nr: 1/2015Maska

Recenzje

Miljenka Jergović, Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Nie tylko kryminał. O powieści "Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki" Miljenka Jergovicia

 

Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenka Jergovicia to tylko z pozoru kryminał. Czytelnik dość szybko odkrywa, że nie o samo rozwiązanie zagadki tajemniczego morderstwa młodej dziewczyny tak naprawdę chodzi w tej książce.

 

Tytułowa żebraczka Srda Kapurova, a raczej jej trup, w misternie skonstruowanej przez chorwackiego pisarza powieści stanowi klamrę spinającą losy pięciu mieszkańców Zagrzebia, o których narrator kolejno snuje swe opowieści. Są wśród nich polityczni uchodźcy, ofiary wojennej zawieruchy, ale i ci, którzy zamieszkali w stolicy Chorwacji jeszcze przed wybuchem konfliktu zbrojnego na Bałkanach w latach 90. Mimo odmiennych dróg łączy ich nie tylko fakt, iż dotarli do tego samego miejsca na mapie, ale również to, że dla rodowitych mieszkańców Zagrzebia na zawsze pozostaną obcymi. Choć reprezentują różny status społeczny, są przede wszystkim ludźmi odrzuconymi i  pozbawionymi korzeni, jak pochodzący z Bośni były milicjant Serb Lazar Hranilović, Chorwat inspektor Lovro Babić z Ramy w Bośni, główny podejrzany i uchodźca z bośniackiej Banja Luki Chorwat Ile Mažar, urodzony w Belgradzie Chorwat Svijetlan Andrassy założyciel Stowarzyszenia Międzynarodowej Solidarności i mający czeskie korzenie biznesmen z Sarajewa Toma Wacha. Jergović z epickim rozmachem ukazuje niezwykle skomplikowane i często tragiczne losy ich rodzin, szczególnie dużo miejsca poświęcając barwnej postaci krojczego Františka Wachy czy oddanemu idei jugosłowiańskiej jedności Dimitrijemu Vidovi Andrašiciowi oraz jego żonie Sence Horvat, córce chorwackiego nacjonalisty.

 

Srda śpiewa... to niezwykle ważna powieść rozliczeniowa, na którą mieszkańcy byłej Jugosławii czekali od czasu zakończenia wojny na Bałkanach. Nikt tak jak autor Ruty Tanennbaum nie potrafi poruszyć i wydobyć na światło dzienne wstydliwie ukrywanych przez lata problemów: nacjonalizmu, antysemityzmu, ksenofobii, faszyzmu czy zbrodni komunistów. To utwór niezwykle kontrowersyjny, dokonujący bezlitosnej rewizji mitów założycielskich, takich jak wspólnota, jedność i braterstwo, które legły u podstaw utopijnego państwa stworzonego przez Josipa Broz Titę. Autor bezlitośnie obnaża naiwność tych, którzy uwierzyli w powodzenie eksperymentu, jakim było utworzenie Jugosławii skupiającej w jednym organizmie różnorodne nacje, tradycje i religie.

 

Srda śpiewa... to historia niewygodna i trudna, bo autor pod pozorem powieści kryminalnej wyciąga z szafy trupa, którego istnienie przez lata skrzętnie przemilczano. Nie odnajdziemy w niej tak często odmalowywanego w turystycznych przewodnikach Sarajewa miasta kilimu, w którym od wieków pokojowo egzystowały różne wyznania i nacje pielęgnujące swą kulturową różnorodność. Jergović podąża raczej tropem Ivo Andricia, ukazując Bośnię jako „ziemię nienawiści”, źródło wszelkiego nieszczęścia i wojny. Także w Jugosławii etniczne i religijne zróżnicowanie oraz fakt, że tak jak w dawnym Sarajewie „swój bardziej trzymał ze swoim”, stanowiły główną przyczynę ksenofobii, a w ostateczności konfliktu zbrojnego i rozpadu państwa.

 

Tytułowa bohaterka, tańcząca niczym natchniona do hitów turbo folku, jest przede wszystkim symbolem wszystkich tych, którzy w Chorwacji wciąż czują się obcy i inni, gdyż jak zauważa jeden z bohaterów: „Srda to my”, to ktoś, kto choć jest stąd, zawsze będzie stamtąd. Srda to także symbol miasta, w którym zeszły się drogi uchodźców: „Wszystko jedno, co o niej myśleli, wszystko jedno, czy ją kochali, nienawidzili jej czy współczuli, Srda Kapurowa to był ich Zagrzeb” [1]. Cyganka Srda to także symbol Chorwacji, która choć jest przykładem osiągniętego w jedną wyborczą noc sukcesu demokratycznego, nie należy jeszcze do Zachodu, bo wciąż znacznie bliżej jej do Wschodu czy Bałkanów, od których jednak za każdym razem się odżegnuje.

 

Powieść Jergovicia ma również charakter autobiograficzny. W losach wykreowanych przez autora postaci odbija się jego własna droga, prowadząca z Sarajewa do Zagrzebia, do którego przybył tylko na chwilę, a został na lata, uciekając przed wojennym koszmarem, bo jak sam przyznał, był kiepskim materiałem na bohatera. Srda śpiewa... to gorzkie wyznanie człowieka, który – tak jak jego bohaterowie – doświadczył odrzucenia i wyobcowania, bo „...zdarza się, że człowiek traci ojczyznę, strony rodzinne, pochodzenie i przestaje wiedzieć, kim jest, więc gdziekolwiek przyjedzie, do jakichkolwiek drzwi zapuka, wszędzie wyrzucają go jako obcego. Albo jako Cygana, który w odróżnieniu od prawdziwych Cyganów nie ma woli, siły i serca być nigdzie, zawsze między dwoma krajami i dwoma miastami, i w obu być obcym. Cyganie, tylko kiedy wędrują, nie są obcy, ale im jest łatwiej, bo się z takim losem urodzili, innego nie znają” [2].

 

[1] M. Jergović, Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki, przeł. M. Petryńska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, s. 284.

[2] Tamże, s. 403.

Wróć