nr: 1/2017Powroty

Interpretacje

W głąb króliczej nory – psychoanalityczna lektura „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carolla

 

Celem tej pracy jest próba psychoanalitycznej lektury Alicji w Krainie Czarów, pióra brytyjskiego pisarza Lewisa Carrolla. Takie odczytanie tego tekstu wydaje się szczególnie uzasadnione przede wszystkim dlatego, że w zasadzie cała historia przedstawiona na kartach Alicji… jest zapisem marzenia sennego.

 

Tradycyjne odczytywanie znaczenia onirycznych wizji w literaturze nierzadko nastręcza wielu problemów metodologicznych i interpretacyjnych. Badacz literatury często staje bezradny wobec niespójności, fragmentaryczności i abstrakcyjności marzeń sennych. W takich okolicznościach przydatne mogą okazać się osiągnięcia technik psychoanalitycznych, a w szczególności metoda zaproponowana przez ojca psychoanalizy, Zygmunta Freuda w jego dziele Objaśnianie marzeń sennych [1].

 

Psychoanalityk przedstawił w nim tezę, że wszelkie marzenia senne są nieprzypadkowymi zapisami psychicznej aktywności śniącego. Według jego teorii, podczas snu procesy myślowe świadomości ustępują pola tym pochodzącym z nieświadomości. Samo marzenie senne jest zaś swego rodzaju „wentylem bezpieczeństwa”, przez który nieświadomość upuszcza gromadzące się weń treści, wcześniej wyparte przez sferę świadomości. Treści te, wypuszczone na światło dzienne i dopuszczone z powrotem do świadomości, mogłyby być szkodliwe dla psychiki człowieka. Są one bowiem zapisem najgłębszych i najciemniejszych pragnień oraz lęków, jakie zna ludzka natura, a których istnienia w swojej psychice większość ludzi nie jest świadoma nawet przez całe życie. Te myśli wydostające się z nieświadomości zostają zatem niejako zaszyfrowane przez tak zwaną pracę marzenia sennego. Służy ona temu, by myśli pochodzące z nieświadomości nadal mogły wypływać na powierzchnię świadomości, nie czyniąc jej jednak żadnego uszczerbku.

 

Pojawiają się jednak pytania, czy i na ile zasadne jest stosowanie metody psychoanalitycznej w badaniach literackich. Postaram się pokrótce odpowiedzieć na te pytania tytułem wstępu do przeprowadzonej później interpretacji.

 

Metoda psychoanalityczna w zasadzie jest jedyną, która wypracowała uznane naukowo narzędzia przystosowane do interpretowania marzeń sennych. Warto ją stosować zatem choćby z braku lepszego aparatu metodologicznego. Rozumiem jednak, że taki argument pozostawia spory niedosyt i wielu nieprzekonanych, czy nawet niezadowolonych, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę wszystkie kontrowersje wiążące się z psychoanalizą zaproponowaną przez Freuda (z której osiągnięć będę korzystał w tej pracy). Dlatego ważniejszym wydaje mi się stosowanie metody psychoanalitycznej z powodu horyzontów, jakie otwiera ona przed interpretującym. Nieocenioną wartością staje się bowiem świadomość tego, jak złożona jest psychika człowieka i, co się z tym wiąże, dzieła jego umysłu. Warto zdać sobie sprawę, że motywacje autora, jak i odczucia odbiorcy dzieła sztuki mogą wykraczać daleko poza ramy jego świadomości i wiązać się z dużo głębiej ukrytymi pobudkami. Zastosowanie metody psychoanalitycznej staje się zatem o tyle wartościowe, że daje inne spojrzenie na dany tekst. Bywa ono mniej lub bardziej przekonujące – sam bowiem podzielam część wątpliwości, które stawia się tej metodzie [2] − zawsze jest jednak INNE, ponieważ wiąże się,ze specyficznym spojrzeniem na tekst, którego moim zdaniem nie może zapewnić żadna inna metodologia. Szczególnie interesująca wydaje się możliwość użycia metody psychoanalitycznej jako pomocniczej choćby w badaniach feministycznych. Nawet wykorzystanie wypadkowej, jaka powstałaby podczas zderzenia lektury bardziej tradycyjnej, strukturalistycznej czy semiotycznej, z wynikami psychoanalizy tekstu mogłoby dać ciekawe efekty [3].

 

Szczególnie istotnym utrudnieniem zdaje się fakt, że efektywne korzystanie z zasobów psychoanalizy wiąże się nie tylko z dobrym opanowaniem zagadnień teoretycznych, ale również z dużym doświadczeniem praktycznym. Psychologia głębi pozostawia bowiem spory zakres swobody badaczowi. Zakłada bardzo indywidualne podejście do pacjenta (dzieła sztuki), wiążące się z jednostkowością każdego człowieka i jego psychiki. I choć wyznacza granice, to jednak bardzo płynne, które łatwo przekroczyć, tworząc interpretacyjną aberrację. Toteż z pewną dozą nieśmiałości stawiam pierwsze kroki w tej dziedzinie, zdając sobie sprawę z manowców, na które najpewniej uda mi się sprowadzić ukryty sens dzieła podczas tej pierwszej próby interpretacji.

 

Zanim jednak do niej przejdziemy czeka nas jeszcze odpowiedź na drugie pytanie: W jakim stopniu ustalenia psychoanalizy można wykorzystać w badaniu dzieła literackiego?

 

Przede wszystkim należy zaznaczyć, zgodnie z założeniami Freuda [4], że źródło pisarskiego fantazjowania jest niemal tożsame z tym odpowiedzialnym za powstawanie nerwic (których badaniem zajmuje się psychoanaliza). Całość dzieła literackiego można zatem zgodnie z tą myślą poddawać psychoanalizie. My zaś znajdujemy się w tej uprzywilejowanej sytuacji, że zajmujemy się badaniem marzenia sennego na gruncie dzieła literackiego. Jest to o tyle wygodne, że marzenia senne występują u wszystkich ludzi, a nie tylko tych cierpiących na nerwicę – zasadność użycia metody psychoanalitycznej zdaje się być więc umotywowana podwójnie. Zawęzimy więc nieco zakres naszych rozważań i od teraz będziemy odwoływać się tylko do psychoanalitycznej metody interpretowania marzeń sennych.

 

Stosowanie metody psychoanalitycznej w badaniu tekstu (czy to będącego zapisem z sesji terapeutycznej, czy twórczego uniesienia), zawsze wiąże się z odwołaniem do jakiejś zewnętrznej całości. W tradycyjnej psychoanalizie są to z reguły skojarzenia i wspomnienia pacjenta, które wiąże on z jawną treścią marzenia sennego. W psychoanalizie wykorzystanej do badań literackich można wyróżnić parę możliwości: od odwoływania się do biografii i udokumentowanych przeżyć autora, przez badanie psychiki postaci fikcyjnych (poprzez odwołanie się do kontekstu całego tekstu), aż po interpretowanie marzenia sennego w odniesieniu do osobistych skojarzeń odbiorcy dzieła lub szerzej do całości dorobku kultury [5]. W tej pracy sytuacja będzie pod tym względem nieco utrudniona.

 

Odwołanie się do biografii twórcy w dzisiejszej myśli psychoanalitycznej wydaje się anachronizmem i polem do nadinterpretacji. Osobiście przychylam się do obserwacji wielu badaczy, w tym i samego Freuda, że jeśli próbujemy dokonać psychoanalizy autora poprzez pryzmat jego dzieła, jedyną rzetelną metodą jest osobista rozmowa i weryfikacja wyników analizy tekstu z autentycznymi odczuciami jego twórcy [6]. W naszym wypadku taka sytuacja jest niemożliwa – autor Alicji w Krainie Czarów spoczął w grobie już ponad 100 lat temu.

 

Odwołanie się do kontekstu dzieła, również nie będzie możliwe, a to dlatego, że całość opowiadania jest zapisem marzenia sennego i o Alicji jako postaci żyjącej poza marzeniem sennym nie wiemy właściwie nic – możemy się tylko domyślać i dobudowywać interpretację na podstawie stereotypowych przekonań, co również nieodzownie prowadzi do nadinterpretacji.

 

Pozostaje nam zatem tylko odwoływanie się do bardzo ogólnych kategorii kultury i osobistych odczuć. Zdaję sobie sprawę z niedokładności tak użytych narzędzi. Będę starał się mimo wszystko dokonać psychoanalitycznego odczytania dzieła w obliczu swoich skojarzeń, nie zaś psychoanalizy samego siebie w odwołaniu do skojarzeń, jakie wywołuje we mnie dzieło. Z powodu braku lepszej pozycji badawczej pozostanę przy tej, mając jednak w świadomości jej niedoskonałość. Odczytania tekstu podejmę się jednak mimo wszystko, ponieważ jak wspomniałem, uważam, że szczególną wartość stanowi owo „inne spojrzenie” na tekst, który, mimo że silnie osadzony w kulturze, to jednak wciąż pozostawia wiele problemów interpretacyjnych. Warto zatem sprawdzić, co stanie się, jeśli do literackiego snu Alicji przyłożymy narzędzia psychoanalityczne.

 

Co zaś do samego odczytywania pracy marzenia sennego w tekście literackim, to sprawa rysuje się następująco. Freud wyróżnił zasadniczo cztery najważniejsze mechanizmy pracy marzenia sennego: przeistoczenie myśli w obrazy (symbolika marzeń sennych), zagęszczenie myśli, przesunięcie akcentów i wtórne opracowanie treści [7]. Austriak twierdził, że zadaniem psychoanalityka w procesie odczytywania ukrytego sensu marzeń sennych jest odnajdywanie i odwracanie pracy marzenia sennego oraz późniejsze interpretowanie myśli wyłaniających się z nieświadomości. Na przestrzeni dzieła literackiego nie wszystkie mechanizmy pracy marzenia sennego można śledzić z równym powodzeniem. O ile bowiem interpretowanie symboliki marzeń sennych i odnajdywanie zagęszczonych obrazów nie różni się wiele od tradycyjnie stosowanej psychoanalizy, o tyle śledzenie przesunięć i wtórnego opracowania nastręcza więcej kłopotów na gruncie tekstu literackiego. Same przesunięcia są zasadniczo nie do wykrycia, ponieważ z reguły zupełnie nieznane są okoliczności, w jakich dane teksty powstawały oraz myśli związane z bieżącymi sprawami, które zaprzątały umysły ich twórców. Nie jest to jednak utrudnienie znaczące, ponieważ badacze literatury, podczas prowadzonych przez siebie badań i tak skupiają się na najmniejszych nawet szczegółach, toteż raczej nie dadzą nabrać się na silniejsze akcentowanie pewnych partii tekstu.

 

Jeśli zaś chodzi o pracę wtórnego opracowania marzenia sennego, to nadal można je badać, nie należy jednak przeceniać jego znaczenia. Trzeba wziąć bowiem pod uwagę, że w przypadku dzieła literackiego to przede wszystkim pewna wewnętrzna logika i spójność kieruje następstwem wątków, nie zaś nieświadomość, próbująca „zszyć” ze sobą dwa, wcześniej utworzone obrazy, jak ma to miejsce w typowym marzeniu sennym.

 

Po tych ustaleniach możemy już przejść do samej interpretacji Alicji w Krainie Czarów. Postaram się zinterpretować pewne wybrane z całego tekstu obrazy, które wydają mi się szczególnie ważne i zarazem interesujące w przypadku lektury psychoanalitycznej.

 

Jak już wspominałem, historia przedstawiona w Alicji w Krainie Czarów jest w całości zapisem marzenia sennego. Staje się to jednak jasne, dopiero w finale opowiadania. Czytelnik otrzymuje wprawdzie drobne sugestie co do onirycznego charakteru opowiadania, jednak de facto aż do ostatniej strony nie może być w pełni przekonany co do statusu wydarzeń, w które zostaje wciągnięty.

 

Od początku stawia się go w obliczu rzeczywistości, z której oniryzmu nie zdaje sobie sprawy. Choć niepokojem mogą napawać go najróżniejsze dziwy, mające miejsce w Krainie Czarów, to jednak przyjmuje je jako należące do rzeczywistości prymarnej, właściwej – nie zaś sennego marzenia.

 

Podobnie dzieje się z Alicją. W jej przypadku przejście z ram świadomości w objęcia nieświadomości zachodzi tak płynnie, że aż niezauważalnie. Marzenie senne wdziera się do umysłu śniącej bardzo subtelnie – pojawia się ekscentryczny, wiecznie zabiegany Biały Królik, za którym bohaterka podąży w ciemności słynnej króliczej nory. Gdy znajdzie się w jej w wnętrzu nie będzie już odwrotu – Alicja będzie zdana na łaskę i niełaskę swojej własnej nieświadomości.

 

Widoczny staje się tutaj mechanizm bardzo charakterystyczny dla organizmu zapadającego w senny letarg. Chcąc pogrążyć się w niezakłóconym śnie, człowiek musi wyciszyć wszelkie docierające do niego bodźce zewnętrzne, które mogą go rozpraszać, skutecznie utrudniając zaśnięcie. Aby ten proces ułatwić, psychika człowieka stara się skierować siłę libido „do wewnątrz”, tworząc substytut rzeczywistości nazywany marzeniem sennym [8]. Ten mechanizm, pośrednio łączący się z pracą marzenia sennego, może być pomocny przy interpretowaniu pojawienia się zagadkowego Białego Królika.

 

Gdy Alicja zaczyna balansować na cienkiej granicy pomiędzy jawą a snem, jej psychika stara się skierować zainteresowanie w stronę marzenia sennego. Z pomocą przychodzi w tym wypadku nieświadomość, która kusi dziewczynkę, oddziałując na jej pragnienia natury erotycznej. Przedstawia jej psychiczny obraz libido, symbolizowany przez pędzącego Białego Królika o różowych oczach. Młoda dziewczyna bez wahania ulega chuci. Robi to tym chętniej, że ów królik nieustannie spogląda na zegarek. Jest spóźniony. Próbuje zdążyć. Spieszy się. W tym miejscu pojawia się jeden z głównych motywów, konstytuujących zdarzenia w całym śnie. Z nieświadomości wyłania się bowiem jedno z najskrytszych pragnień Alicji: dziewczyna marzy o rozpoczęciu życia seksualnego jako dorosła i w pełni ukształtowana kobieta. Z tym pragnieniem wiąże się równocześnie wiele trudności i wątpliwości, które dokładnie zostaną wyeksponowane na gruncie całego marzenia sennego.

 

Na razie wróćmy jednak do królika i jego nory. W interpretacji psychoanalitycznej staje się ona ważna z dwu powodów. Po pierwsze, kontynuując pierwszą myśl, obrazuje ona proces coraz głębszego zapadania w nieświadomość. Ukazuje, że nie łatwo będzie powrócić do świadomości – Alicja w zasadzie odtąd nie będzie miała żadnego odwrotu i zostanie skazana na uleganie własnym, podświadomym fantazjom. To bardzo ważne, ponieważ w planie snu dziewczynki będą ujawniały się jej najbardziej skrywane tajemnice. Choć oczywiście zostaną one skrzętnie zamaskowane przed świadomością przy pomocy pracy marzenia sennego, to jednak dla samej dziewczynki nie zawsze będą przyjemne. Wszak Alicja na przestrzeni całego snu niejednokrotnie wspomina, że chciałaby wrócić do domu – w domyśle obudzić się.

 

Po drugie, zgodnie z teorią Freuda, wszelkie otwory pojawiające się w snach mają charakter waginalny, odsyłający do pierwiastka kobiecego. Alicja wskakując do króliczej nory, w rzeczywistości dokonuje skoku w głąb własnej psychiki, osobowości, własnej kobiecości − w głąb samej siebie.

 

Na dnie głębokiej jak studnia nory Biały Królik znika z oczu Alicji, a ona sama trafia do bardzo osobliwego pomieszczenia: „Ze wszystkich stron otaczały ją drzwi, które okazały się pozamykane na klucz. Alicja obeszła ten dziwny pokój dookoła, próbując otworzyć każde z nich, a potem usiadła smutna na środku podłogi. Martwiła się, że nigdy nie zdoła się stąd wydostać” [9]. Symbolika pomieszczenia, z którego nie można się wydostać, jest jednoznaczna i odzwierciedla matczyne łono [10]. W tym przypadku jednak mamy do czynienia z dość nietypową pracą marzenia sennego. Z reguły bowiem symbol ten powoływany jest przez nieświadomość, by wyrazić poczucie bezpieczeństwa, miejsce schronienia. Tutaj natomiast wręcz przeciwnie, ukazuje on poczucie zagrożenia, osaczenia. Alicja obawia się, że ciemiężona przez apodyktyczną matkę, nigdy nie wyłamie się spod jej wpływu i nie wkroczy w dorosłość, rozumianą jako przeżycie inicjacji seksualnej. Potwierdzeniem tej interpretacji są otaczające dziewczynkę zamknięte drzwi. Samo przechodzenie przez drzwi w psychoanalizie jest równoznaczne z odbywaniem stosunku płciowego [11]. To, że drzwi są zamknięte oznacza, że spełnienie jest poza zasięgiem śniącej. Nie posiada ona bowiem klucza (symbolu fallicznego), by je otworzyć.

 

Warto zaznaczyć, że mamy tu do czynienia ze sprzężeniem dwóch myśli, w jednym obrazie, czyli wspomnianym we wstępie zagęszczeniem marzenia sennego. Jesteśmy świadkami, jak sens marzenia sennego staje się trudniejszy do rozpoznania na płaszczyźnie treści marzenia sennego w wyniku jego „zaszyfrowania”.

 

Po przedstawieniu kompleksu Alicji, marzenie senne niezwłocznie powróciło do pełnienia swojej podstawowej funkcji spełniania życzeń [12] i stąd w opisywanym wcześniej pokoiku niebawem pojawił się kluczyk, którego Alicja podświadomie pragnęła.

 

Wraz z pojawieniem się nowego obiektu z nieświadomości śniącej, znów zaczęły wyłaniać się kolejne, dręczące ją wątpliwości. Dziewczynka odkryła, że znaleziony przez nią kluczyk jest za mały, by otworzyć jakiekolwiek drzwi. Mamy zatem do czynienia z tak zwanym kompleksem małego członka. Oznacza to, że wizja pochodzi z początku fallicznej fazy rozwoju dziewczynki [13]. Alicja zaczyna rozumieć, że jej clitoris (która pełni jeszcze funkcję małego fallusa) jest mniejsza niż u chłopców i lęka się, że z tego powodu nie będzie mogła odbyć stosunku płciowego, którego tak bardzo pragnie.

 

Marzenie senne jednak znów spełniło życzenie dziewczynki. Znajduje ona wkrótce ukryte za kotarą małe drzwiczki, które udało się jej z powodzeniem otworzyć. Spełnienie życzenia – chwilowe zaspokojenie libido – natychmiast spowodowało pojawienie się równoważącego je popędu śmierci, Tanatosa. Dziewczynka dokonuje niejako destrukcji własnego życzenia, ponieważ znów zaczyna mieć wątpliwości związane z inicjacją seksualną i stąd na planie treści marzenia sennego, pojawia się problem niedopasowania dziewczynki do drzwiczek, które właśnie otworzyła. Alicja obawia się, że jest za mała, za młoda by rozpocząć współżycie. Ten niepokój zostaje wyrażony paradoksalnie poprzez wyolbrzymienie sprzeczności – Alicji śni się, że jest zbyt duża, by przejść przez drzwi. Ujawnia się tu kolejny z elementów pracy marzenia sennego [14].

 

Niebawem kolejne marzenie senne dziewczynki się ziszcza i znajduje ona buteleczkę z napisem „WYPIJ MNIE”. Myślę, że w tym miejscu dochodzi do kolejnego zagęszczenia i ujawnienia się kolejnych kompleksów Alicji. Po pierwsze, w opowiadaniu wszelka konsumpcja kończy się dla Alicji zmianą rozmiarów. Po wypiciu zawartości butelki dziewczynka znaczenie zmaleje. Jest to jednak tylko jedna z wielu jej następnych metamorfoz, które będą się jeszcze wielokrotnie powtarzały w różnych kontekstach. Tę fantazję możemy interpretować, podobnie jak zrobił to Andrzej Sapkowski w opowiadaniu Złote popołudnie. Bohaterowie tego opowiadania bawią się, ironicznie interpretując wszystko, co przydarzyło się Alicji, przez pryzmat metody psychoanalitycznej. Choć analizy przeprowadzone na kartach tego opowiadania mają charakter raczej prześmiewczy (co w zasadzie można zrozumieć, ponieważ w kulturze wszelkie odwołania do seksualności kojarzą się raczej z rejestrem kolokwialnym i pełnią z reguły funkcję obraźliwą lub w najlepszym wypadku żartobliwą, aniżeli odsyłają do naukowych rozważań), to jednak nie są one pozbawione sensu, szczególnie w obliczu naszych poprzednich ustaleń. Jeden z bohaterów opowiadania Sapkowskiego tak tłumaczy liczne zmiany wzrostu dziewczynki (nazywając je ironicznie, ale i zaskakująco trafnie, kompleksem Prokrusta): „Chodzi o podświadome pragnienie dopasowania się, wzięcia udziału w misterium wtajemniczenia i wkroczenia do świata dorosłych” [15]. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Alicja zmienia kształty, by stać się osobą o odpowiednich standardach (zarówno fizycznych jak i psychicznych). Czuje się zagubiona i wyraża pragnienie, by idealnie dopasować się do zaistniałej sytuacji (podobnie jak Ci wszyscy nieszczęśnicy, który zostawali u Prokrusta na noc i próbowali dopasować się do żelaznych wymogów stawianych przez jego słynne łoże). Stąd tak liczne zmiany w najrozmaitszych sytuacjach.

 

Po drugie, należy wspomnieć, że kompleksy erotyczne nierzadko zostają przeniesione na grunt konsumpcji [16]. Warto przyjrzeć się zatem myślom, które snuje Alicja przed spożyciem zawartości wspomnianej butelki: „Alicja przeczytała już nie jedną milutką historyjkę o dzieciach, które się spaliły […] albo miały inne nieprzyjemne przygody, a wszystko dlatego, że NIE PAMIĘTAŁY kilku prostych zasad […]: jeśli za długo będziesz trzymać pogrzebacz rozpalony do czerwoności, to się poparzysz; jeśli BARDZO głęboko skaleczysz się w palec nożem, to poleci Ci krew; no i ta, którą najlepiej zapamiętała ona sama: jeżeli napijesz się z butelki z napisem «trucizna», to z pewnością ci to zaszkodzi – prędzej czy później” [17]. Pojawia się tutaj bardzo silne zagęszczenie motywów fallicznych: rozgrzany do czerwoności pogrzebacz, nóż i butelka [18]. Te trzy obiekty służą do wyrażenia obaw Alicji wiążących się z odbyciem pierwszego stosunku. Dziewczyna lęka się samego fallusa (pogrzebacz), bólu związanego z defloracją (nóż i krew) oraz spermy, jako „trucizny” powodującej ciążę i wszelkie związane z nią dolegliwości i niedogodności.

 

Ostatecznie Alicja nadal nie może dopasować się na tyle, by móc przejść przez otwarte drzwi, za którymi kryje się wspaniały ogród. Wkrótce pojawia się ponownie Biały Królik, za którym Alicja znów chętnie podąża w inną stronę. Postanawia jednak wrócić do ogrodu, gdy będzie już odpowiedniego wzrostu. Podobnie my wrócimy do interpretowania znaczenia ogrodu, gdy przyjdzie na to czas.

 

Tymczasem Alicja, wędrując dalej po Krainie Czarów, dociera w pewnym momencie do domku z zamkniętymi drzwiami, u progu których siedzi Rybolokaj. Istota próbuje odwieść dziewczynkę od wchodzenia do budynku, z którego dobiegają dziwne hałasy. Alicja ostatecznie sama otwiera wcześniej zamknięte drzwi (bez użycia klucza) i wkracza do domku: „Drzwi prowadziły do wielkiej kuchni, która była całkowicie zasnuta dymem. Na samym środku, na taborecie o trzech nogach siedziała Księżna, kołysząc w ramionach niemowlę, a nad piecem pochylała się kucharka, mieszająca w wielkim kotle coś, co wyglądało jak zupa. «Och w tej zupie musi być za dużo pieprzu» – pomyślała Alicja, kiedy poczuła jej zapach. […] Nawet Księżna kichała od czasu do czasu, bo jeśli chodzi o dziecko, to albo wrzeszczało albo kichało – na zmianę, bez chwili przerwy. Jedynymi mieszkańcami kuchni, którzy nie prychali, byli kucharka i ogromne kocisko” [19]. Spróbujmy zmierzyć się z tym obrazem, choć z góry trzeba zaznaczyć, że nie będzie to łatwe, ponieważ doszło tutaj do bardzo silnego zagęszczenia i rozmycia sensu marzenia sennego – możemy zatem wnioskować, że nieświadomości szczególnie zależało na dokładnym zaszyfrowaniu myśli, która się za nim kryje.

 

Alicja dociera do domku – będącego symbolem kobiecym – i staje przed zamkniętymi drzwiami, zza których dobiegają hałasy. Problem zamkniętych drzwi już znamy – Alicja znów nie może dostąpić spełnienia, wszelkie powtarzające się hałasy i ogólny harmider należy odczytywać zatem,jako gromadzące się napięcie seksualne. Siedzący przed drzwiami Rybolokaj jest natomiast wizualizacją kastracyjnego lęku Alicji (to jeden ze stałych, charakterystycznych i powtarzających się obrazów wskazanych i opisanych przez Freuda [20]). Symbolika ryby jest jednoznaczna, zostaje ona jednak dodatkowo poparta faktem, że oto drzwi na chwilę się otwierają, by wyleciał z nich talerz lecący w stronę głowy Rybolokaja, który ostatecznie tylko ociera się o jego nos. Głowa i nos są symbolami fallicznymi, zaś groźba uszkodzenia ich wiąże się nieodłącznie z obawą przed kastracją.

 

Dziewczynka dostaje się do środka bez klucza – wkracza ona w głąb własnej kobiecości, pojawia się myśl o onanizmie, pierwiastek męski jest zatem w wypadku przekraczania tych drzwi zupełnie zbędny.

 

Siedząca na stołku Księżna jest sennym wyobrażeniem ego Alicji. To, że siedzi ona na stołku o dokładnie trzech nogach, jest bardzo istotną informacją, ponieważ trójka jest liczbą zarezerwowaną w interpretacji psychoanalitycznej dla pierwiastka męskiego. Alicja nadal nie wkroczyła zatem w falliczną fazę rozwoju i, choć wie, że jest dziewczynką, wciąż wydaje się jej, że posiada członek − ponieważ nie pojmuje płciowej dyferencji na poziomie narządów rozrodczych. Jest jednak nim szczególnie zainteresowana, o czym świadczy trzymane na rękach dziecko – symbol własnych organów rozrodczych. Do tego wątku wrócimy jednak za moment.

 

Wcześniej musimy bowiem zwrócić uwagę na symbolikę pieprzu, kotła i mieszającej w nim kucharki. Pieprz sygnalizuje pragnienie, napięcie seksualne. W powietrzu unosi się go tyle, że aż utrudnia widzenie – napięcie jest ogromne. Kocioł jest pierwiastkiem kobiecym, więc Alicja zauważając, że w zupie jest za dużo pieprzu – wyraża obawę, że napięcie wzrastające w jej ciele jest za duże i niemożliwe do zniesienia. Jest ono zresztą ciągle podżegane przez mącącą w kotle kucharkę, która w tym wypadku może być symbolem matki – obiektu pożądania zarówno chłopców, jak i dziewczynek w fazie przedfallicznej. Krzyczące i kichające na zmianę dziecko symbolizuje ciągłe wzrastanie i rozładowywanie napięcia seksualnego, do którego dochodzi w skutek masturbacji. Zaraz po tej scenie Księżna zaczyna bowiem bić i podrzucać trzymane na rękach dziecko, co w marzeniu sennym jest wyrazem onanizmu. Scena ta jest zatem wyrazem głęboko ukrytych pragnień Alicji wobec własnej matki, które dziewczynka rozładowuje w akcie samogwałtu. Wiąże się ona jednak z pewnym poczuciem winy i wątpliwościami, które ujawniają się w kolejnej scenie.

 

Sytuacja bowiem diametralnie zmienia się, gdy Alicja zwraca uwagę na kota (który podobnie, jak ryba przed drzwiami jest ostrzeżeniem przed kastracją): „Kucharka zdjęła z ognia kociołek pełen zupy i natychmiast zabrała się do nowej roboty: wszystkim co jej wpadło w ręce, rzucała w Księżną i niemowlę […]. Księżna nie zwracała na nie [lecące sprzęty kuchenne – B.S.] najmniejszej uwagi nawet, gdy coś w nią uderzyło, a dzieciak i tak wrzeszczał z całych sił, więc trudno było powiedzieć, czy uderzenia są bolesne, czy nie. –  «Och BŁAGAM, patrz, co robisz!» – krzyknęła Alicja i przerażona zerwała się na równe nogi – «Och przecież tu jest jego śliczny nosek». Wyjątkowo duży rondel minął maleństwo zaledwie o włos i o mało nie utrącił małego nosa. – «Gdyby każdy zajmował się wyłącznie swoimi sprawami» – ochryple burknęła Księżna − «świat krążyłby znacznie szybciej, niż krąży»” [21]. Lęk przed kastracją pociąga za sobą cały łańcuch wątpliwości. Na grunt nieświadomości wdzierać zaczynają się myśli charakterystyczne dla poziomu superego. Alicja lęka się, że jej matka (wobec której bohaterka musi żywić bardzo ambiwalentne uczucia) ukarze ją za zbytnie uleganie własnemu libido i nieustanne samozaspokajanie się, pozbawiając ją i tak małego już fallusa – stąd powtarzająca się uwaga o „małym, ślicznym nosku”. Ponadto Alicja staje oko w oko z samą sobą, a raczej jedną z wersji samej siebie. Księżna jest bowiem młodszą, mniej świadomą Alicją, która żyje w cieniu matki, zaspokojenie odnajduje w onanizmie i nie widzi zagrożenia kastracją. Skupia się jedynie na samej sobie i na swoich narządach – stąd jej uwaga o „zajmowaniu się swoimi sprawami”.

 

Starsze, bardziej świadome wcielenie Alicji, postanawia ukrócić obciążający dla superego proces i wynosi dziecko z dala od wpływów matki i samogwałtu. Dziecko zamienia się w świnkę i odchodzi do lasu. Alicja przestaje się zatem koncentrować na własnej płciowości i w miarę jak prosie się oddala w stronę głuszy, „dziewczynka czuje wzrastającą ulgę”. Tym samym ambiwalentne uczucia żywione wobec matki ulegają przekształceniu – niebawem przerodzą one w szczerą, podświadomą nienawiść, jesteśmy bowiem oto świadkami wkroczenia Alicji w fazę falliczną rozwoju. Oznacza to również, że w dziewczynce zaczyna dochodzić do głosu kompleks Elektry (żeński odpowiednik kompleksu Edypa, wprowadzony wprawdzie dopiero przez Gustawa Junga, ale jednak dobrze opisujący motywacje Alicji [22]).

 

Po wkroczeniu w fazę falliczną i jeszcze paru perypetiach, które są mniej istotne dla snutych przez nas rozważań, Alicja „dorosła” na tyle, by wreszcie idealnie dopasować się do maleńkich drzwiczek, o których przekroczeniu marzyła – spełniło się zatem jej życzenie dotyczące inicjacji seksualnej. Po przekroczeniu progu Alicja znalazła się w przepięknym ogrodzie, który jest wyobrażeniem pełnej, dojrzałej kobiecości. Spełnieniu marzenia towarzyszył taki oto obraz: „Tuż przy wejściu do ogrodu stało ogromne drzewo różane. Kwitły na nim białe róże, które trzech ogrodników przemalowywało na kolor czerwony pilnie pracując wśród gałęzi” [23]. Ten obraz jest bardzo czytelny, ponieważ silnie bazuje na utrwalonych w kulturze, wtórnych symbolach. Biała róża jest symbolem niewinności. Zostaje przemieniona w czerwoną, ponieważ zostaje skalana podczas inicjacji. Czerwień jest także kolorem krwi, pojawiającej się podczas pierwszego stosunku. Nie bez znaczenia pozostaje także to, że metamorfoza kwiatów dokonuje się za sprawą trzech ogrodników. Liczba trzy silnie akcentuje pierwiastek męski w tym obrazie. Po chwili jednak w umyśle śniącej, pojawia się nowa myśl, która powoduje zagęszczenie obrazów – jeden z rzeczonych ogrodników tłumaczy obraz, dokonując jego reinterpretacji: „[…] tutaj powinno rosnąć drzewo, na którym kwitną czerwone róże, no, a my przez pomyłkę zasadziliśmy białe. Jeśli Królowa to odkryje, zetnie nam wszystkim głowy, wie panienka” [24].

 

Na jaw wychodzi w tym miejscu charakterystyczna dla kompleksu Elektry skłonność do traktowania matki jako rywalki w konkurencji o względy seksualne mężczyzn – szczególnie ojca. Panująca w ogrodzie czerwień kwiatów jest symbolem dominacji w ogrodzie (wyrażającego esencje kobiecości) pierwiastka matczynego. Biel nowo posadzonego kwiatu symbolizuje natomiast pojawienie się Alicji w strefie wpływów matki. Królowa (matka) staje się dla Alicji konkurentką w dążeniu do zdobycia penisa i władzy jaką z nim wiąże. Kształtuje się zazdrość o członek – żeński akcent kompleksu kastracyjnego. Dziewczyna obawia się, że matka będzie próbowała odebrać jej fallusa − którego udało się jej niejako „zdobyć” podczas pierwszego stosunku − kastrując nie ją, ale jej seksualnego partnera – stąd znów pojawia się motyw dekapitacji, będącego onirycznym symbolem kastracji. Alicja gotowa jest stawić czoła rozkazom królowej. Dziewczynka decyduje się ukryć ogrodników, uniemożliwiając matce zdobycie ich głów (fallusów). Rywalizacja między matką a córką rozszaleje się i będzie trwała już do samego końca opowiadania.

 

Przyjrzyjmy się kolejnemu obrazowi, tym razem pochodzącemu z sali sądowej: „Przy Królu stał Biały Królik z trąbką w jednej ręce i zwitkiem pergaminów w drugiej. Na samym środku sali sądowej ustawiono stół, na którym widać było wielki talerz pełen ciastek: wyglądały tak smakowicie, że Alicja od samego patrzenia poczuła się głodna. «Chciałabym, żeby było już po procesie» – pomyślała – «i żeby był akurat czas na mały poczęstunek!»” [25].

 

Przed naszymi oczami pojawiają się kolejne elementy charakterystyczne dla kompleksu Elektry. Biały Królik symbolizujący libido Alicji nie hasa już chaotycznie, tylko zaznacza swoją obecność wyraźnie u boku Króla, który w psychoanalizie zawsze jest figurą oznaczającą ojca. Całe swoje zainteresowanie seksualne Alicja kieruje zatem w stronę jego osoby. Nie bez znaczenia jest także pojawienie się w bliskim sąsiedztwie figury ojca, ciasteczek. Ustaliliśmy już wcześniej, że konsumpcja w symbolice sennej jest ekwiwalentem stosunku płciowego. Alicja nie może doczekać się zjedzenia ciasteczek, ponieważ czuje silny głód. Praca marzenia sennego z łatwością zamienia ze sobą w symbolice sennej wszelkie podstawowe pragnienia pochodzące ze sfery id, podobnie jak wcześniej zamieniała procesy pozwalające te pragnienia ugasić (przypomnijmy kichanie w kuchni przesyconej pieprzem, które przynosiło nagłą ulgę i rozładowanie napięcia – tym samym mogło stać się symbolicznym ekwiwalentem orgazmu). Dziewczynka czuje zatem tętniącą w żyłach chuć, marzy o odbyciu stosunku płciowego. Sens marzenia sennego kryje zatem głębokie pragnienie spółkowania z ojcem − posiadaczem fallusa – którego spełnienie ściśle wiązałoby się z realizacją kompleksu Elektry.

 

Wkrótce jednak Alicja znów zaczyna rosnąć, choć trudno jednoznacznie orzec w tym wypadku, czym jest to spowodowane. Być może dzieje się tak dlatego, że marzenie senne dobiega końca – Alicja zaczyna się wybudzać – psychika dziewczynki zaczyna więc przygotowywać się do ponownego oddania się we władanie świadomości. Niezależnie jednak od przyczyny istotne staje się to, że Alicja, gdy zostaje wezwana na świadka podczas rzeczonego procesu sądowego, jest już pierwotnych rozmiarów i staje się to powodem jej odrzucenia przez ojca: „W tej samej chwili Król, który wcześniej zajął się zapisywaniem czegoś w notesiku, zawołał: Cisza! – I odczytał ze swego notesu: – Punkt Czterdziesty Drugi: KAŻDA OSOBA, KTÓREJ WZROST PRZEKRACZA JEDNĄ MILĘ, ZOBOWIĄZANA JEST DO OPUSZCZENIA SĄDU. Wszyscy spojrzeli na Alicję. – Ja nie mam JEDNEJ MILI WZROSTU.– Masz – rzekł król. – Masz ponad dwie mile – dodała Królowa” [26]. Alicja znów czuje się zatem „niedopasowana do sytuacji”, wyolbrzymiona zostaje cecha jej wzrostu, którą odczytywać można w relacji odwróconej, podobnie jak to robiliśmy wcześniej. Znów daje o sobie znać kompleks Prokrusta. Alicja obawia się, że jest za mała, by stać się partnerką dla własnego ojca – dlatego zostaje odrzucona we śnie. Ponadto przegrywa także rywalizację z własną matką, która kładąc silniejszy akcent na jej niedyspozycji dodatkowo upokarza dziewczynkę.

 

Wkrótce sen dobiega końca. Psychika Alicji wyrywa się z objęć nieświadomości i powoli znów powraca w okowy świadomości. Marzenie senne kończy się niespodziewanie obrazem wirującej w powietrzu talii kart. Wiąże się to z faktem, że w tym samym czasie siostra Alicji zaczęła strząsać listki z twarzy pogrążonego w letargu ciała, które spadły na nie z drzewa. Mimo że sen dobiega końca, praca marzenia sennego nadal stara się kierować zainteresowanie śniącej „do wewnątrz” i przetwarza dźwięki spadających liści dobiegające z zewnątrz na elementy marzenia sennego tak, by kontynuować sen [27]. Alicja jest jednak już zbyt świadoma, by dać się nabrać na kolejny wybieg nieświadomości i wkrótce budzi się, opowiadając siostrze, niemal jak terapeucie, wszystko, co się jej przyśniło.

 

Cisza. Po zakończeniu lektury psychoanalitycznej zawsze zapada niezręczna cisza. Odbiorca targany jest wątpliwościami: pierwszy pojawia się pobłażliwy (choć doprawiony nutką szyderstwa) uśmiech, artykułowany z charakterystycznym, przytłumionym sapnięciem – w lekturę psychoanalityczną nieodłącznie wpisane jest niedowierzanie. Ten uśmiech szybko jednak znika, bo nagle pojawia konsternacja i poprzedzająca ją myśl: „A co, jeśli to prawda”?

 

To jedno pytanie ściąga na czytelnika czarną chmarę innych, bardziej problematycznych, które sprawiają, że nim ten się spostrzeże, już będzie spadał w głąb siebie, podobnie jak Alicja w głąb króliczej nory. Wabiącym doń białym królikiem zdaje się być obietnica poznania siebie, swych najskrytszych popędów, własnej duszy. Samo dopuszczenie do siebie myśli, że za procesem odbioru, oceny i zapamiętywania pewnych obrazów w dziele sztuki, może stać nieświadomość, jest dla czytelnika małą rewolucją. Rodzi się zwątpienie, szpilka zostaje wetknięta w epistemologiczne podstawy jednostki stanowiące konstytutywny element samorozumienia, które zazwyczaj zdają się oczywiste i nienaruszalne, toteż rzadko przychodzi im drżeć w posadach, tak jak ma to miejsce podczas zderzenia z metodą psychoanalityczną.

 

To jedno zdarzenie już zdaje się świadczyć o pewnej wartości takiego niekonwencjonalnego podejścia do dzieła literackiego. Nawet, jeśli samo to – nierzadko kontrowersyjne – odczytanie teksu nie przekona odbiorcy, to zawsze jednak zakłóci jego czytelniczy spokój, zasieje ziarno wątpliwości. Oto przez chwilę chociaż przestanie mu się wydawać, że to on nad wszystkim panuje, że zrozumienie odczytanych treści i umieszczenie ich w odpowiednim kontekście wystarczy, by tekst stał się dla niego znany, przyjazny i niejako oswojony. Podczas lektury psychoanalitycznej (szczególnie dobrze znanych już tekstów) jest tak, jak z zamieszkiwaniem starego i znanego na wylot domu, w którym niespodziewanie, po wielu latach użytkowania, pod dywanem, odkrywa się ukryte wejście do zawalonej piwnicy, a tym samym do miejsca, gdzie znajdują się fundamenty domu, gdzie nasi „rodzice” niegdyś chowali przed nami swe najskrytsze tajemnice. Klapa w podłodze jest zamknięta, pod nią zaś panują ciemności i chaos. Mimo że mało kto odważy się zejść do środka, a większość skrupulatnie przykryje rzeczone wejście dywanem jeszcze dokładniej niż przedtem, to naturalne poczucie bezpieczeństwa zostanie zakłócone, ciepło domowego ogniska nieco przygaśnie, a w świadomości zaszczepiona zostanie informacja, że naszą podłogę mogą tworzyć stropy labiryntów niezbadanych korytarzy. Ostatecznie bowiem, choć zdania na ten temat są podzielone, jednej cechy na pewno nie odmówiłaby psychoanalizie żadna ze stron: można ją kochać, można jej nienawidzić – ale przejść obok niej obojętnie, nie ustosunkowawszy się wcześniej, nie sposób. Psychoanalityczna lektura utworu może stać się zatem przyczynkiem do poszerzenia czytelniczych horyzontów, prowokacją skłaniającą do dokonania pewnych przesunięć w rozumieniu własnych procesów poznawczych, czy zaproszeniem do uznania nieświadomego w sobie, a to tylko część elementów składających się na owo „inne spojrzenie”, o którym wcześniej wspominałem.

 

Istnieją badacze, którzy posuwają się o krok dalej, twierdząc, że psychoanalityczna lektura dzieła pozwala odkryć wpływy, jakie tekst podświadomie wywiera na odbiorcę i na tej podstawie wytłumaczyć popularność, moc i siłę oddziaływania na wyobraźnie niektórych obrazów czy motywów. Warto zauważyć, że taki sposób odczytywania rzadko kiedy bywa autonomiczny. Z reguły bowiem zaangażowany zostaje weń dodatkowo – często mimowolnie − zbiorowy, domyślny i, co najważniejsze, hipotetyczny czytelnik, przez pryzmat odczuć i drgań jego nieświadomości próbuje się tłumaczyć pewne ogólnoludzkie tendencje (badać duszę).

 

Jednym z wyżej wspomnianych badaczy, kładących silniejszy nacisk na znaczenie efektów lektury psychoanalitycznej, jest Bruno Bettelhiem, autor psychoanalitycznej próby odczytania baśni. W swoim dziele Cudowne i Pożyteczne o znaczeniach i wartościach baśni [28] spróbował on zgłębić i wyjaśnić fenomen popularności niektórych baśni oraz obnażyć mechanizmy ich oddziaływania na czytelnika. Główną tezą jego rozważań, jest przekonanie o tym, że w baśniach szczególnie silnie rozwinięte są pierwiastki poruszające duszę odbiorcy, w związku z czym pełnią one rolę swego rodzaju podświadomych przewodników w rozwoju psychologicznym dziecka (a także ogólnie – człowieka) [29]. Bettelhiem twierdzi, że opowiadane przez wieki, pojawiające się w różnych wersjach, bo wzbogacane przez kolejne przytoczenia, baśnie klarowały i kształtowały się w taki sposób, by ostatecznie stworzyć swego rodzaju esencję, będącą najczystszym odbiciem wewnętrznych, z reguły związanych z problemami rozwoju osobowości, konfliktów człowieka.

 

W rozumieniu Bettelheima baśnie pełnią podwójną rolę: Po pierwsze, mają one stanowić swego rodzaju opokę i otuchę dla dziecka, które, odczytując właściwe, choć pozostające w sferze nieświadomości treści, uspokaja się, że napawające je niepokojem myśli związane z konfliktem edypalnym, czy z brakiem poczucia jedności osobowości, są czymś normalnym, przydarzającym się nie tyko im i mającym z reguły szczęśliwe rozwiązanie (stąd tak istotne, pojawiające się w baśniach zakończenie: „…i żyli długo i szczęśliwie” nabiera nowego, mniej konwencjonalnego znaczenia). Po drugie, mają one stanowić przestrogę przed zachowaniami patologicznymi, zbytnim przywiązywaniem się do jednego stadium rozwoju i zaniechaniem dążenia do dorosłości czy też zbytnim przywiązaniem do któregoś z rodziców. Owa przestroga odbywa się poprzez podświadome prezentowanie problemu, ukazanie jego przykrych konsekwencji, a później jego szczęśliwe, choć okupione dużym wysiłkiem, rozwiązanie. Zdaniem badacza, ludzie tak chętnie przez wieki sięgali po baśnie, ponieważ stymulowały one prawidłowy rozwój wewnętrzny (zarówno dzieci, jak i rodziców), koiły podświadome lęki, a także dawały nadzieję na uzdrowienie sytuacji problematycznych.

 

Wobec takiego rozumienia sposobu istnienia i funkcjonowania baśni, lektura psychoanalityczna staje się narzędziem, które pozwala te wpływy odkryć, zinterpretować i wykazać, w jaki sposób mogą one oddziaływać na podświadomość czytelnika. Bettelheim w swej pracy tłumaczy, dlaczego tak popularne są obrazy pochodzące z baśni i dlaczego tak łatwo zapadają nam w pamięć. Dzieje się tak, ponieważ treści zawarte w tych tekstach są nam tak wewnętrznie bliskie i tak silnie oddziałują na naszą podświadomość, że zdają się wprost z niej wypływać. To rodzaj momentalnego olśnienia, odnalezienie dawno utraconego przyjaciela – to sytuacja podobna do tej, gdy po wielu latach usłyszymy fragment ulubionej melodii z lat dzieciństwa. Zostajemy porażeni – te dźwięki zdają są nam szalenie bliskie, udaje się nam jednak odtworzyć w pamięci zaledwie ich niewielką część i za nic nie potrafimy powiązać ich z żadnym obrazem czy tytułem. Z uporem maniaka jednak zadręczamy się, by odkryć pierwotne źródło tych dźwięków – jego nazwa zdaje się formować na końcu języka, z reguły jednak zawsze pozostaje niewypowiedziana, samą melodię jednak zapamiętujemy na długo, jako bardzo nam bliską.

 

W objaśnianiu dlaczego akurat ten, a nie inny fragment baśni wydał się nam szczególnie bliski, na jakie obszary naszej nieświadomości może on oddziaływać oraz od jakich potencjalnych problemów się odwołuje, może pomóc właśnie psychoanaliza. Obietnica odkrycia i nazwania tych niepojętych elementów w nas samych wydaje się nader interesująca. Czytelnik z wypiekami na twarzy czeka na efekty takiej psychoanalitycznej lektury, by ostatecznie jednak poczuć się nieco skonfundowany. Zgodnie z interpretacjami Bettelheima bowiem, za historią znanej wszystkim fantastycznej chatki z piernika, z zapałem konsumowanej przez Jasia i Małgosię, kryją się równie bliskie nam wszystkim „lęki i doświadczenia małego dziecka, które musi nauczyć się, jak przezwyciężać i poddawać sublimacji pierwotne tendencje do inkorporacji, a więc tendencje destrukcyjne” [30]. Powtarzane z uporem przez demoniczną macochę Królewny Śnieżki: „Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie” okazuje się wynikać z „[…] przytwierdzenia do narcyzmu pierwotnego oraz zatrzymania się w fazie zachłanności oralnej” [31] i wypływać z zagrożenia odczuwanego przez rodzica narcystycznego w związku z pojawianiem się dziecka – istoty młodszej i sprawniejszej od niego samego [32]. Zaś główny krąg skojarzeń, jakie budzi w dziecku obraz nakłucia palca wrzecionem od przędzarki przez
 w-tym-momencie-jeszcze-czuwającą królewnę, która zaraz po nim pogrąży się w głębokim śnie, „w podświadomości odnosi się jednak nie tyle do aktu seksualnego współżycia, co do krwawienia miesięcznego. […] Dla młodej dziewczyny (a także, choć w odmienny sposób – dla młodego chłopca) krwawienie miesięczne to zdarzenie, które przy braku emocjonalnego przygotowania przeraża. Królewna, zaskoczona przez nagłe pojawienie się krwi, nie mogąc temu zdarzeniu podołać psychicznie, zapada w długi sen […]” [33].

 

Znów zapada niezręczna cisza…

 

Choć oczywiście powyższe cytaty zostały przywołane w sposób dość tani i tendencyjny (bo ostatecznie wartości, kunsztu i pieczołowitości wykonania analizom przeprowadzonych przez Bettelheima odmówić nie można), to jednak ma to na celu lepsze ukazanie pewnej kwestii.

 

Wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę na pewien aspekt psychoanalitycznej lektury, który dla laika jest zupełnie oczywisty, a który przez większość specjalistów zdaje się przemilczany i ukryty pod maską poważnej twarzy poważnego naukowca. Chodzi mianowicie o komizm, który rodzi się w wyniku takiego podejścia do literatury. Trudno wprawdzie rozsądzić, czy jest to raczej rodzaj komizmu sytuacyjnego, związanego z tym, że oto rzeczony poważny naukowiec, po latach arcypoważnych studiów, wyciąga swoje narzędzia – z którymi również nie ma żartów – po to, by ostatecznie przedstawić (mówiąc w dużym uproszczeniu) obraz bohatera-dewianta, uwikłanego w większość możliwych do pomyślenia (tych niemożliwych zresztą też) problemów rozwojowych, z reguły ściśle powiązanych z seksualnością, stosunkami w rodzinie i zaburzeniami osobowości, które w codziennych kontaktach międzyludzkich przywoływane są raczej w kontekście obraźliwym lub żartobliwym. Oczywiście w przypadku psychoanalizy treści te poruszane są w zupełnie innej wierze i okolicznościach, jednak oprawienie ich w ramę doniosłości i prezentowanie wyników swojej pracy z charakterystyczną dla naukowych rozpraw estymą, zdaje się to codzienne rozumienie uatrakcyjniać, uaktualniać i, co najgorsze, dodatkowo potęgować efekt komizmu [34]. Czy też może jest to rodzaj komizmu gorzkawego, rodzącego się u odbiorcy w momencie, gdy do jego świadomości dociera ironiczność całej sytuacji. Oto okazuje się bowiem, że wszystkie jego ulubione historie z lat dzieciństwa, które tak dobrze zapamiętał, i które miał zamiar przekazać własnym dzieciom, utkwiły mu w pamięci tylko dlatego, że odwoływały się do popędów i kompleksów, które akurat w tym czasie zaprzątały jego nieświadomość.

 

Niezależnie od jego źródła, komizm zdaje się być nieodłącznym elementem lektury psychoanalitycznej, tak samo jak jej konstytutywną cechą są odwołania do bardzo głęboko skrywanej i nierzadko wstydliwej seksualności. Choć domyślam się, że z czasem i ilością przeczytanych psychoanalitycznych lektur, ten komizm przestaje być odczuwalny i zostaje zepchnięty na dalszy plan wobec dążenia do uchylenia rąbka nieświadomości, to jednak wydaje mi się, że nie należy o nim zupełnie zapominać. Skoro psychoanaliza ma być nauką humanistyczną w pełnym tego słowa znaczeniu i pomagać zbliżyć się do istoty człowieczeństwa (a taki zdaje się zamiar przyświecał jej twórcy od samego początku [35]), to należy ją przeprowadzać i odbierać, mówiąc kolokwialnie, z całym bogactwem inwentarza – a zatem mając w świadomości, że operuje się w niej pojęciami kontrowersyjnymi, które w pierwszym kontakcie mogą wywoływać śmiech, i że oba te aspekty (seksualność i śmieszność), są nieodłącznie wpisane w żywot każdego człowieka. Próby złagodzenia tego dyskursu, by zniwelować efekt komiczny, czy też by uwypuklić pierwiastek naukowy zdają się bezcelowe i godzą w podstawowe zadanie lektury psychoanalitycznej – odsłanianie prawdy o duszy [36]. Aby z podniesioną głową móc zaakceptować wyniki lektury psychoanalitycznej (z której nierzadko wynika, że natura człowieka ma wymiar nader przyziemny, pierwotny, i że pozostaje on ciągle uwikłany w konflikty, ambiwalencje, niespełnione pragnienia), niezbędne zdaje się zachowanie odpowiedniego dystansu wobec takiego odczytania i samego siebie.

 

Taka pozycja badawcza pozwala przyznać, że choć część ustaleń psychoanalitycznych fatycznie zdaje się dotykać sedna rzeczy, zdradzać i tłumaczyć pewne czytelnicze motywacje, to jednak zawsze wywołuje także pewien zawód, uczucie pustki i niespełnienia. Trudno bowiem uwierzyć, że cała literacka wspaniałość, wszystkie piękne wersy i poruszające obrazy oraz subtelnie dobierane słowa, są jedynie pretekstem do wyrażenia ruchów nieświadomości. Pierre Péju – inny badacz zajmujący się fenomenem baśni – w następujący sposób komentuje psychoanalityczne podejście do tego gatunku literackiego: „Bettelheim usiłuje w pewnej mierze sprowadzić ducha cudowności do nastoju tajemnicy. Tajemnica zakłada, że niejasna wypowiedź kryje w sobie ewidentne wyjaśnienie, chociaż nie potrafimy go objąć rozumem. Otóż Bettelheim każe nam patrzeć na każdy element baśni, jak na wskazówkę wiodącą na drogę jej «głębokiego znaczenia» […]. Oczywiście Bruno Bettelheim nikomu nie wzbrania «niewinnie» oddawać się tonom baśni ani pozwolić, by owe napływające i odpływające obojętne obrazy nakładały się na jakieś zamierzone znaczenie, wprowadza jednak w stan ducha polegający na podejrzeniu jedynego sensu, który – pod pretekstem pedagogicznym – raczej nam szkodzi niż coś wnosi” [37].

 

Z Cudownego i pożytecznego, po psychoanalitycznej lekturze baśni, pozostaje zatem tylko to drugie, cała cudowność zaś zostaje z niej wyzuta. Skupienie się na treściach domniemanych, ukrytych czy zaszyfrowanych nie powinno badaczowi przysłonić dosłownej wartości tekstu. Sama psychoanaliza bowiem, choć ciągle się rozwija, ma do zaoferowania dość skromny repertuar fabuł i odczytań, co nieuchronnie prowadzi do tego, że większość, nawet najbardziej kunsztownie przygotowanych i urozmaiconych tekstów, zostaje ostatecznie sprowadzona do szablonowego dramatu rodzinnego lub historii jednostki próbującej odnaleźć swoje miejsce. Posługiwanie się gotowymi wzorami i tak znaczne uogólnianie na pewno nie przybliża czytelnika do samopoznania i zgłębienia najciemniejszych zakątków własnej duszy.

 

Jeśli teksty literackie mają być poddawane psychoanalizie (utrzymanej w duchu Freudowskim), to nie można ona zatracić swoich podstawowych celów i konstytutywnych wartości – a zatem, między innymi, poznawania ludzkiej duszy w oparciu o indywidualne podejście do każdej psychiki z osobna. Niezbędnym zatem wydaje się uwzględnienie takich oczywistości jak to, że każdy tekst jest inny, podobnie, jak nie ma dwu takich samych czytelników, i stąd mnogość zależności rodzących się w momencie spotkania obu tych zmiennych staje się nieprzeliczona. Choć oczywiście część odczuć i skojarzeń w obliczu danego tekstu będzie wspólna i powtarzająca się u większej liczby odbiorców (zdaje się, że ta właśnie część zostaje utrwalona w psychoanalitycznym odczytaniu), to jednak znaczenia różnic pojawiających się między odczytaniami i wrażeniami z nimi związanymi nie należy pomijać − co więcej, te drobne szczegóły, odróżniające jedną lekturę od drugiej, mogą okazać się nawet istotniejsze w dążeniu do wymagającego indywidualnego podejścia samopoznania.

 

Péju, jako zwolennik cudowności i niezwykłości w baśniach, które w jego mniemaniu oddziaływają na tkwiące w każdym człowieku „jądro dzieciństwa”, proponuje, aby po prostu poddać się niezwykłości tekstu, w jego warstwie zewnętrznej i nie próbować nawet zapuszczać się w jego ewentualne głębie – w rozumieniu psychoanalitycznym – by nie niszczyć niepowtarzalnego, artystycznego wrażenia [38]. Choć takiego zagrożenia oczywiście nie można wykluczyć, to jednak polityka niepatrzenia, aby nie widzieć, zdaje się dość wątpliwa, szczególnie pod względem badawczym. Niewykorzystanie, czy zanegowanie potencjału lektury psychoanalitycznej, mając w świadomości korzyści, jakie może ona przynieść, zdaje się marnotrawstwem, nawet jeśli jej wykorzystanie wiązałoby się z ryzykiem odarcia tekstu z niepowtarzalnego wrażenia cudowności. Owo ryzyko zresztą można – jak sądzę – dość łatwo zminimalizować, jeśli przyjmie się (wspomnianą wcześniej) odpowiednio świadomą i zdystansowaną pozycję badawczą wobec Freudowskiej metodologii. Będąc mentalnie przygotowanymi na to, co przypuszczalnie czai się w ciemnościach duszy, możemy odważyć się zstąpić do głębin i wyjść z takiej konfrontacji z tekstem obronną ręką, bogatsi jednak o owo przewartościowujące „inne spojrzenie”.

 

Choć jest ono ważne i być może niezbędne by móc w pełni odczuć oraz zbadać dany tekst, to jednak nie należy przeceniać jego wartości. Aby spojrzenie mogło być „inne”, musi mieć pewną podstawę do której może się odnieść, i od której może się różnić, stąd główna wartość poznawcza ostatecznie zdaje się leżeć po stronie tradycyjnej lektury tekstu i osobistego obcowania z dziełem. W myśl tych ustaleń psychoanaliza powinna być traktowana nie tyle jako metodologia główna, co pomocnicza, rzucająca nowe światło na problematyczne i niezrozumiałe fragmenty tekstu, jak również, jako pozostająca w świadomości i tętniąca podskórnie alternatywa czy sugestia interpretacyjna.

 

Tu rozważania na temat psychoanalizy dobiegają końca – to niechybny znak, że zaraz znów zapadnie cisza.



[1] Z. Freud, Objaśnianie marzeń sennych, t. 1, Warszawa 1997.

[2] Zob. F. Crews, Czy literaturę można poddawać psychoanalizie?, w: Psychoanaliza i literatura, red. M. Głowiński, Gdańsk 2001.

[3] Jest to możliwość o tyle atrakcyjna, że psychoanaliza może mieć o wiele szersze zastosowanie, niż z pozoru mogłoby się wydawać. Z badań Danuty Danek wynika, że metodę psychoanalityczną względem literatury możemy wykorzystać na trzech poziomach: w odniesieniu do postaci literackich – badając ich myśli i zachowania, w odniesieniu do odbiorcy – wykazując, jaki wpływ wywiera na niego dzieło literackie oraz dlaczego tak się dzieje i w końcu (zachowując odpowiednie względy bezpieczeństwa) – w odniesieniu do autora. W tym ostatnim wypadku, badaniu można poddać wyobraźnię autora, odkryć nieuświadomione powody posługiwania się takimi, a nie innymi obrazami i następstwami fabularnymi oraz analizować zawieszenia i niedopowiedzenia wyczuwalne w tekście. Ostatecznie psychoanalizę wykorzystać można, by stworzyć swego rodzaju poetykę w świetle psychologii, która w oparciu o znajomość struktur procesów myślowych i określonych konstrukcji znaczeniowych, kreowanych przez człowieka, pozwalałaby badać, tłumaczyć i porządkować wytworzone na tej podstawie nawet najbardziej zawiłe, chaotyczne i pozornie niezrozumiałe struktury wypowiedzi literackich. Zob. D. Danek, Nauka o literaturze a psychologia. Zwrot ku odmiennemu ujęciu, w: tejże, Sztuka Rozumienia. Literatura i psychoanaliza, Warszawa 1997, s. 20-39.

[4] Z. Freud, Pisarz i fantazjowanie,  przeł. B. Kocowska, w: K. Pospiszyl, Zygmunt Freud. Człowiek i dzieło, Wrocław 1992.

[5] I. Iwasiów, Słownik nieświadomości. Sny literackie po psychoanalizie, „Teksty Drugie” 1998, nr 1-2, s. 55-61.

[6] Tamże.

[7] Zob. Z. Freud Marzenia senne, w: tegoż, Psychopatologia życia codziennego; Marzenie senne, Warszawa 2000.

[8] Z. Freud, Objaśnianie marzeń sennych, dz. cyt., s. 431-432

[9] L. Carroll, Alicja w Krainie Czarów, przeł. B. Kaniewska, Poznań 2010, s. 19.

[10] Z. Freud, Marzenia senne, dz. cyt., s. 404.

[11] Tamże.

[12] Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, wyd. 4, Warszawa 1984, s. 226-240.

[13] Zob. Z. Freud, O dziecięcych teoriach seksualnych, w: tegoż, Życie seksualne, Warszawa 1999, s. 244-250.

[14] Z. Freud, Wstęp do psychoanalizy, dz. cyt., s. 195.

[15] A. Sapkowski, Złote popołudnie, w: tegoż, Coś się kończy, coś się zaczyna, Warszawa 2004, s. 224.

[16] Zob. Z. Freud, Objaśnianie marzeń sennych, dz. cyt., s. 304-305.

[17] L. Carroll, dz. cyt., s. 22.

[18] Z. Freud Marzenia senne, dz. cyt., s. 404.

[19] L. Carroll, dz. cyt., s. 82.

[20] Zob. Z. Freud, Objaśnianie marzeń sennych, dz. cyt., s. 306.

[21] L. Carroll, dz. cyt., s. 84.

[22] Zob. Kompleks Edypa w: Słownik psychoanalizy: klasyczne pojęcia, nowe koncepcje, red. B. Fine, B. Moore, przeł. E. Modzelewska, Warszawa 1996.

[23] L. Carroll, dz. cyt, s. 109.

[24] Tamże, s. 110.

[25] Tamże, s. 149.

[26] Tamże, s. 163.

[27] Zob. Z. Freud, Marzenia senne, dz. cyt., s. 400.

[28] B. Bettelhiem, Cudowne i pożyteczne o znaczeniach i wartościach baśni, przeł. D. Danek, Warszawa 2010.

[29] Tamże, s. 26-34.

[30] Tamże, s. 254.

[31] Tamże, s. 322.

[32] Zob. tamże, s. 316.

[33] Tamże, s. 362-363.

[34] Co ciekawe, artyści już dawno zauważyli ten aspekt psychoanalizy i z powodzeniem wykorzystali go w swoich pracach –miało to na przykład miejsce w przywoływanym już wczesnej Złotym popołudniu Andrzeja Sapkowskiego czy wielu filmach Woody’ego Alena.

[35] Zob. B. Bettelheim, Freud i dusza ludzka, przeł. D. Danek, Warszawa 1994, s. 55-65.

[36] Poznawanie duszy to funkcja wpisana przez ojca psychoanalizy już w samą nazwę tej dziedziny, której znaczenie często jednak uchodzi uwadze współczesnego odbiorcy. Jak zauważa Bettelheim, to sztucznie utworzone zapożyczenie, będące połączeniem dwu, zupełnie przeciwstawnych, pochodzących z greki terminów: „«Psyche» to dusza, i słowo to pełne jest przebogatych znaczeń, budzi rezonans emocjonalny, jest na wskroś ludzkie i nie ma charakteru pojęcia naukowego. «Analiza» zakłada dystans, poddawanie naukowemu badaniu”. Zob. tamże, s. 31. Uświadomienie sobie, w gruncie rzeczy dość oczywistej istoty tej metody, pozwala podejść do psychoanalizy w sposób pełniejszy, bo uwrażliwiający i utrudniający bezosobowe, martwe obcowanie z nieuświadomionymi treściami.

[37] P. Péju, Dziewczynka w baśniowym lesie. O poetykę baśni: w odpowiedzi na interpretacje psychoanalityczne i formalistyczne, przeł. M. Pluta, Warszawa 2008, s. 70-71.

[38] Tamże, s. 74-75.

Wróć