nr: 1/2015Maska

Recenzje

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj
(Cudzo)ziemski (k)raj

 

 

„Są jak deser, jak bita śmietana, jak polewa czekoladowa, której nie sposób się oprzeć. Są jak kobieta dla drag queen. Są tą częścią naszej osobowości, której nie mamy. Tęsknimy do niej. Szukamy, ale w Polsce z wielu powodów nie możemy znaleźć”. O czym mowa? Nie, nie, Drogi Czytelniku, prawidłowa odpowiedź nie jest ani kulinarna, ani frywolna. Te rozkoszne i tęskne porównania Mariusz Szczygieł odnosi do naszego południowego sąsiada – Czech.

 

Po sukcesie wydanego w 2006 roku i wyróżnionego wieloma nagrodami Gottlandu ukazała się właśnie druga czechofilska książka reportera „Gazety Wyborczej”. Nie jest ona „kompetentnym przewodnikiem ani po kulturze czeskiej, ani po Czechach. Nie jest obiektywna, nie rości sobie pretensji do niczego” – sumituje się autor w kilku uwagach Zamiast wstępu. Nie szkodzi – stwierdzi pewnie po lekturze większość odbiorców. Może wręcz lepiej, że Szczygieł nie próbuje obiektywizować czy syntetyzować. Szczególna wartość jego reportaży tkwi właśnie w osobistym spojrzeniu na zjawiska, które darzy sympatią i na procesy, które go fascynują.

 

Najnowsza książka Szczygła to w znacznej mierze zapiski ze spotkań z ludźmi, z którymi autor zetknął się w ostatnich dziesięciu latach. Są wśród nich zarówno postaci nietuzinkowe, jak znany z książek Hrabala żebrak, poeta, prekursor undergroundu, filozof i skandalista Egon Bondy, pisarz Pavel Kohout, legendarny fotograf Jan Saudek, czeska odpowiedniczka Bridget Jones – Halina Pawlowská czy znany na całym świecie artysta-performer David Černy, jak i (tak zwani) zwykli Czesi. Tym, co uderza w notatatkach Szczygła, jest jego niezwykły dar zadawania rozmówcom pytań, które im do tej pory stawiano i zachęcania do wyznań, na które nie byli dotąd w stanie zdobyć się nawet wobec najbliższych.

Jest to istotne zwłaszcza w rozmowach na temat, który niewątpliwie dominuje w książce Zrób sobie raj, czyli w wywiadach dotyczących religii i transcendencji. Odwrotnie niż w Polsce, gdzie nie lada odwagi wymaga publiczne przyznanie się do bycia ateistą, w Czechach trudne, a czasami wręcz ryzykowne są coming outy wierzących i nawróconych. Odpowiedzi na pytania dotyczące niewiary w Boga i stosunku do religii w ogóle oraz religijności Polaków w szczególności, które Szczygieł zadawał swoim czeskim rozmówcom, są wyjątkowo ciekawe w kontekście wydarzeń, które w ostatnich miesiącach miały miejsce w Polsce – dyskusji na temat smoleńskiego krzyża i relacji między państwem i Kościołem. Tymczasem w kraju, w którym tylko jedna trzecia mieszkańców przyznaje się do jakiegoś wyznania, a wśród katolickich księży dominują Polacy, życie bez Boga jest – jak się okazuje – zupełnie bezstresowe. Ba, możliwa jest wręcz „pobożność bez Boga”.

 

Innym mocnym wątkiem reportażowych opowieści Mariusza Szczygła jest stosunek Czechów do śmierci i żałoby. Są kraje, w których spada liczba popełnianych przestępstw, są takie, w których spada liczba zawieranych małżeństw, są wreszcie Czechy, w których od lat lawinowo spada liczba pogrzebów. I nie jest to spowodowane ani wydłużaniem się życia, ani masowym exodusem czeskim emerytów. Czesi coraz częściej umierają w szpitalach, w krematoriach pozostaje coraz więcej nieodebranych urn, które chowane są w masowych grobach. Coraz mniej Czechów ma bowiem siłę i ochotę na ponowne przeżywanie śmierci najbliższych w trakcie ceremonii. Nie bez znaczenia jest też prowadzący do prywatyzacji żałoby czeski indywidualizm, który jeden z rozmówców reportera przeciwstawia polskiej „stadności”.

 

Z wiwisekcji czeskiej mentalności dowiedzieć się można poza tym, dlaczego tak niełatwo jest w Czechach zostać bohaterem, z czego wynika czeska serdeczna niechęć do katolicyzmu i dlaczego stosunek naszych południowych sąsiadów do Niemców jest pewnie jeszcze bardziej skomplikowany i obarczony historycznymi balastami niż relacje polsko-niemieckie.

Dla zaawansowanych czechofilów Zrób sobie raj będzie niewątpliwie zachętą do sięgnięcia po polskie i czeskie publikacje, do których odwołuje się Szczygieł. Dla początkujących, czyli czytelników z, póki co, delikatnymi czeskimi inklinacjami, najnowsza książka reportera „Gazety Wyborczej” będzie lekturą, która po prostu wprawia w zdecydowanie dobry nastrój. I nie pozostawia wątpliwości co do tego, gdzie chciałoby się spędzić najbliższy urlop: w krainie pohody, ironii i poczucia humoru, krainie wolnej od wzniosłości i patosu. W (cudzo)ziemskim (k)raju, tuż za miedzą.

 

Wróć