nr: 1/2015Maska

Temat numeru

Maski Zygmunta Krasińskiego w korespondencji

Badacze, poszukujący w korespondencji Zygmunta Krasińskiego odpowiedzi na pytanie o jego konstrukcję psychiczną i sposób percepcji rzeczywistości, muszą zmierzyć się z poważnym problemem bezpiecznej przeprawy przez wzburzoną rzekę przekłamań, stylizacji i zabiegów autokreacyjnych, które zaciemniają prawdę o osobie poety. Z jednej strony korespondencja dostarcza nam bowiem cennych informacji biograficznych, jest autentycznym dokumentem życia, ukazującym jego różne wymiary, z drugiej jednak, ze względu na okoliczności powstania, stanowi zapis swoistej gry, prowadzonej przez hrabiego Zygmunta tak z adresatami listów jak i samym sobą. Gdzie leży granica pomiędzy autentycznym doświadczeniem a jego ubarwioną wersją? Gdzie kończy się prawda a zaczyna fikcja? W którym miejscu korespondencji możemy znaleźć ślady prawdziwych uczuć a gdzie jedynie odbite ich obrazy?

 

Odpowiedź na te pytania nie może być jednoznaczna – tak jak niejednoznaczne są próby interpretacji poszczególnych fenomenów życia psychicznego człowieka, który umarł przeszło dwieście lat temu, pozostawiając wielotomowy zbiór listów, często przeczących samym sobie. Wystarczy jednak zmienić optykę spojrzenia na problem i zamiast oddzielać ziarna od plew skoncentrować się raczej na znaczeniu pojawiających się przekłamań, ubarwień czy stylizacji – zamiast pytać o to, co jest prawdziwe, lepiej zadać pytanie, dlaczego nie wszystko takim pozostaje na kartach korespondencji. Dlatego tak istotna dla właściwego odczytywania osobowości Zygmunta Krasińskiego wydaje się kategoria maski, wraz z licznymi jej konotacjami. Maska z jednej strony ukrywa część prawdy o nas, zasłania to, co chcemy zachować dla siebie, z drugiej prezentuje pewną wysublimowaną, akceptowalną przez nas formę, fizis,  którą upubliczniamy i świadomie eksponujemy. Maska jest więc równocześnie granicą, barierą pomiędzy człowiekiem a jego otoczeniem, i pomostem, łączącym te dwa światy ze sobą.. Pozwala ukrywać, taić, oszukiwać[1], ale też równolegle, służąc innym, bardziej złożonym celom, umożliwia nawiązywanie relacji, nie mogącej istnieć bez elementu maskowania. W tym ujęciu koncepcja maski zbliża się swym znaczeniem do wykreowanej przez Carla Gustawa Junga „persony”. Szwajcarski psychiatra w swojej teorii analitycznej zaprezentował ją jako jeden z archetypów, wchodzących w skład osobowości człowieka. „Persona jest maską, jaką przyjmuje jednostka w odpowiedzi na konieczność dostosowania się do obyczajów i tradycji społecznych i w odpowiedzi na wymogi stawiane jednostce przez jej własne potrzeby archetypowe. Persona jest rolą przypisana jednostce przez społeczeństwo, rolą, jaką ma ona – zgodnie ze społecznymi oczekiwaniami – odegrać w życiu. Przyjęcie maski ma na celu wywarcie na innych określonego wrażenia. Ukrywa ona często, choć nie zawsze, prawdziwą naturę jednostki. Persona jest tym obliczem, które jednostka wystawia światu na pokaz, czy też odzwierciedleniem opinii, jaką ma o jednostce społeczeństwo. Jest więc osobowością publiczną, w odróżnieniu od osobowości prywatnej, która kryje się za fasadą społeczną”[2].

 

Zygmunt Krasiński w wielotomowej korespondencji poświęca wiele trudu, by zaprezentować specyficzny obraz własnej osoby, kreślony z uwzględnieniem zarówno adresata i jego oczekiwań, jak i własnego, wykreowanego na drodze doświadczeń życiowych schematu zachowania, który przystawałby równocześnie i do pochodzenia i do pełnionych przez niego funkcji. Biorąc pod uwagę fakt licznych znajomości hrabiego Zygmunta, podtrzymywanych droga listową, nie dziwi wielość sposobów opisu i prezentacji własnej osoby – każdy z odbiorców posiada specyficzny acz konsekwentny, wytwarzany przez wiele lat, obraz autora Nie-boskiej, który przypuszczalnie jest swoistym kompromisem pomiędzy pragnieniami kreacyjnymi Krasińskiego a oczekiwaniami adresata. Syn generała Wincentego, pełniąc różne role społeczne, dostosowuje do nich swój sposób przekazywania informacji, spojrzenia na świat, oceny rzeczywistości czy wreszcie mechanizm reagowania na określone sytuacje – różnice te sięgają tak daleko, że zdarza się mu przeczyć samemu sobie. Gdyby potraktować wielotomową korespondencję autora Irydiona jak ogromną scenę, pojawiali by się na niej w różnej kolejności m. in. Krasiński-syn, Krasiński-przyjaciel, Krasiński-kochanek, Krasiński-poeta, Krasiński-historyk idei, czy Krasiński-ojciec. Czasem trudno byłoby rozpoznać, że każda z tych perfekcyjnie odegranych ról to warsztat jednego aktora[3]. Konieczność odnajdywania się w tak wielu różnych postawach i przyjmowania na siebie zadań, przypisanych do każdej z nich, nie wynika jednak z natury hrabiego Zygmunta, a raczej z porządku społecznego, który narzuca taką metodę funkcjonowania[4]. O ile jednak odmienny sposób korespondowania z poszczególnymi osobami i swoiste dostosowanie się do listowego rozmówcy nie wynikają bezpośrednio z formacji psychicznej Zygmunta Krasińskiego, świadcząc jedynie o swoistej elastyczności poglądów, o tyle istnienie pewnych wspólnych sposobów autoprezentacji, stałych, niezależnych od konkretnego adresata listu motywów, pozwala wnioskować na temat świadomego przybierania określonej pozy, przemyślanego aktu autokreacji w precyzyjnie określonym kierunku, wynikającego z przyczyn wewnętrznych. To właśnie te tropy, które tak uparcie pojawiają się w każdej z grup listów, możemy określić mianem masek, zakładanych przez autora Irydiona – za każdym razem bowiem służą nakreślaniu i podtrzymaniu odpowiedniego, przemyślanego wcześniej obrazu własnej osoby. Ich analiza to swoista demaskacja pozwalająca na wysnucie wniosków na temat psychiki hrabiego Zygmunta, pokazująca w przybliżeniu mały wycinek skomplikowanej mozaiki jego wewnętrznego życia, malowanej nie tylko przez pragnienia i potrzeby, marzenia i plany ale także przez lęki, obawy czy wątpliwości. Z perspektywy badawczej istotne wydaje się więc pytanie o to, jakie maski zakłada Zygmunt Krasiński, ale i o motywację, powód, dla którego z całej gamy możliwych ról, decyduje się właśnie na te. Na uwagę czytelnika korespondencji zasługują przede wszystkim trzy postawy – maski bodaj najczęściej pojawiające się w listach do różnych adresatów i najdokładniej w nich przedstawione. Krasiński, dokonując swej autocharakterystyki, najczęściej przedstawia się jako patriota, człowiek nieszczęśliwy i poważnie chory. Nie oznacza to jednak, że w rzeczywistości obce mu są doświadczenia każdego z typów – przeciwnie, możemy założyć, że faktycznie kochał swoją ojczyznę, jego choroba także był faktem, poczucie nieszczęścia nie wydaje się dziwne dla nikogo, kto choć w zarysie zna jego biografię. Z perspektywy badawczej istotne jest jednak występowanie określonych okoliczności wewnętrznych i zewnętrznych, powodujących, że hrabia Zygmunt pragnie przedstawiać się właśnie za pomocą tych kategorii. To właśnie ta „publiczna twarz” z teorii Junga – blisko związana z prawdą, ale i świadomie eksponowana.

 

Swoista teatralizacja życia, której widocznym echem byłyby zakładane przez hrabiego Zygmunta maski i liczne zabiegi autokreacyjne, miała swe źródła w rodzinnym domu autora Nie-boskiej. Skupienie na tym, co „na zewnątrz”, nadmierne zainteresowanie opinią innych, zazwyczaj wpływowych osób, ambicje generała Krasińskiego w stosunku do dziecka stały się widoczne już w chwili decyzji o zmianie imienia.[5] Także dzieciństwo hrabiego Zygmunta nie było okresem swobodnego kształtowania tożsamości potomka – od najmłodszych lat osadzony w roli cudownego dziecka robił wszystko, by zyskać aprobatę rodziców – z pełnym zaangażowaniem odgrywał „starannie wyreżyserowany spektakl”[6]. Wychowany w duchu patriotycznym, posiadał młody hrabia bardzo silne wyobrażenie siebie jako spadkobiercy, dziedzica rycerskich tradycji, który, będąc potomkiem znakomitego i zasłużonego rodu, powinien podtrzymywać jego splendor. W tak delikatnej materii, jaką był światopogląd dojrzewającego młodzieńca, najmniejsza skaza mogła prowadzić do całkowitego jego rozpadu. Z pewnością pierwsza, widoczna rysa na tym wizerunku powstała w czasie posiedzenia Sądu Sejmowego, na którym generał Wincenty Krasiński, jako jedyny z 40 senatorów, postulował ukaranie aresztowanych za spisek członków Towarzystwa Patriotycznego, zgodnie z wolą Mikołaja I, za zdradę stanu. Konsekwencją procarskiej postawy ojca były także  wydarzenia na uniwersytecie[7], po których hrabia Zygmunt opuścił rodzinny kraj, zostawiając w obrębie jego granic także części złudzeń co do rodzica. Całkowity przewrót, jeśli chodzi o wyznawaną od najmłodszych lat, głęboko zakorzenioną wiarę w sens zbrojnej walki o wolność ojczyzny, dokonał się jednak dopiero wraz z wybuchem powstania listopadowego, na zawsze przytwierdzając do twarzy hrabiego Zygmunta maskę patriotyzmu i przywiązania do ojczyzny. Świadectwem tego przełomu jest korespondencja Zygmunta Krasińskiego z ojcem oraz z przyjacielem z okresu genewskiego – Henrykiem Reeve’m. Angielski publicysta, na wieść o wybuchu rewolucji w Królestwie Polskim, gorąco namawiał Krasińskiego do powrotu w rodzinne strony i udział w zrywie niepodległościowym. Autor Irydiona zapewniał w listach o swoim poparciu dla toczącej się rewolucji i gotowości do podjęcia walki: „Tak, jestem jednym z najmajętniejszych młodzieńców w Polsce i należę do jednego z najznakomitszych rodów; walczyć za ojczyznę i umrzeć – to jedyne, co mi przystoi. Na tej drodze czeka mnie sława i nadzieja wiecznego zbawienia; poza nią ani nadziei, ani honoru, ani zbawienia”[8]. Pomimo świadomości konsekwencji ewentualnej bierności w kluczowej dla narodu chwili, hrabia Zygmunt nie podejmuje konkretnego działania i przesuwa decyzję o wyjeździe. W kolejnym z listów zwraca uwagę głównie na tragizm swego położenia, z którego nie potrafi się w żaden sposób uwolnić. Nadal towarzyszy mu silna rządza czynu, gotowość do ofiarnej walki i marzenie o prawdziwym, wartościowym, chwalebnym czynie. „To los naprawdę żałosny żyć pośród pożarów, wojen, mordów i rewolucji i nic nie zdziałać. Jestem do dziś jak majtek na oceanie, którego od chwili wypłynięcia z portu otacza wciąż grobowa cisza i który ani o sążeń nie posunął się naprzód.[…]cóż powiedzieć o apatii, która, niby rozpacz, zalewa umysł, obezwładnia serce?[…]Ach,. dajcie mu chmur – stawi im czoło, błyskawic – przyjmie je z podziwem, gromu – radosny jak dziecko będzie się kołysać na rozszalałych wodach”[9]. W liście z 28 maja 1831 roku, odpowiadając na oskarżenia padające ze strony przyjaciela, hrabia Zygmunt przyjmuje na siebie winę, wskazując na jej negatywne konsekwencje dla własnej reputacji. „Ach, przyjacielu, wbiłeś mi sztylet w serce, w samo serce.[…]Jestem przeklęty[…]Tak, wiem Henryku, moje zbawienie to Paryż. Jeśli tam nie pojadę, będę zgubiony”[10]. Dalej jednak próbuje tłumaczyć powody swojej decyzji, zasłaniając się miłością do ojca, niepozwalającą obarczać rodzica zmartwieniami o syna. Z czasem korespondencja do angielskiego przyjaciela zaczęła przybierać inne tony – decyzja o pozostaniu poza granicami kraju została podjęta, i jedyne, czego pragnął w swoim przykrym położeniu Krasiński, to cień zrozumienia czy współczucie dla cierpień z powodu dokonanego wyboru. Co szczególnie istotne, świadomość własnej winy, wyzierająca z poprzednich listów, w czerwcu została już nieco rozmyta – rozłożyła się na tych wszystkich, którzy utrudnili hrabiemu Zygmuntowi udział w powstaniu do tego stopnia, że wydaje się nie wystarczać jej dla samego zainteresowanego. Krasiński, unikając odpowiedzialności za swoją bierność, chętnie kreuje się na ofiarę zaistniałych okoliczności – rozczarowanie i żal do samego siebie poszukują jednak usprawiedliwienia w oczach przyjaciela, które przyniosłoby ulgę udręczonemu poecie. Potrzeba zrozumienia wyraża się w błagalnej prośbie o empatię, prostym pytaniu: „Henryku, co byś zrobił na moim miejscu?”[11]. Stawiając na szali dobro ojczyzny i miłość do własnego ojca, wraz z troską o jego zdrowie i życie, nakazującą posłuszeństwo i oszczędzanie cierpienia generałowi Krasińskiego, staje się hrabia Zygmunt bohaterem tragicznym, którego wszystkie wybory będę prowadzić do klęski.

 

Wyłaniający się z korespondencji z Reeve’em obraz zrozpaczonego i zgnębionego patrioty, nieszczęśnika, który usilnie zabiega o możliwość wyjazdu do kraju, chcąc, zgodnie z pragnieniem serca, walczyć o jego niepodległość, zupełnie nie przystaje do tego, jaki ukazują listy do ojca. Gorące zapewnienia i deklaracje, tak chętnie wymieniane z przyjacielem, nie znalazły się w bardziej stonowanych i wyważonych pismach do generała Wincentego. 14 maja formułuje Krasiński swój sprzeciw wobec woli ojca i oświadcza, że wbrew decyzji generała dołączy do powstania: „Zmuszony jestem powiedzieć Ojcu, którego kocham i kochałem zawsze nade wszystko, że pójdę przeciw jego woli, że będę się starał do Polski wrócić, że to jedynym od dzisiaj staje się celem wszystkich moich myśli i działań”[12]. Zaangażowanie w sprawę polską i chęć przekonania ojca do własnej decyzji byłyby w pełni wiarygodne, gdyby nie dopisek pod listem, nakreślony kolejnego dnia. Jak pisze Tadeusz Pini: „List nosi datę 14 maja; ale dobry syn, nie chcąc widocznie, aby ojciec niepokoił się zbytnio jego losem, nie wysłał go zaraz, a nazajutrz umieścił pod nim wymowny dopisek: »15 maja. Pan Jakubowski zamknął mi wszystkie drogi wyjazdu«”[13]. W świetle tych słów innego znaczenia nabierają prośby Krasińskiego o zmianę decyzji rodzica – pisząc swój list, deklarując gotowość nieposłuszeństwa i przyłączenia się do zrywu niepodległościowego, wiedział już bowiem, że nie są to plany realne i że do ich wykonania nigdy nie dojdzie. Po co więc te deklaracje? Po co list pełen żalu i goryczy, utrzymany w przepraszającym tonie? Już wtedy założył hrabia Zygmunt maskę patrioty i pokazywał się w niej nawet przed ojcem – trudno bowiem znaleźć inne (poza chęcią potwierdzenia miłości ojczyzny) powody, dla których pisałby tak nieszczerze. W kolejnych listach do angielskiego przyjaciela Krasiński nie wycofuje się ze swego zaangażowania w sprawy kraju, nadal podtrzymując żywe zainteresowanie jego losami – zmienia się jednak perspektywa oceny powstania i przyczyn poniesionej klęski. Działając zgodnie z zasadą dysonansu poznawczego[14], dąży do zminimalizowania poczucia własnego dyskomfortu, wynikającego z podjętej decyzji, poprzez jej racjonalizację. Przekonując Reeve’a, pragnie także przekonać siebie, że los rewolucji w Królestwie Polskim był z góry przesądzony, a co za tym idzie – zupełnie niezależny od jego zaangażowania.

 

Maska patrioty staje się kluczowa także winnych relacjach nawiązywanych przez Zygmunta Krasińskiego w dorosłym już życiu – pokazuje ją troszcząc się o przyszłość kraju, zamartwiając się złymi przeczuciami, które dotyczą także rodzinnych stron, czy pytając niemalże wszystkich przyjaciół o wieści z Warszawy.

 

Co jednak kryje się za tą kreacją? Niemożność działania w tak ważnym momencie dziejowym, słabość, prowadząca do bierności i bezwzględne posłuszeństwo ojcu doprowadziły do upadku pewnego ideału człowieka – mężczyzny, rycerza, bohatera, który kształtowany był od najmłodszych lat. W tej sytuacji zagrożone ego podjęło trud racjonalizacji motywów prowadzących do określonych wyborów – tłumacząc się z nieobecności w kraju, odwoływał się hrabia Zygmunt do wyższych racji, przytaczał argumenty – początkowo oparte na ojcowskich analizach, z czasem wzmocnione także mocą własnych przeczuć czy tworzonej przez lata wizji historii. Siła przywiązania do wartości patriotycznych była jednak tak wielka, że Zygmunt Krasiński był gotowy podjąć olbrzymi wysiłek, by oczyścić się z hańby, która na niego spadła. Występowanie na scenie życia w masce patrioty, żywo zainteresowanego krajem i jego sprawami, było lekarstwem na poczucie winy, dając równocześnie nadzieję wybaczenia i zrozumienia ze strony ludzi znających dogłębnie jego tragiczną historię.

 

Lektura listów Krasińskiego do różnych adresatów pozwala nakreślić w wyobraźni czytelnika obraz wieszcza malowany tylko w jednej tonacji barw – szarość we wszystkich odcieniach – od bardzo jasnej aż do grafitowej czerni, zdaje się zalewać wszystkie jego elementy. Bez względu na to, czy koncentrujemy się na losach hrabiego Zygmunta, tragicznie doświadczonego w obliczu spotkania z historią, czy podążamy zawiłym korytarzem miłosnych relacji autora Irydiona, czy wreszcie wsłuchujemy się w pieśń samotnika i wygnańca, który nie potrafi odnaleźć własnego miejsca na Ziemi, wszędzie spotykamy człowieka, wypełnionego po brzegi przedziwną mieszanką rozpaczy, rozczarowania i żalu.

 

Kolejną z najczęściej wybieranych masek jest wiec twarz nieszczęśliwego człowieka, w którego dusze wsącza się niewypowiedziany smutek. „O nie, w najokropniejsząm zapadł melancholię i to słońce mi wygląda na upiora dawnych braci swych, tu oglądanych niegdyś. O niewypowiedzianie mi źle i źle, mój drogi. Tłumaczyć ci tego stanu nie będę; jeśli mnie znasz, pojmiesz go. Jam nie z tych, w których się sercu coś wygluzować może przez czas i okoliczności. Wszystko może mnie przełamać, ale nic nigdy nie zdoła przegiąć; i przełamanym na dwoje, pękniętym w duszy, jak zwierciadło porysowane od góry do dołu. A teraz dość o sobie – nienawidzę siebie”[15]. Dramatyczny i patetyczny nieco w swej wymowie sposób ujęcia tematu wskazuje na stosunek autora do ogromu swych przeżyć i cierpień – stosując taką metodę prezentowania swego bólu, nie pozwala na jego lekceważenie przez odbiorcę listu, zwracając tym samym uwagę, jak wielką rolę cierpienie odgrywa w jego życiu. Istotny wydaje się także bezpośredni zwrot do adresata listu, powołanie się na znajomość, która obliguje go do właściwego odbioru tego typu stanów. Fraza ta zwraca uwagę zarówno na fakt wcześniejszego występowania podobnych emocji, jak i na niewypowiedziane wprost oczekiwanie autora skierowane do przyjaciela – zaangażowania w jego cierpienie i empatyczną postawę. Obraz smutku i przygnębienia często występuje w listach –  jego najbardziej znaczącą częścią jest brak konkretnego, uświadomionego przez autora powodu odczuwania takich emocji. Nastrój, który go przytłacza, nie jest odpowiedzią na żadne konkretne negatywne doświadczenie, nie istnieje więc w efekcie czegoś, raczej pomimo różnych zdarzeń. Wzmianki o owej „melancholii”, jak sam o niej mówi, pojawiają się choćby w korespondencji z Konstantym Gaszyńskim: „Wciąż słaby i zmelancholiczały ze mnie człowiek”[16], „Pisać długo nie mogę bo[…] zaraz wpadam w melancholiczne tyrady i znudziłbym Cię”[17], „a przy tym wpadłem w głęboką melancholię, bo widzę, że miasto iść naprzód cofam się”[18]. Swoisty weltschmerz, zwątpienie i rozpacz nie mające wyraźnej przyczyny, zdają się nie opuszczać Krasińskiego, który nakreśla swój obraz, uwikłany w dramatyczną sytuację życia w niesprzyjającej mu rzeczywistości. Wobec trudów i nieszczęść, rodzących się zarówno w obrębie jego własnego istnienia, jak i tych wykraczających poza nie, zostaje sam, i ta niemożność znalezienia pociechy i oparcia stanowi oś jego nieszczęścia, rodząc nieustanne poczucie pustki i opuszczenia. Pisze o tym również Marek Bieńczyk: „Przeważająca  część rozważań skupi się bowiem na negatywnym odczuciu istnienia; na ciągłym doświadczaniu życia jako klęski, destrukcji, właśnie upadku. W moim przekonaniu o oryginalności Krasińskiego w romantyzmie polskim stanowi w dużym stopniu jego wyobraźnia tanatyczna oraz zapisane, przede wszystkim w jego korespondencji, owo głębokie, codzienne doświadczanie rozpaczy i upadku – niezwykłe w swym wymiarze”[19].

 

Podobne opisy przeżyć spotykamy w innych listach autora Irydiona, choćby do Augusta Cieszkowskiego: „Smutek żre mnie, to nie lada grynszpan, prawdziwy kwasoród od którego duch rdzawieje i ciało”[20], do Gaszyńskiego; „ja tymczasem od dwóch miesięcy w spleenie pogrążony, spokojniejszy nie odzywam się. […] nie chciałem smutkiem wiecznym moich listów chmurzyć ci prowanckiego błękitu”[21]; „czuję się niebytem i próżnią, i trupem gniję, i kwaszę się i chudnę; z nadziei moich wygnany błąkam się i tułam”[22], czy wreszcie do Adama Sołtana; „gorzkie życie nad wszelką miarę, nad wszelką[…] doszedłem do pory mego życia w której się czuję, i to z wielu powodów, najnieszczęśliwszym z ludzi. Rozdartym jak szponami wiecznie odrastającymi wewnątrz”[23]. Wrażenie nieprzemijającego żalu, stającego się jego udziałem, potęguje fakt, iż zdecydowana większość listów wyposażona jest przez autora w zależny od sytuacji ładunek emocjonalny, którego zawartość stanowią opisy przeżyć i uczuć przez niego doświadczonych. Warto jednak zauważyć, iż poczucie nieszczęścia u Krasińskiego jest subiektywne w tym sensie, że nawet w odniesieniu do konkretnych i jasno sprecyzowanych jego powodów wynika bardziej ze sposobu ich przeżywania, wpisanego w konstrukcje psychiczną Krasińskiego. Oprócz omówionych wyżej przykładów równie często natrafić można na fragmenty odnoszące się do realnych zdarzeń, będących źródłem przygnębienia odczuwanego przez nadawcę listów. Jednym z takich wydarzeń w biografii autora Irydiona staje się śmierć jego przyjaciela, Konstantego Danielewicza dnia 27 marca 1842 roku. Zarówno relacje z postępów choroby, jak i echo tego wydarzenia rozbrzmiewały w listach wieszcza jeszcze przez długi czas, nie pozostając bez wpływu na samopoczucie autora. „Męka, męka, długa męka! Przez dni sześć był lepiej, teraz gangrena w tkance komórkowej i znów w ostatecznym niebezpieczeństwie. Doktor już znów zwątpił, ja znów w rozpaczy, bo już raz mi umarł i pogrzebałem go w nocy 9 marca, tej nocy, której olej święty spoczął na jego powiekach. Potem ta trumna zdała się przemieniać w kolebkę. Był jak dziecko małe i cichy, i lekki z chudości, i niemowlęcy z osłabienia. Szło lepiej, lecz wtóra teraz śmierć, rozpacz wtóra”[24]. Przytoczony powyżej opis ostatnich dni z umierającym przyjacielem ujmuje szczerością i wzrusza autentycznym żalem, rodzącym się w obliczu przeżywanej tragedii. Krasiński wyraża w ten sposób towarzyszące mu uczucia smutku i rozpaczy, powodowane zaistniała sytuacją. Wobec charakteru wyżej cytowanych listów autora Nie-boskiej trudno uwolnić się od refleksji, iż śmierć ta stanowi doskonały pretekst do artykułowania dominujących bez związku z nią uczuć. Okres żałoby nie jest czasem kryzysu wartości, odczuwania wzmożonego smutku łączącego się z pogorszeniem jakości życia w obliczu nieocenionej straty – u Krasińskiego bowiem nie ma znaczącej różnicy w stanie ducha sprzed tragicznego wydarzenia i po nim –śmierć ugruntowuje jedynie jego przekonania i wzmacnia dominujące już wcześniej uczucia przygnębienia czy rozpaczy. Także doświadczenia osobiste nie wynoszą Krasińskiego na wyżyny szczęścia – przeciwnie, najczęściej stają się dlań źródłem cierpienia i bólu. Powodem tych uczuć staje się najczęściej niemożnośćstałego obcowania z ukochaną kobietą i rodząca się wobec niej tęsknota. Delfina staje się dla niego istnieniem, opozycją nicości, jaka rysuje się wobec jej braku. Sama obecność ukochanej nadawała sens codziennym przeżyciom – miejsca, które wspólnie odwiedzali, pod jej nieobecność straszą pustką i sieją rozpacz w sercu osamotnionego mężczyzny.

 

Dlaczego Zygmunt Krasiński tak często sięga po maskę smutku, kreując się na człowieka najbardziej doświadczonego cierpieniem? Odpowiedzi na to pytanie może być wiele – przede wszystkim taka autokreacja była zgodna z duchem epoki i doskonale wpisywała się w konwencję osobowości twórczej, a skojarzenie geniuszu z melancholią, popularne już od czasów starożytnych[25], ugruntowywało pozycję pisarska tego, kto po nią sięgał. Ponadto eksponowanie doświadczanego cierpienia i smutku pozwalało na budowanie specyficznej pozycji w relacjach interpersonalnych – nieszczęśliwy twórca budził współczucie i łatwo mógł się schować za zasłoną melancholii, tłumaczącej niemoc twórczą i trudności w podejmowaniu działania. Taka postawa częściowo zwalniała Krasińskiego z odpowiedzialności za dokonywane wybory – kreując się na ofiarę, często unikał niewygodnych pytań i usprawiedliwiał swe zachowanie.

 

Kolejną z masek, za którą chował się hrabia Zygmunt, była postać chorego człowieka, nękanego różnorodnymi schorzeniami. Warto w tym miejscu rozdzielić kwestie nierozstrzygalnej oceny faktycznego stanu zdrowia, od obrazu świadomie wykreowanego w korespondencji. Nawet bowiem przy założeniu, że relacje Krasińskiego na temat toczących go chorób nie podlegały ubarwieniu czy przerysowaniu, sam fakt częstego występowania precyzyjnych i dokładnych opisów objawów somatycznych pozwala wnioskować o ich użytecznym charakterze. Najczęściej w obrębie korespondencji pojawiają się pojedyncze i niezwiązane z całością treści listów uskarżania na pogarszający się stan zdrowia. W korespondencji do Gaszyńskiego występują w stosunkowo mało rozbudowanej formie: „W Karlsbadzie do tego napadł mnie atak choleryczny (może imaginacja), który mnie na 15 godzin czucia pozbawił. Jedynie przez ogromne dozy opium wróciłem do zmysłów; od dnia tego ciągle bieduję i choruję”[26]; „W takim okropnym stanie zdrowia jestem, że nie wiem kiedy będę mógł przyjechać do Nicei […] Ledwo kilka liter napiszę, już mi się głowa kręci i mózg pęka”[27]; „ […] wtem znów krew, której wierzyć nie chcesz, uderzyła mi w mózg i do dwóch tygodni rozpaczam, gryzę się, głowę wciąż ręcznikami mokrymi obwitą trzymam, leczę się jak mogę, by nie dać się grożącemu krwi rzutowi”[28]; „Ty wiesz, że ta krew, która tracę […] tak bardzo mnie osłabiła w ciągu ostatniej zimy, że czuję się jak tchnienie – jak cień – krótko mówiąc, moje zdrowie, które nigdy nie było dobre, podupada coraz bardziej”[29]. Opisy schorzeń są krótkie i wymowne, choć w większości stanowią jedynie wprowadzenie do pełniejszych i bardziej obszernych obrazów objawów melancholii i psychicznego upadku, jaki powodują. O świadomej grze z odbiorcą świadczyć mogą wymowne słowa do adresata listu: „krew, której wierzyć nie chcesz” – w obliczu powątpiewania Gaszyńskiego Krasiński podejmuje temat dopiero gdy adresat, widząc objawy na własne oczy, zmuszony jest porzucić powątpiewanie i stać się świadomym wagi tematu powiernikiem zwierzeń, dotyczących fatalnego wpływu krwi na jakość funkcjonowania Krasińskiego. Wykorzystuje więc hrabia Zygmunt pewien rodzaj strategii unikania – nie podejmuje spornego tematu tak długo, aż na skutek zmieniających się okoliczności nie uzyska zgodności z adresatem korespondencji. W czasie milczenia skupia się jednak na opisie przeżyć wewnętrznych – pogrążając się w melancholii czy przeżywając chwile zwątpienia, pamięta, by donieść o nich przyjacielowi, który prawdopodobnie wykazuje w tym przypadku więcej zrozumienia. Można uznać takie działanie Krasińskiego za świadome podtrzymywanie w oczach przyjaciela wizerunku własnej, cierpiącej osoby z wykorzystaniem możliwych do bezpiecznego (nienarażającego na wątpliwości i niewymagającego dodatkowych tłmaczeń) zastosowania metod. Nieco inaczej tematyka fizycznego cierpienia ujęta została w listach do Adama Sołtana: „Melancholia w mózgu, kość pacierzowa bardzo rozbolała, upławy białe, domyśl się skąd, ale wcale nie syfilityczne, tylko same z siebie, z nerwowego osłabienia”[30]; „Przez te wszystkie dni leżałem w wściekłej gorączce, która mi całe ciało i twarz całą osypała krostami, słowem ospę miałem. Dziś dopiero wstałem, wyglądam jak potwór i znaczniem z sił zdjęty”[31]; „Powiem Ci, że wcale niezdrów jestem. Dostałem bólu w oku i do tego głuchej boleści w sercu, jakby anewryzmu początek”[32]; „Od czterech dni leżę w łóżku, z łóżka Ci piszę, gorączkę kataralną, jadowitą, rzymską mam[33]”. W przywołanych fragmentach uderza przede wszystkim ogrom różnorodnych dolegliwości, na jakie nadawca listów uskarża się z pełną szczerością, obejmującą nawet najintymniejsze sfery funkcjonowania organizmu. Napady chorobowe zwykle przybierają odmienna formę, ich wspólną cechą jest jednak ból, jaki przynoszą Krasińskiemu a także często przywoływana przez niego perspektywa śmierci. Hrabia Zygmunt zdaje się  stać na krawędzi życia, cały czas zmagać się w ostatecznej walce ze śmiercią, stale wygrywać pojedynek, by po chwili podejmować wyzwanie raz jeszcze. Trudno określić, czy takie przeżywanie choroby jest adekwatne do jej rzeczywistej siły, z całą pewnością możemy jednak stwierdzić, iż jest to przypadek niecodzienny. Krasiński nad wyraz często czuje się umierającym, a stale obecna jego epizodach chorobowych perspektywa śmierci rodzi przypuszczenie o świadomym wykorzystywaniu przez niego szwankującego zdrowia. Czy bowiem można stale umierać? Czy można czuć nadchodzący koniec tak często? Pytania te rodzą się zwłaszcza w obliczu niegasnącej aktywności twórczej i epistolograficznej autora Nie-Boskiej, która nie słabnie nawet w chwilach ogromnego kryzysu zdrowotnego. Choroba staje się doskonałym tematem korespondencji, podejmowanym niemalże w każdym liście. Jeśli stan zdrowia Krasińskiego nieco się polepsza, poeta z lubością powraca do chwil jego drastycznego załamania, czerpiąc swoista satysfakcje z jego rozpamiętywania.

 

Nie można w sposób jednoznaczny rozstrzygnąć stopnia zgodności opisów choroby z faktycznym stanem zdrowia poety, stąd też podstawą do przypuszczeń na temat świadomego jej literackiego przetworzenia staje się częstotliwość eksplorowania tej tematyki na przestrzeni korespondencji, a także forma, w jakiej pojawiają się obrazy choroby w różnych listach. Listy do Sołtana bezsprzecznie ukazują portret cierpiącego człowieka, rozmiłowanego w swoim cierpieniu – rozbudowane opisy najróżniejszych dolegliwości i przejmujące obrazy wielodniowych mąk konania, które kończą się jednak poprawą stanu autora. Trudno zgodzić się z przekonaniem, iż takie ujęcia nie są świadomym działaniem Krasińskiego, zwłaszcza w obliczu znacznie bardziej skrótowych i mniej dramatycznych opisów choroby w listach do Gaszyńskiego, pochodzących z tego samego okresu. Nie można także jednoznacznie stwierdzić, jaki cel miało nakreślanie tak przejmującego obrazu schorzenia w listach do Sołtana, niemniej można ocenić prawdopodobny efekt takiego działania – człowiek, który uzyskuje dokładne informacje o przebiegu choroby, razem z ich dramatycznym ujęciem, skłonny jest okazywać współczucie w wyższym stopniu, niż osoba posiadająca jedynie zwięzły jej opis. Poprzez ukazywanie cierpienia z własnej perspektywy wymusza hrabia Zygmunt większe zaangażowanie adresata i jego zainteresowanie sytuacją, w jakiej się znajduje. Tym samym uzależnia od siebie Sołtana, zacieśnia łączące ich więzi.

 

Najbardziej dobitnym przykładem literackiego wykorzystywania przez Krasińskiego sposobu narracji dotyczącej jego własnej choroby jest mnogość ujęć tego samego zdarzenia – ataku apoplektycznego, w zależności od osoby, do której akurat pisał. Warto zaznaczyć, iż wzmianka na ten temat pojawia się niemalże w każdym z pisanych w tym okresie listów, tworząc swoistą mozaikę cierpienia, gdzie różne jego odcienie dostosowane są do poszczególnych adresatów.  Najbardziej zbliżone są relacje opisujące wspomniany atak w listach do Gaszyńskiego i Małachowskiego: „19 lutego, w sam dzień i godzinę mych urodzin, sam dostaję apoplektycznym buchem krwi w głowę i padam jak długi, krew mi puszczają; w wieczór raz powtórny padam na posadzkę, znów krwi upust mnie ocala”[34]; „Dziewiętnastego lutego, w sam dzień i godzinę urodzin moich, apopleksja tknięty, obalony na ziemię, krwi puszczaniem odwołan między żywe; w wieczór drugi napad, to samo, znów krew puszczona, znów wróciłem na ziemię, więc zacząłem się leczyć, wody kissingskie pić”[35]. W obu przypadkach relacja jest zwięzła i akcentująca przede wszystkim przebieg zdarzenia. Podobieństwo wyraża się także w zastosowanej formie – początkowe zwroty obu wycinków listów są takie same. Zupełnie inaczej omawiana sytuacja opisana jest w liście do Sołtana: „Pismo dziwne, tak pisze ręka, której głowa leżała już w grobie. Konstanty umiera na Schleimfieber przerzucone w nerwowa gorączkę, a ja sam w chwilę dopełniających mi się lat 30, 19 lutego z rana apopleksją rżnięty o ziemię i przez trzy kwadranse między trupy bez czucia policzon. Krew dwa razy puszczona życie mi wróciła. Dopiero dziś mogę pióro w rękę wziąć. Już mi nic nie będzie, ale każda praca mi mózg jeszcze rozrywa. Piję od dni 10 Kissingen, dużo chodzę, jakoś to się człowiek wygrzebie”[36]. Przejmujący i wypełniony dramatyzmem opis zawiera się w kilku obszernych zdaniach, przedstawiających ogrom cierpienia, jakie dotknęło hrabiego Zygmunta. Ujęcie to nastawione jest przede wszystkim na wywołanie w odbiorcy określonego wrażenia – jak się domyślamy, początkowe przerażenie tegoż powinno z czasem przekształcić się w żywe zainteresowanie przyjacielem i współczucie w obliczu tak bolesnych przeżyć. Uwagę zwraca również zdanie otwierające ten fragment, które w różnych wariantach pojawi się także w innych relacjach, choćby w kierowanej do Słowackiego: „Pismu się nie dziw! Tak pisza ci, których głowa już w ciemnościach grobu leżała. – 19 lutego, w samą chwilę dobijających mi lat 30, dwoma rażonymi apoplektycznymi w mózg piorunami, padłem, jak Ci powiadam, głowa w grób. Dwa razy puszczona krew przywróciła życie – odtąd pisze tak. […] trudno mi pisać – bardzo, bardzo – za każdym słowem koło serca mdło, a tysiąc cieniusieńkich szponów zatapia się w mózg, jakby włos każden stał się ostrzem rosnącym w głąb i przenikającym aż na drugą stronę mózgu”[37]. Podobieństwo obu fragmentów nie kończy się zresztą na pierwszym zdaniu – w liście do Słowackiego wykorzystuje Krasiński własne umiejętności twórcze i kreuje przejmujący obraz cierpienia człowieka, który w ostatniej chwili uniknął czyhającej nań śmierci. Uderza również symboliczne znaczenie, jakie przypisuje dacie ataku – dzień narodzin i śmierci spajają się przez chwilę we wspólnym trwaniu, akcentując po raz kolejny owo rozdarcie i równoczesne przeżywanie przez autora Irydiona tak różnych doświadczeń. Przytoczone powyżej fragmenty stają się dowodem na świadome wykorzystywanie przez Krasińskiego własnej choroby w celu uzyskania konkretnego efektu, dostosowanego do potrzeb, jakie żywi w stosunku do każdego z odbiorców.

 

Zygmunt Krasiński to z pewnością nie tylko wybitny romantyczny twórca ale i złożona, skomplikowana osobowość. Nie dziwi więc fakt, że wielotomowa korespondencja wymyka się jednoznacznym interpretacjom i pozwala na wysuwanie wielu różnorodnych wniosków. Listy, będąc świadectwem życia i autentycznym dokumentem, zawierają także dowody zabiegów autokreacyjnych i licznych stylizacji, podejmowanych przez autora. Krasiński, wymieniając listy z tak wieloma osobami, niejednokrotnie posługuje się maskami, które mają zaprezentować jego osobę zgodnie z oczekiwaniami odbiorców i własnymi celami. Co jednak pozostaje po ściągnięciu masek? Czemu służy przybieranie określonej twarzy? Każda z możliwości, na jakie decyduje się Zygmunt Krasiński, zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa i autonomii. Jako chory i nieszczęśliwy człowiek pozostaje poza szeregiem zwykłych śmiertelników – doświadczające go cierpienie pozwala mu spoglądać na świat z odmiennej perspektywy, uzbrajając w poczucie wyższości i niezależności. Bezpieczeństwo tego wyboru polega także na możliwości schronienia się za maską bólu w niekomfortowych, trudnych sytuacjach – hrabia Zygmunt nie musi odpowiadać na formułowane przeciw niemu zarzuty, racjonalną wymianę argumentów zamieniając w licytację przykrych doświadczeń. Poczucie odrębności i niezrozumienia to siła umacniająca jego twórcze ego, wykorzystywana w kontaktach z innymi ludźmi. Stawiając się w odmiennej pozycji, kreując na szczególnie doświadczanego przez los, zyskuje także doskonałe usprawiedliwienie dyskusyjnych moralnie decyzji. Argument uczucia zamyka także pole do polemiki z poglądami, czy krytyki czynów lub twórczości – współczucie jest bowiem większą siłą niż rozsądek, zwłaszcza w gronie przyjaciół. Niezawiniona słabość, do której świadomie się przyznaje, odciąża go z ponoszenia pełnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje – w obliczu ogromu cierpienia i wrażliwości na potrzeby ojca niczym wydaje się jego bierność w czasie powstania. Gdzieś pod powierzchnią tego misternego planu gry znajduje się jednak źródło realnego cierpienia – poczucie słabości, powstałe w oparciu o świadomość własnych ograniczeń i braku nadziei na ich przezwyciężenie. Uzasadnione poczucie winy i żal do samego siebie, zderzają się z ambicjami i wysokimi wymaganiami, stawianymi od najmłodszych lat przez otoczenie. Bezpośrednim efektem tego starcia staje się lęk przed demaskacją, przed oceną i zasłużoną krytyką, nakazujący podejmowanie tak wielu działań zaciemniających rzeczywistość. Najsmutniejszą prawdą egzystencji Zygmunta Krasińskiego jest fakt niemożności oszukania samego siebie, całkowicie niezależny od ilości zakładanych masek i siły ich perswazji.



[1] Por. „Nie jest ona zasłoną i nie jest twarzą. Zasłona jedynie skrywa twarz, maska kłamie” J. Tischner, Filozofia dramatu, Wydawnictwo Znak, Kraków 2006, s. 57.

[2] C. Hall, G. Lindzey, Teorie osobowości, Wydawnictwo PWN, Warszawa 1994, s. 120.

[3] Warto podkreślić, że poszczególne role nie są jednorodne – Krasiński jest zupełnie innym przyjacielem dla Adama Sołtana, Stanisława Małachowskiego czy Henryka Reeve’a.

[4] Wypada zaznaczyć, że obowiązuje on właściwie także  współcześnie – każdy człowiek uwikłany jest bowiem w całą sieć powiązań i zależności, które wymuszają na nim przyjmowanie określonych postaw i zadań.

[5] ,,bardzo szybko mały >>Napoleonek<<[…]przekształcił się w >>Zygmuntka<<. Generał miał bezbłędne wyczucie potrzeb chwili. Po upadku cesarza Francuzów imię dziecka byłoby politycznym nietaktem, niepotrzebnie przypominałoby drugiemu z francuskich protektorów generała okres jego entuzjazmu dla >>uzurpatora<<”zob. M. Janion, Zygmunt Krasiński. Debiut i dojrzałość,  Wiedza Powszechna, Warszawa 1962, s. 14.

[6] Zob. Tamże, s. 15.

[7] Zygmunt, z polecenia ojca, wyłamuje się z koleżeńskiej solidarności i nie wybiera się na pogrzeb Adama Bielińskiego, członka Sądu Sejmowego, uczestnicząc w tym czasie w wykładach.  Skutkiem tej decyzji generała Wincentego staje się publiczne poniżenie Zygmunta przez brać studencką a także relegowanie młodego twórcy z Uczelni.

[8] Z. Krsiński, Listy do Henryke Reeve’a,  Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, t.1, s. 138.

[9] Tamże, s. 160

[10] Tamże, s. 195.

[11] Tamże, s. 281

[12] Z. Krasiński, Listy do Ojca, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1963, s. 226.

[13] T. Pini, Zygmunt Krasiński. Życie i twórczość, Wydawnictwo Polskie, Poznań 1928, s. 56.

[14] D.G. Meyers, Psychologia społeczna, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2003, str. 177.

[15] Z. Krasiński, Listy do Stanisława Małachowskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1979, s. 81.

[16] Z. Krasiński, Listy do Konstantego Gaszyńskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971, s. 254.

[17] Tamże, s. 257.

[18] Tamże, s. 258

[19] M. Bieńczyk, Czarny człowiek. Krasiński wobec śmierci. Wydawnictwo słowo/ obraz terytoria, Gdańsk 2001,  s 18.

[20] Z. Krasiński, Listy do Augusta CieszkowskiegoEdwarda Jaroszyńskiego, Bronisława Trrentowskiego, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, s.105.

[21] Tenże,  Listy do Konstantego Gaszyńskiego, dz. cyt.,Tamże, s.399.

[22] Tamże, s. 384

[23] Z. Krasiński, Listy do Adama Sołatana, Warszawa 1970, s. 492.

[24] Tamże, s. 422.

[25] Zob. L. Földényi, Melancholia, Wydawnictwo KR,Warszawa 2011, s. 12

[26] Z. Krasiński, Listy do Konstantego Gaszyńskiego, dz. cyt., s. 218.

[27] Z. Krasiński, Tamże, s. 256.

[28] Tamże, s. 258.

[29] Tamże, s. 305.

[30] Z. Krasiński, Listy do Adama Sołatana, dz. cyt.,s. 435.

[31] Tamże, s. 267.

[32] Tamże, s. 315.

[33] Tamże, s. 323.

[34] Z. Krasiński, Listy do Konstantego Gaszyńskiego, dz. cyt., s.249.

[35] Tenże, Listy do Stanisława Małachowskiego, dz. cyt., s. 55.

[36] Tenże, Listy do Adama Sołatana, dz. cyt., s. 419.

[37] Z. Krasiński, Listy do różnych adresatów, dz. cyt.,  s. 475.

Wróć