nr: 1/2015Maska

Recenzje

Literatura jako nowa rzeczywistość

„Umarł mi ojciec” - to niezwykle krótkie a zarazem mocne zdanie otwierające kolejną już książkę Miljenko Jergovicia wpisuje ją w długi szereg poświęconych zmarłym rodzicom utworów, jak choćby: Matka odchodzi Tadeusza Różewicza czy Jak tato przemierzał Afrykę Oty Pavla. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, książka chorwackiego pisarza nie stanowi jednak apoteozy zmarłego, to raczej zapis ponadtrzydziestoletniej nieobecności ojca w życiu syna, odkrywanie mechanizmów rządzących pamięcią, rekonstrukcja dawno zapomnianych wspomnień, przypominanie sobie tego, co o Dobroslavie Jergoviciu mówili inni, bo on sam wybrał milczenie. „Wszystko, co wiem, opowiedzieli mi inni.[1]” - wyznaje szczerze syn. Z tej prywatnej archeologii, tropienia różnic i podobieństw wyłania się pełen przywiązania portret oportunisty, za sprawą którego matka pisarza stała się rozwódką, obraz człowieka słabego, nie potrafiącego rozstać się z własną matką, który wyrzekł się swego syna, a w ważnych momentach zatajał jego istnienie.

 

W tej niezwykle intymnej i szczerej do bólu autobiografii obok ojca, komunistycznego partyzanta, który w czasie II wojny światowej zabijał swoich pobratymców, autor znajduje również miejsce dla swej babki Štefaniji – zwolenniczki ustaszy, jej oddanych faszyzmowi sióstr oraz wujka z Wehrmachtu. Wydawać by się mogło, że wszystkie te postacie starczą aż nadto, by w oczach czytelnika moralnie zdyskredytować pisarza. Tak się jednak nie dzieje, gdyż na demaskatorską odsłonę mógł sobie jedynie pozwolić autor takich powieści jak: Ruta Tannenbaum czy Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki. Laureat Angelusa reprezentuje bowiem w literaturze głęboko etyczną postawę, wiarę w odpowiedzialność za przeszłość i grzechy przodków oraz konieczność ich odkupienia, bo jak wielokrotnie podkreśla, dziadkowie i rodzice to przecież ktoś, kto przez sam fakt pokrewieństwa nieodwracalnie wpływa na losy swego potomka.

 

Czy zdaniem autora w ogóle istnieje lekarstwo na ideologiczne grzechy? W rodzinie Jergovicia i na łamach niedzielnego eseju obok czarnych owiec pojawiają się przecież cisi bohaterowie, jak choćby ciocia Mila – żona pochodzącego z Serbii wujka Budego czy będąca zakonnicą ciotka Paulina, dzięki której katolicyzm chorwacki nie ma dla autora jedynie twarzy faszyzmu. Lekarstwem, jak podpowiada, może okazać się sceptycyzm wobec ideologii, ale i odrzucenie wszelkich uprzedzeń, co jego samego uchroniło przed faszystowskimi zapatrzeniami, nacjonalistycznym amokiem i jugonostalgicznymi fascynacjami.

 

Esej Jergovicia, to więc nie tylko utwór poświęcony trudnej miłości do ojca, ale i do nowej ojczyzny, w której pisarz osiedlił się w czasie wojny na Bałkanach na początku lat 90. Najważniejszym problemem, który podejmuje, okazuje się niezwykle trudna, ale zarazem bardzo istotna dla chorwackiego narodu kwestia odpowiedzialności za przeszłość, wojenne zbrodnie i „przekazywane w genach” zło. Niczym Thomas Bernhard, do którego wprost się odwołuje, podważa i rozbija narodowe mity, demaskuje i obnaża je, wytrącając Chorwatów z dobrego samopoczucia. Rekonstrukcja rodzinnej historii staje się więc pretekstem do zgłębienia składających się na narodową tożsamość mrocznych tajemnic. Faszyzm, a przede wszystkim grzechy Kościoła katolickiego kolaborującego w czasie II wojny światowej z ustaszami oraz bratobójstwo leżące u podstaw mitu założycielskiego państwa, to niezwykle mroczne karty w historii Chorwacji, które w znaczący sposób ukształtowały tożsamość jej dzisiejszych obywateli. Jednak w odróżnieniu od Niemców, jak zauważa autor, na próżno szukać u jego rodaków poczucia winy. Jergović w swoim eseju idzie także śladem podziwianego przez siebie Kundery, gdyż refleksję nad takimi kwestiami jak: chorwacka tożsamość narodowa, historia, religia czy wiara wpisuje w szerszą, środkowoeuropejską ramę, ukazując paradoksy historii czy problem odpowiedzialności za przeszłość.

 

Ojciec Jergovicia to także książka odpowiadająca na pytanie o miejsce i rolę literatury we współczesnym świecie. W aspekcie prywatnym okazuje się ona doskonałym narzędziem pokonywania rodzinnej traumy, ale zgodnie z oczekiwaniami pisarza, winna także pełnić funkcję sumienia narodu. I choć można się sprzeczać z autorem na temat roli i powinności literatury we współczesnym świecie, to na pewno trzeba się zgodzić, że dzięki błędom i grzechom swych przodków, „zapłodniony rodzinnymi opowieściami” stał się on twórcą, który czuje obowiązek podejmowania w swej twórczości kwestii etycznych. Historyczne zło i prywatne nieszczęścia uczyniły go tym właśnie, kim dziś jest – pisarzem i człowiekiem głęboko odpowiedzialnym za kwestie moralne. I jak wyznaje, tylko poprzez język, metaforę i literaturę może dotrzeć do ojca, ojczyzny, do sedna własnej tożsamości, którą kształtuje także fakt bycia pisarzem, a co za tym idzie również wyzwolić w sobie poczucie odpowiedzialności za innego. Na barkach literatury właśnie, jego zdaniem, spoczywa to ważne zadanie, gdyż jak pisze: „Literatura to umiejętność organizowania ciągu metafor i przekształcania przeszłości w nową rzeczywistość”[2].

 



[1]    M. Jergović Ojciec, przeł. M. Petryńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012, s. 23.

[2]    M. Jergović, dz.cyt., s. 88.

Wróć