. Merleu-Ponty podobnie opisuje rozumujące ciało, charakteryzując proces przyzwyczajania się, wykształcania nawyków. Jego zdaniem należy kategorycznie przekształcić pojęcie „rozumienia” tak, aby ciało stało się podmiotem nie przedmiotem. Ciało rozumie wtedy, kiedy nabiera przyzwyczajenia, które przenika nowe znaczenie [30]. Pozytywna interpretacja przyzwyczajenia pozwala zrehabilitować pojęcie ciała, upodmiotowuje fizyczne uwarunkowania człowieka, o których umysł często zapominał. Paradoksalnie to cielesność prowadzi do doświadczenia prawdziwego człowieczeństwa, które nie sprowadza wszystkiego do racjonalnej użyteczności.

 

CIAŁO W MACIERZYŃSTWIE

 

Świat tej kobiecej poezji, to przede wszystkim świat relacji międzyludzkich. I to nie tylko seksualnych. Poezja zapisuje więc fenomen ludzkiego spotkania, staje się śladem ludzkich doznań i odkryć. „Ej ty ty przytulona/ do kamienia ciasno/ jak wody płaszcz/ wstań chcę cię dotknąć [...]” [31].

 

Cielesność nie może być sprowadzona wyłącznie do relacji erotycznej. Zdaniem Merleau-Ponty'ego metafizyka kontaktów międzyludzkich zaczyna się wraz z „otwarciem na inne” [32]. Dotyk  jest w tym utworze właśnie śladem tego otwarcia na inne. Jest przestrzenią budowania relacji między dwoma osobami. Ciało jest nośnikiem znaczeń, a dotyk pomaga owe znaczenia odczytać. Prawdziwe poznanie międzyludzkie nie jest więc możliwe bez cielesności.

 

Szczególny jej wymiar znajdziemy w doświadczeniu macierzyństwa, tak silnie obecnym w twórczości poetek. Po pierwsze zaznacza ono swój ślad na ciele kobiety. „Jestem mamą maksymalnie/ nadmuchaną/ która dziecku daje wszystko/ prócz uśmiechu/ Lublin, 4 marca/ Roku Pańskiego 2006” [33].

 

Trudne doświadczenia stanu błogosławionego są w poezji Ostrowskiej, w pierwszej kolejności, zaakcentowaniem poświęcenia matki. Jej trud włożony w noszenie dziecka pod sercem, a szczególnie w przetrzymaniu cielesnych udręk jest darem z siebie złożonym dziecku. Stąd tak wymowny gest nie potrzebuje kolejnych. „Nadmuchana mama” nie uśmiecha się, bo inaczej, cieleśniej, ofiarowuje swemu dziecku miłość.

 

Relacja fizyczna z matką jest jednym z pierwszych doświadczeń nowonarodzonego dziecka. Kontakt cielesny pomaga mu rozwijać się, a jednocześnie jest dla matki informacją o stanie zdrowia dziecka, o jego humorze czy niezadowoleniu. W utworze Edy Ostrowskiej to właśnie dotyk pozwala na pełne poznanie własnego dziecka, na odkrycie go na nowo. „Czy mogę Cię dotknąć/ synku jaki się stajesz” [34].

 

Podmiot tego wiersza podchodzi do dziecka jakby z niepewnością, jednak to nie słowa mają zapewnić odkrycie rozwoju ale i tożsamości syna. Matka poznaje go przez kontakt cielesny. Bliskości fizycznej, szczególnie w kontakcie z dzieckiem, nic nie jest w stanie zastąpić. Nawet do tego stopnia, że chwile bliskości fizycznej, pocałunków zdarzają się nawet we śnie. „Mój synu/ ukradkiem/ we śnie całowany [...]” [35].

 

W wierszu zatytułowanym Przerwij taniec Anny Świrszczyńskiej relacja matki i córki przekracza naturalny wymiar miłości macierzyńskiej [36]. „Córeczko,/ którą urodziłam w cierpieniu,/ przerwij na chwilę taniec./ Zarzuć mi ciepłe ręce na szyję./ Ocal mnie/ od cierpienia” [37].

 

Bliskość drugiego człowieka ocala – przed nadchodzącym bólem, cierpieniem, przed poczuciem niespełniania i osamotnieniem. Jeśli „cierpienie powoduje skupienie na sobie, zamknięcie na świat, to przytulenie przez córkę zdaje się nieść siłę przywracającą do życia, do tego, co wokół” [38]. Zdaniem Beaty Przymuszały wiersz ten jest prośbą o ratunek. A przynieść go może najprostszy gest, cielesny kontakt – objęcie ramionami [39].

 

Macierzyństwo to także doświadczenie zależności od drugiego człowieka, która pozwala przekroczyć skupienie na sobie, nie odrzucając siebie jednocześnie. W wierszu Anny Świrszczyńskiej Jej śmierć jest we mnie bliskość i miłość między matką a córką definiuje pojęcie osoby: Dopiero po śmierci matki/ dowiedziałam się ze zdumieniem, /że nie byłyśmy/ jedną osobą./ I wtedy właśnie/ stałyśmy się bardziej niż/ kiedykolwiek -/ jedną osoba./ Jej żywa śmierć/ żyje przez długie miesiące/ w moim żywym ciele./ Była we mnie dniem i nocą,/ czułam ją,/ we wnętrznościach, jak dziecko./ Jej śmierć będzie we mnie/ do końca” [40].

 

Relacja: z drugim człowiekiem, z inną kobietą, z własnym dzieckiem pozwala nam odnaleźć siebie. A jednocześnie jedynie w takiej relacji możliwe jest odkrycie komplementarności ludzkiego istnienia, moja pojedynczość pragnie spotkania, dotykającego także cielesnego wymiaru człowieka. „Pozwala to przekroczyć perspektywę podmiotowości rozumianej jako jednostkowa niezależność” [41].

 

Dla przedstawionych powyżej poetek kwestia rozumienia ciała jest jedną z zasadniczych w ich poezji. Wiąże się to nie tylko z relacją samopoznania, którą postulował Merleau-Ponty, ale ze zrozumieniem w ogóle. „Zakładany jako istniejący w świecie-środowisku ciało-podmiot jest zarazem postrzegającym i postrzeganym, a dzięki temu Byt może zostać częściowo ujęty, odsłonięty i widzialny. Człowiek bowiem jako istota egzystująca, doświadczająca i przeżywająca własne istnienie refleksyjnie, uzyskuje świadomość Bytu w ogóle (...)” [42]. Jednym z najważniejszych możliwości otwarcia na to poznanie bytu jest relacja miłosna, która, jak żadna inna w ludzkim istnieniu, poddana zmysłowym doznaniom pozawala na pełnię miłosnego zjednoczenia  a jednocześnie otwarcie na drugiego, przełamanie własnej niezależności. Relacja miłości jest zatem relacją daru z siebie czy to w fizycznym zbliżeniu kochanków czy w matczynym dotyku pielęgnacji. Ciało staje się zatem, paradoksalnie, sposobem na przełamanie miłosnego egoizmu i możliwość koncentracji nie tylko na własnych doznaniach, które są pierwszym krokiem do naszej przemiany, ale również na potrzebach drugiego.

 

Piotr Śliwiński, interpretując Walentynki Różewicza stwierdził, że utraciliśmy język „za pomocą którego umielibyśmy wysłowić najważniejsze ludzkie sprawy – eros, ethos, thanatos” [43]. Doświadczenia poezji kobiecej przełomu wieków pokazują, że ten język zostaje stopniowo odzyskany. Odkrycie i eksplorowanie cielesności jest początkiem budowania nowego języka miłości, znacznie różniącego się od zwulgaryzowanego słownictwa lawirującego między fizjologią a pornografią. Czy zmiany języka i przedmiotu poezji są sygnałem czy też skutkiem zmian świadomościowych człowieka współczesnego w podejściu do miłości? Tego nie wiem, wiem jednak, że są sygnałem odzyskiwania języka poezji, możliwością przeciwdziałania utracie znaczenia.

 

[1] E. Rewers, Od doświadczania po doświadczenie: niewinny dotyk nowoczesności, [w:] Nowoczesność jako doświadczenie, pod red. R. Nycza, A. Zeidler-Janiszewskiej, Kraków 2006, s. 57.

[2] R. Descartes, Rozprawa o metodzie, Kęty 2009.

[3] Zob. S. de Beauvoir, Druga płeć, Warszawa 2003.

[4] Zob. M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, Warszawa 2001.

[5] Zob. M. Foucault, Nadzorować i karać, Warszawa 2009 oraz M. Foucault, Historia seksualności, Gdańsk 2010.

[6] Zob. m. in. G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, Warszawa 2003, G. Bataille, Historia erotyzmu, Warszawa 2008 oraz G. Bataille, Erotyzm, Gdańsk 2007.

[7] Z racji ograniczeń czasowych i tematu narzuconego przez organizatorów konferencji odwołuję się do poetyckiego doświadczenia II poł. XX w. Oczywiście w kwestii odkrywania ciała, zwłaszcza w tradycji poezji erotycznej, należy sięgnąć dużo wcześniej, np. do twórczości Haliny Poświatowskiej czy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

[8] A. Świrszczyńska, Moje ciało musuje, z tomu Jestem baba, (s. 214-215). Fragmenty utworów Anny Świrszczyńskiej cytuję z tomów: Wiatr, Warszawa 1970; Jestem Baba, Kraków 1972; Szczęśliwa jak psi ogon, Kraków 1978; Cierpienie i radość, Warszawa 1985; odpowiednie numery stron podane w nawiasie.

[9] Z. Bauman, Ciało i przemoc w obliczu ponowoczesności, Toruń 1995, s. 90-91.

[10] M. Gołębiowska, Sensotwórcza rola ciała w samopoznaniu według Maurice’a Merleau-Ponty’ego, „Teksty Drugie” 2004, nr 1-2, s. 238.

[11] E. Ostrowska, Zwierzęta mają pyski..., z tomu Śmiech i łaska, (s. 10). Fragmenty utworów Edy Ostrowskiej cytuję z tomów: Wierszownik, Kraków 2007; Śmiech i Łaska, Warszawa 2010; odpowiednie numery stron podane w nawiasie.

[12] A. Kamieńska, Ciało i wiatr, z tomu Dwie ciemności, (s. 69). Fragmenty utworów Anny Kamieńskiej cytuję z tomów: Dwie ciemności, Poznań 1984; Jasność w środku nocy, Warszawa 2001; odpowiednie numery stron podane w nawiasie.

[13] Tamże, s. 240.

[14] Do podobnych wniosków dochodzi T. Różewicz w utworze *** moje ciało…: „nasze ręce / nasze usta / są mądrzejsze od nas”, zob. T. Różewicz, Poezja, t. 3, Wrocław 2006, s. 170.

[15] A. Świrszczyńska, Zostanę babką klozetową, z tomu Szczęśliwa jak psi ogon, s. 315.

[16] A. Świrszczyńska, Mam dziesięć nóg, z tomu Szczęśliwa jak psi ogon, s. 306

[17] M.B. Kielar, Portret, z tomu Materia prima, s. 33. Fragmenty utworów Marzanny Bogumiły Kielar cytuję z tomów:  Materia prima, Poznań 1999; Monodia, Kraków 2006; odpowiednie numery stron podane w nawiasie.

[18] S. Weil, Wybór pism, przekład i opracowanie Cz. Miłosz, Kraków 1991, s. 66.

[19] A. Kamieńska, Małżeństwo, z tomu Jasność w środku nocy, s. 213.

[20] E. Ostrowska, Jak kochać..., z tomu Śmiech i łaska, s. 50

[21] J. Brach-Czaina, Błony umysłu, Warszawa 2003, s. 64, 68-71.

[22] Na ten szczególny aspekt poezji Kamieńskiej zwracano już kilkakrotnie uwagę, zob. M. Czermińska, Śmierć – sen – dotknięcie. W związku z wierszem Anny Kamieńskiej „Ciało”, „Zeszyty Naukowe Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Gdańskiego” 1989, nr 14; B. Przymuszała, Szukanie dotyku. Problematyka ciała w polskiej poezji współczesnej, Kraków 2006, s. 265-283.

[23] A. Kamieńska, Sylabizuję ciało twoje..., z tomu Jasność w środku nocy, s. 147.

[24] A. Kamieńska, Sypie śnieg..., z tomu Jasność w środku nocy, s. 120.

[25] B. Przymuszała, dz. cyt., s. 275.

[26] A. Świrszczyńska, Gdy budzimy się rano, z tomu Jestem baba, s. 238-239.

[27] Tamże, s. 58.

[28] A. Świrszczyńska, Suka, z tomu Jestem baba, s. 215.

[29] Zob. B. Przymuszała, dz. cyt., s.169.

[30] M. Merleau-Ponty, Fenomenologia percepcji, dz. cyt., s. 164-166.

[31] E. Ostrowska, Ej ty ty przytulona..., z tomu Śmiech i łaska, s. 8.

[32] Tamże, s. 188.

[33] E. Ostrowska, Jestem mamą..., z tomu Wierszownik, s. 21.

[34] Tamże, Czy mogę...,  s. 10.

[35] Tamże, Mój synu...,  s. 39.

[36] B. Przymuszała, dz. cyt., s. 172.

[37] A. Świrszczyńska, Przerwij taniec, z tomu Wiatr, s. 156.

[38] Tamże.

[39]  Tamże.

[40] A. Świrszczyńska, Jej śmierć jest we mnie, z tomu Cierpienie i radość, s. 356-357

[41] Tamże, s. 176.

[42] M. Gołębiowska, Sensotwórcza ..., dz. cyt.,  s. 240.

[43] P. Śliwiński, Polskie Walentynki, „Polonistyka” 1988, z. 8.

Wróć