nr: 1/2015Maska

Recenzje

Wojciech Nowicki, Dno oka. Eseje o fotografii
Pomiędzy tekstem a obrazem

 

Mariaż literatury pięknej z fotografią jest nie do podważenia: o związkach tych dwóch sztuk można mówić od momentu narodzin drugiej z nich. Współwystępowanie i wzajemne oddziaływanie na siebie miało jednak – i wciąż zresztą ma – niejednorodną postać formalną i tematyczną. Z jednej strony powstają książki wykorzystujące fotografię jako dokument, dopatrujące się w nich zapisu prawdy –  współcześnie w ten sposób fotografia pojawia się choćby w Złotych żniwach Jana Tomasz Grossa czy Rodzinnej historii lęku Agaty Tuszyńskiej. Pojawiają się też teksty, które akcentują literacką stronę zdjęć (Pisane światłem. Antologia poezji inspirowanej fotografią) czy formy prozatorskie/opowieści wyrastające ze spotkania z fotografiami (chociażby Widnokrąg Wiesława Myśliwskiego). Jednakże w kontekście żadnego z wymienionych przypadków nie można jednoznacznie wskazać, gdzie przebiega granica pomiędzy prawdą a kreacją. W istocie, te dwie kategorie nieustannie na siebie w trakcie lektury nachodzą, wynika to zaś bezpośrednio z kondycji samej fotografii. Jak zauważa Susan Sontag w jednym ze swoich znanych esejów – „Choć w pewnym sensie aparat »chwyta« rzeczywistość, nie dopuszczając do całkiem dowolnej interpretacji, ogólnie rzecz biorąc fotografie – podobnie jak malowidła i rysunki – są także interpretacjami świata” [1]. Niewątpliwie, niejednoznaczność fotografii jest tym, co przyciąga do niej literaturę i stanowi dlań atrakcyjny przedmiot refleksji. Spotkanie słowa i obrazu pozostaje nieprzewidywalne, zaskakujące w swojej formie czy wnioskach, a przede wszystkim niejednoznaczne – czego wyrazem choćby eseje Wojciecha Nowickiego.

 

Każdy esej zbioru Dno oka składa się ze zdjęcia (lub serii zdjęć) oraz tekstu. Fotografie pochodzą z prywatnej kolekcji Nowickiego, do której trafiły z antykwariatów, targów, często przypadkiem. Ich dobór też wydaje się nie mieć określonego porządku: różnicuje je data powstania, miejsce wykonania czy zastosowana technika. Znalazły się tu portrety indywidualne lub zbiorowe, martwa natura, reportaże, prace studyjne i plenerowe. Ten brak konsekwencji dezorientuje czytelnika, pozbawionego w ten sposób choćby szczątkowego klucza interpretacyjnego. Zdjęcia pozostają dla niego nieme. Dopóki Nowicki nie otworzy im ust.

 

„Najpierw o widzialnym” - tymi słowami autor rozpoczyna jeden z esejów (Ostatnia podróż  Marszałka) i ten porządek przyświeca każdemu tekstowi, każdemu spotkaniu słowa z fotografią. Wiąże się to nie tylko z tym, iż to zdjęcia są tu najważniejsze, a tekst dopiero z nich wyrasta, jest wobec nich zależny. Wskazuje ten układ przede wszystkim na to, jak czytać fotografię – by najpierw dostrzec, zauważyć jedynie jej powierzchowność, a następnie ją odkryć, zgłębić i zinterpretować. Nowicki najpierw uczy nas patrzeć, potem czytać – i dopiero na tym drugim poziomie słowo i obraz uzyskują pełnię. Odwołując się do Rolanda Barthesa, stwierdzić można, iż u Nowickiego to moment odczytania fotografii stanowi jej punctum; iż fotografia, na którą czytelnik patrzył z początku bez zainteresowania, nagle w wyniku lektury uzyskuje głębię.

 

Nowicki zajmuje się fotografią teoretycznie i praktycznie, bez wątpienia dysponuje więc wiedzą, którą mógłby przekuć w traktat lub podręcznik, ale formy te świadomie odrzucił. Zamiast tego zaproponował lekturę fotografii twórczą, subiektywną i w wysokim stopniu dopuszczającą wielość interpretacji. Lekturę wzorującą się na literaturze i czerpiącą z jej narzędzi i doświadczeń. Wydaje się przy tym, że jeżeli już wikłać fotografię w tekst, to gatunkiem do tego najsposobniejszym jest esej właśnie. Umożliwia bowiem swobodne przenikanie (się) różnych punktów widzenia (Nowicki wielokrotnie cytuje mniej lub bardziej znane prace teoretyczne dotyczące fotografii) czy poetyk. Wybrane przez autora zdjęcia posiadają czasem imiennych bohaterów, co pozwala wprowadzić je w odpowiedni kontekst niejako automatycznie; te zaś pozbawione zapisanej przeszłości zyskują swe opowieści i domniemane historie, snute wokół nich przez Nowickiego. Autor Dna oka uczy patrzeć, uczy czytać fotografię, ale nie rozdziela tych dwóch czynności przynależnych do osobnych zmysłów. Proponuje raczej lekturę „synestezyjną”, inspirowaną literaturą i korespondencją sztuk, uwypuklając tym samym jej wartości poznawcze.

 

Zaklasyfikowanie Dna oka do eseistyki tylko pozornie rozpoznaje dzieło, jest bardziej wyrazem zakłopotania, bezradności wobec konieczności wyznaczenia granic. Będąc między słowem a obrazem, Nowicki stoi na granicy, której nie da się przekroczyć, ale jednocześnie dzięki ramom literackiego spojrzenia ów związek staje się płynny, przezroczysty i trudniejszy do dostrzeżenia. Pozbawiona granic metoda interpretacji Nowickiego nie pozwala dojść do niewyrażalnego, co czyni tę pozycję tyleż nostalgiczną, co jednocześnie krzepiącą.

 

-----------------------------------------------------------------------------------------------

[1] S. Sontag, W Platońskiej jaskini [w:] tejże, O fotografii, WL, Kraków 2009, s.13.

Wróć