nr: 1/2015Maska

Interpretacje

„Wielki filozof”, czyli spór o interpretację

 

Problem interpretacji był z pewnością jednym z najżywiej dyskutowanych zagadnień w naukach humanistycznych drugiej połowy dwudziestego wieku. W niniejszym tekście chcę przedstawić trzy stanowiska, które, moim zdaniem, zdominowały tę dyskusję: strukturalistyczne, poststrukturalistyczne oraz neopragmatystyczne. Zamierzam także wyjaśnić parę nieporozumień, które często pojawiają się w związku z dwoma ostatnimi poglądami.

 

Przypuśćmy, że ktoś znajduje na ulicy kartkę, na której jest napisane: „Jacques Derrida to wielki filozof”. Następnie osoba ta zadaje sobie pytanie, czy wypowiedź ta jest ironiczna, czy raczej napisana na poważnie. Mając do dyspozycji tylko jedno zdanie niewiadomego autorstwa, niezwykle trudno rozstrzygnąć taki dylemat interpretacyjny. Powiedzmy więc, że nasz szczęśliwy znalazca na odwrocie kartki znajduje ciąg dalszy. Cała wypowiedź na temat Derridy brzmi zatem następująco: „Jacques Derrida to wielki filozof. Jego dokonania na polu filozofii są olśniewające, z każdego zdania autora O Gramatologii bije prawdziwa mądrość. Wspaniałe, doprawdy wspaniałe!” I tak dalej w tym guście. Czy teraz łatwiej odpowiedzieć na  pytanie o to, czy tekst ten jest ironiczny? Powiedzmy, że zakłopotany i wciąż niepewny właściwej odpowiedzi bohater naszej opowieści, udaje się z tym pytaniem do trzech znawców tematu.

 

Pierwszy z nich, nazwijmy go Strukturalistą, odpowiada, że najlepszym sposobem na znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy tekst o Derridzie jest ironiczny, może być „odnajdywanie w nim elementów i zależności standardowych” [1]. Inaczej mówiąc, postuluje on zbadanie struktury tekstu i tego, jak ma się ona do standardowych reguł rządzących określonym typem wypowiedzi. Badanie to może przybrać formę wyszukiwania tak zwanych wyznaczników tekstowych. Na przykład, kiedy czyta się odnalezioną wypowiedź na temat Derridy, rzuca się w oczy duże natężenie określeń wychwalających francuskiego filozofa. Podejrzanie duże. Poza tym, są one bardzo wzniosłe, co znowu daje do myślenia. Wniosek: tekst jest najpewniej ironiczny, ponieważ, jeśli naprawdę chcemy wyrazić estymę wobec kogoś, to staramy się nie popaść przy tym w przesadę, aby nie osiągnąć skutku odwrotnego niż zamierzony. Skoro zaś znaleziona wypowiedź jest hiperboliczna i pełna przerysowanego patosu, to można uznać, że nie należy obecnych w nim peanów na cześć Derridy brać na poważnie.

 

Drugi ze znawców – Poststrukturalista – podchodzi do całej kwestii zupełnie inaczej. Przede wszystkim pyta: „A co to właściwie znaczy, że tekst jest ironiczny?” Według niego pytanie o ironię bądź jej brak w znalezionej wypowiedzi, zakłada jakąś intencję kryjącą się za tekstem o Derridzie, a przecież „pisanie niszczy wszelki głos, wszelkie źródło i wszelki początek. Pisanie to sfera neutralności, złożoności, nieprzejrzystości” [2]. Nie ma więc jasnej odpowiedzi na to, czy dany tekst jest ironiczny, czy też nie, bowiem nie mamy dostępu do źródła (czytaj: intencji autora) tekstu. Sam tekst też nie posiada jakiejś jasnej i prostej intencji – „pisanie ustanawia wciąż sens, czyni to jednak po to, by on natychmiast wyparował. Słowem, pisanie jest systematycznym uwalnianiem się od sensu” [3]. Poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, czy dany tekst jest ironiczny, jest poszukiwaniem sensu, a écriture (pismo, pisanie, pisarstwo) nie przepada za sensem, traktuje go jako nieznośne obciążenie, które trzeba z siebie jak najrychlej zrzucić. Żadne wyznaczniki tekstowe więc na nic się tutaj nie zdadzą, ponieważ zakładają one względną przejrzystość, stabilność i jednorodność tekstu. 

 

Trzeci z odwiedzonych znawców – Neopragmatysta – zajmuje jeszcze inne stanowisko. Jego zdaniem sprawa nie jest ani tak beznadziejna, jak uważa Poststrukturalista, ani tak prosta, jak twierdzi Strukturalista. Prawdą jest według niego, że wyznaczniki tekstowe czy struktura wypowiedzi mogą być pomocne w rozwiązaniu rozważanego tu problemu, ale tylko pod pewnymi warunkami. Strukturalista, kiedy twierdzi, że nadmiar pochwał wskazuje, iż mamy do czynienia z tekstem ironicznym, opiera się na dwóch założeniach. Po pierwsze, że istnieje jakieś prawo, które mówi: „Nadmiar pochwał ma wydźwięk ironiczny”. Po drugie zakłada on, iż każdy porządny autor oraz czytelnik powinien znać tę zasadę i się do niej stosować [4]. Ale według Neopragmatysty podane powyżej prawo ani nie należy do samego tekstu, ani nie jest czymś obiektywnie danym – ma ono raczej naturę instytucjonalną, a więc także konwencjonalną: „[...] normy te nie są osadzone w języku (gdzie mogłyby one być odczytane przez każdego, kto patrzy wystarczająco jasnym, tzn. nieuprzedzonym okiem), lecz w strukturze instytucjonalnej, w obrębie której słyszy się wyrażenia jako już zorganizowane ze względu na pewne przyjmowane cele i zamiary” [5].

 

Wyznaczniki tekstowe są zatem obecne w tekście tylko z pewnego, instytucjonalnie zależnego, punktu widzenia. Wracając więc do przykładu z tekstem na temat Derridy, prawo mówiące o tym „w jaki sposób tekst staje się ironiczny”, zna z pewnością każdy odpowiednio wykształcony humanista (żyjący w określonej epoce – wcześniej teksty nasycone przesadnymi pochwałami niekoniecznie musiałby być uważane za ironiczne), czyli członek pewnej wspólnoty interpretacyjnej, ale wcale nie jest powiedziane, że wszyscy muszą być tego prawa czy norm świadomi i się do niego (do niej) stosować. Zauważmy, że odpowiedź Neopragmatysty nie deprecjonuje metody Strukturalisty – nie twierdzi on, że nie da się rozstrzygnąć tego, czy tekst jest ironiczny. Można to zrobić, ale tylko przyjmując pewne wytyczne, które będą oczywiste w ramach pewnej wspólnoty, ale nie są oczywiste same w sobie: „W ujęciu, które proponuję, zawsze osiągalna jest jednoznaczność i rozstrzygalność, jednak dzieje się tak nie dzięki ograniczeniom nakładanym przez język bądź przez świat – a więc bytom niezależnym od kontekstu – ale dzięki okolicznościom wbudowanym w kontekst lub konteksty, w jakich działamy” [6].

 

Przy okazji odpowiedzi Neopragmatysty warto doprecyzować kluczowe w jego argumentacji pojęcie „wspólnoty interpretacyjnej”, która w myśl jego koncepcji jest odpowiedzialna za to, jak przebiega i jakim rezultatem kończy się proces interpretacyjny. Najkrócej rzecz ujmując, wspólnota interpretacyjna (1) to pewien sposób patrzenia na świat (2) właściwy danej grupie osób, który sprawia, że (3) osoby te mogą widzieć (pojmować, rozumieć, interpretować) różne rzeczy mniej więcej tak samo, dlatego, iż ten (4) podzielany sposób widzenia świata niejako wymusza to na nich („bierze ich we władanie”). To znaczy, sprawia on, że pewne rzeczy wydają się dla członków danej wspólnoty oczywiste, odpowiednie, rozumne, zrozumiałe, akceptowalne, a inne zdają się niezrozumiałe, nie-do-wytłumaczenia, dziwne, błędne itp.  Neopragmatysta twierdzi również, że sposób patrzenia na świat jest (5) osadzony w odpowiednich strukturach instytucjonalnych (one go umożliwiają, wymuszają, służą jego rozprowadzaniu). Wspólnot interpretacyjnych jest niezliczona ilość, a każdy z nas należy do bardzo wielu z nich (np. wspólnota osób, które wiedzą, co to znaczy konferencja naukowa; wspólnota osób, które wiedzą, co to znaczy, robić zakupy w supermarkecie; wspólnota osób, które wiedzą, na czym polegają zawody sportowe; wspólnota osób, które wiedzą, czym jest poststrukturalizm) [7].

 

Przykład z tekstem o Derridzie pozwolił na zarysowanie linii sporu na temat interpretacji. Ma on jednakże swoje ograniczenia, z których dobrze jest zdawać sobie sprawę. Opiszę je pokrótce, co pozwoli przy okazji doprecyzować kilka kwestii związanych z zagadnieniem interpretacji.

 

Po pierwsze, przykład dotyczy tekstu nieliterackiego (aczkolwiek o nieznanym autorstwie, co przybliża go do dzieła literackiego – tłumaczę to poniżej), a spór o interpretację dotyczył w dużej mierze dzieł literackich. Chociaż przedstawiciele koncepcji poststrukturalistycznych, szczególnie dekonstrukcjoniści, bardzo często zajmowali się interpretowaniem tekstów filozoficznych, a przedstawiona powyżej neopragmatystyczna koncepcja Stanleya Fisha odnosi się do wszelakich działań interpretacyjnych, to literatura była jednak tym polem, na którym dyskusje toczyły się najczęściej. W odniesieniu do literatury spory były najgorętsze, ponieważ większość ich uczestników (zarówno strukturaliści, poststrukturaliści, jak i neopragmatyści) zgadzała się, że w przypadku dzieł literackich sporów interpretacyjnych nie można rozstrzygać poprzez proste odwołanie się do intencji autora, nawet wtedy, gdy istnieje możliwość, aby po prostu spytać autora, o co mu chodziło. Dzieło może bowiem mówić rzeczy, których autor nie przewidział – może na przykład wytwarzać efekt ironii tam, gdzie autor empiryczny wcale nie przypuszczał, że pisze coś ironicznego. Jak zauważa Umberto Eco, dzieło pisane, które jest adresowane do wielu wspólnot odbiorczych, jest niczym tekst włożony do butelki i puszczony na morze lub, dodajmy, niczym tekst znaleziony na ulicy – czytelnik musi w takim wypadku polegać na tym, co jest napisane i na sobie, nie może po prostu spytać autora: „Co dokładnie miałeś na myśli?” Nie znaczy to, że wszyscy zgadzają się z cytowanym już tu poststrukturalistycznym Barthes’em, że autor jest zbędnym „hamulcem bezpieczeństwa” w procesie interpretacyjnym. Strukturaliści (przynajmniej ci bardziej liberalni) będą bowiem utrzymywać, że autor ma wpływ na interpretację tekstu pośrednio, poprzez to, że ukształtował tekst tak, a nie inaczej, zaś neopragmatyści tacy jak Fish, będą twierdzić, że nić porozumienia między autorem a czytelnikiem umożliwiają ewentualne wspólne dla nich obu wspólnoty interpretacyjne. W tych przypadkach autor migocze tylko w tle, raz zasłonięty tekstem, innym razem za kulturowym kontekstem, lecz wciąż pełni swoją rolę w procesie interpretacji.     

 

Drugie ograniczenie podanego przeze mnie przykładu polega na tym, iż pytanie o to, czy tekst jest ironiczny, czy nie, jest jednym z co najmniej kilku możliwych problemów interpretacyjnych i, jak każdy, ma swoją specyfikę. Refleksja nad tym, czy opinie wyrażone w danym tekście należy brać na poważnie, jest czymś innym niż na przykład próba rozstrzygnięcia tego, jaka jest ideowa wymowa danego tekstu lub czy czyni się w nim aluzje do innego dzieła albo czy jest on spójny (choć oczywiście te rzeczy mogą się ze sobą łączyć – np. rozstrzygnięcie pierwszego z wymienionych problemów interpretacyjnych może sugerować, jak należy rozwiązać ten drugi lub na odwrót). 

 

Po trzecie, należy pamiętać, że wszystkie trzy przywołane przeze mnie stanowiska dotyczące problemu interpretacji są wewnętrznie zróżnicowane. Strukturalistyczne podejście prezentuje zarówno Claude Lévi-Strauss, który upiera się przy tym, że to, jakie jest znaczenie dzieła, zależy wyłącznie od sensów zawartych w samym tym dziele oraz Umberto Eco, który aczkolwiek również przyznaje wielką wagę samemu dziełu w procesie interpretacyjnym, to uwzględnia jednak rolę czytelnika oraz kontekstu [8]. Szukając cech, które łączą różne strukturalistyczne podejścia, można wymienić cztery takie punkty wspólne. Jak pisze Michał Paweł Markowski, strukturalistów charakteryzuje przekonanie, że znajdujące się w tekście literackim „mechanizmy retoryczne umożliwiają scalenie wielu różnych słów w sensowny artefakt” [9]. To po pierwsze. Po drugie, strukturalista wierzy w to, że istnieje coś takiego, jak poprawna interpretacja, czyli odczytanie biorące pod uwagę właściwości samego dzieła, oraz nadinterpretacja – działanie, które lekceważy wymagania, jakie stawia dzieło. Po trzecie, strukturalista jest wysoce zainteresowany poznaniem podstawowych struktur tekstu literackiego, które według niego odpowiadają za wytwarzanie znaczeń znajdujących się w tymże tekście. Po czwarte, strukturaliści mają tendencję do tworzenia wszelakiego rodzaju instancji wewnątrztekstowych (jak na przykład Autor Modelowy Eco), które mają zastąpić autora empirycznego w roli swego rodzaju autorytetu potwierdzającego tożsamość dzieła i sensy w nim się znajdujące. 

 

Stanowisko neopragmatystyczne także jest zróżnicowane. Neopragmatystą jest zarówno Fish, który bardzo wyraźnie podkreśla, że każdy czytelnik jest ograniczony przez wspólnoty interpretacyjne, do których należy (one sprawiają, że pewne interpretacje nie mogą być przez niego przeprowadzone, bo albo w ogóle nie przychodzą mu do głowy, albo wydają mu się nie do udowodnienia), jak i Richard Rorty, który bardziej niż Fish podkreśla, że każdy czytelnik jest w stanie interpretować utwór na swój własny, niepowtarzalny sposób, choć zgadza się on z Fishem, że wspólnoty kulturowe, w jakich ten czytelnik się znajduje, narzucają mu pewne ograniczenia. Głównym punktem wspólnym dla obu tych myślicieli jest z pewnością podejście antyesencjalistyczne, które w odniesieniu do problemu interpretacji dzieła literackiego wyraża się w przekonaniu, że znaczenia w dziele literackim nie istnieją w sposób obiektywny (niezależny od kontekstu, czytelnika czy szerzej – wspólnoty interpretacyjnej).  Co za tym idzie, zarówno Fish, jak i Rorty odrzucają też przekonanie, że istnieje jakaś uniwersalna metoda interpretowania dzieła literackiego – jakiś zespół reguł, których należy przestrzegać, aby dotrzeć do istoty dzieła, i które zapewniają, że interpretacja nie zamieni się w nadinterpretację.

 

Poststrukturalizm jest nurtem najbardziej zróżnicowanym. Należą do niego zarówno Barthes, który trochę podobnie jak Rorty, kładzie w cytowanym na wstępie tekście nacisk na wolność czytelnika w procesie interpretacji (choć jednocześnie wciąż zdaje się przywiązywać wielką wagę do procesów językowych dziejących się w samym tekście), jak i na przykład Paul de Man i Barbara Johnson, którzy zwracają uwagę na sprzeczności kryjące się w każdym tekście oraz na związaną z tym niemożliwość jego pełnego zinterpretowania, a jednocześnie podkreślają, że owe sprzeczności tkwią w samym tekście, czyli nie są wynikiem arbitralnie narzuconych przez czytelnika kontekstów odczytań. Ponadto dekonstrukcjoniści (czyli m. in. właśnie de Man i Johnson) podkreślali, że w każdym dziele daje się znaleźć filozoficzne opozycje, które w obrębie filozofii mają strukturę hierarchiczną (jeden z członów jest faworyzowany kosztem drugiego), a w dziele literackim owa hierarchia zostaje podważona i zadaniem dekonstrukcji jest pokazać, jak to podważenie (które nie powinno polegać tylko na prostym odwróceniu hierarchii, ale na wykazaniu, że sama struktura opozycyjna ulega zachwianiu) się odbywa. Za poststrukturalistę uważany jest także Jacques Derrida, którego filozofia była co prawda główną inspiracją dla wspomnianych dekonstrukcjonistów i ich metody, ale on sam proponował, przynajmniej od pewnego momentu, inne podejście do czytania tekstów literackich (mniej metodyczne, kładące nacisk na niepowtarzalność każdego dzieła i osobisty stosunek, jaki powinien wyrażać wobec niego czytelnik). Wszystkich tych myślicieli łączy przekonanie, że tradycyjne metody interpretacji, w tym także metoda strukturalistyczna, powielają pewne filozoficzne założenia, które są wielce problematyczne (np. przyjmują opozycje takie jak język pojęciowy – język metaforyczny lub opis przedmiotu – przedmiot opisywany). Wszyscy ci badacze podkreślają także, że dzieło jest domeną nieprzejrzystości, wieloznaczności i nigdy nie daje się w pełni zinterpretować. 

 

Po zarysowaniu tych trzech stanowisk dotyczących problemu interpretacji pora przejść do wyjaśnienia dwu zasadniczych nieporozumień, które wiążą się z podejściami poststrukturalistycznym i neopragmatystycznym.

 

Nieporozumienie pierwsze: Utożsamianie poststrukturalistów z neopragmatystami. Richard Rorty zauważył dowcipnie, że przeciwnicy dekonstrukcjonizmu przyznają Stanleyowi Fishowi honorowe członkostwo w tymże nurcie [10]. Z kolei Jonathan Culler podczas dyskusji z Umbertem Eco zwrócił uwagę na to, że ten przypisuje dekonstrukcjonistom iście neopragmatystyczne poglądy [11]. Takich przykładów jest z pewnością więcej. Zresztą, zarówno Fish, jak i Rorty sami przyczynili się do tego typu stwierdzeń, gdyż powoływali się często w swoich pismach na poststrukturalistów, głównie na Derridę. Interpretowali go zazwyczaj na swój własny, neopragmatystyczny sposób, ale same tego typu odwołania wywoływały wrażenie, że to, co piszą Fish i Rorty jest w istocie bardzo zbieżne z tym, co głoszą np. amerykańscy dekonstrukcjoniści, którzy również bardzo chętnie odnosili się do filozofii Derridy. Jak sądzę, dokonana przeze mnie rekonstrukcja poglądów dekonstrukcjonistycznych oraz neopragmatystycznych, choć pobieżna, pokazuje, że tego typu utożsamienia są pochopne. Poststrukturaliści, a przynajmniej amerykańscy dekonstrukcjoniści, wierzą, iż jakkolwiek tekst jest zawsze wieloznaczny, niespójny i nigdy niedający się w pełni zinterpretować, to ta wieloznaczność tkwi w samym tekście. Jak pisze Barbara Johnson: „Dekonstrukcja tekstu nie następuje w wyniku przypadkowych wątpliwości czy arbitralnego zniszczenia, ale poprzez staranne wydobycie sprzecznych znaczeń wewnątrz samego tekstu. Jeśli cokolwiek ulega zniszczeniu przy lekturze dekonstrukcjonistycznej, to nie tekst, ale pretensje do wyraźnej przewagi jednego sposobu znaczenia nad drugim” [12]. Natomiast dla neopragmatysty teza, iż wewnątrz samego tekstu tkwią jakieś znaczenia, jest metafizycznym przesądem: niezależnie od tego, czy twierdzi się – jak strukturaliści – że owe znaczenia łączą się w spójną całość, czy mówi się o tym – jak dekonstrukcjoniści – iż nie dają się one połączyć w spójną całość.

 

Nieporozumienie drugie: Twierdzenie, że neopragmatyzm zupełnie wyklucza rolę autora w procesie interpretacji, przyznając w zamian nieograniczone kompetencje czytelnikowi. To, że według Fisha, a także – mimo wszystko – według Rorty’ego, czytelnik nie może interpretować tekstu w sposób absolutnie dowolny, ponieważ jest ograniczony przez normy panujące w określonych wspólnotach interpretacyjnych, zostało już powiedziane. Jeśli natomiast chodzi o autora tekstu i jego rolę w procesie interpretacji, to Fish i Rorty nie twierdzą, że w ogóle niemożliwe jest dotarcie do intencji twórcy danego dzieła. Według koncepcji Fisha, każdy z nas należy do bardzo dużej liczby wspólnot interpretacyjnych, w większości wypadków jest więc możliwe, że istnieją takie wspólnoty, do których należą zarówno autor danego dzieła, jak i jego czytelnicy (jest tak nawet w wypadku, gdy autor pochodzi z odległej epoki – nasza kultura zachowuje jakąś ciągłość, a więc pewne sposoby pojmowania rzeczywistości nadal są w niej obecne). Skoro fakt należenia do jakiejś wspólnoty wpływa na taką, a nie inną interpretację, to jeśli istnieją pewne współ-wspólnoty, do których należą zarówno autor, jak i czytelnik, to przynajmniej w pewnym zakresie są oni w stanie rozumieć dane dzieło tak samo (a nawet są do tego zmuszeni).

 

Z koncepcji Fisha nie wynika zatem, że jakakolwiek komunikacja między twórcą dzieła oraz jego czytelnikiem jest niemożliwa. Co najwyżej może z niej wynikać, iż nigdy nie odbywa się ona bez zakłóceń (ponieważ trudno o taką sytuację, w której zarówno czytelnik, jak i autor byliby członkami dokładnie takich samych wspólnot interpretacyjnych – a tylko w takiej sytuacji porozumienie między nimi mogłoby być pełne). Neopragmatyści, szczególnie Rorty, podkreślają też, że czytelnik nie ma żadnego obowiązku patrzeć na dane dzieło literackie z perspektywy tych samych wspólnot interpretacyjnych, co autor danego dzieła – nawet jeśli ma taką możliwość. Na przykład czytelnik jako członek wspólnoty interpretacyjnej ludzi znających psychoanalizę może odczytać Makbeta jako historię o zmaganiach między superego a id tytułowego bohatera, co z pewnością nie było intencją Szekspira. Jednakże czym innym jest powiedzieć: „Można interpretować dzieło literackie lekceważąc intencje jego autora, ponieważ autor nie ma monopolu na jedynie właściwą interpretację tego dzieła” (to właśnie twierdzi np. Rorty), a czym innym jest stwierdzić: „Dotarcie do jakiejkolwiek, choćby szczątkowej, intencji autora jest niemożliwe” (tego neopragmatyści, wbrew stawianym im czasem zarzutom, nie twierdzą).   

 

Wracając zaś na zakończenie do znalazcy tekstu o Derridzie, można zaryzykować stwierdzenie, że – paradoksalnie – ze wszystkich trzech przedstawionych tu stanowisk to właśnie rozwiązanie neopragmatystyczne, które wielu literaturoznawcom i filozofom wydaje się radykalne, a nawet niedorzeczne, komuś, kto nie jest zainteresowany na co dzień dyskusjami na temat interpretacji, może się wydawać najrozsądniejsze. To, co mówi Poststrukturalista wyda się zapewne zwykłemu zjadaczowi tekstów (niezorientowanemu w filozofii) sprzeczne z codziennym doświadczeniem (gdzie zazwyczaj dochodzi do osiągnięcia porozumienia oraz udanej interpretacji) i cokolwiek wydumane. Strukturalista z kolei odnosi się często do teoretycznych konstruktów typu intentio operis albo Autor Modelowy, które też wydają się kontrowersyjne. Odwoływanie do wspólnot kulturowych pozwala zaś wytłumaczyć wiele fenomenów związanych z interpretacją (czemu czytelnicy czasem się ze sobą zgadzają, co do interpretacji, a czasem nie; na ile i dlaczego można dotrzeć do intencji autora; skąd biorą się granice dla działań interpretacyjnych itd.), bez powoływania się na podejrzane ontologicznie konstrukty takie jak róże wersje autorów wewnątrztekstowych.

 

Nie znaczy to, że rozwiązanie neopragmatystyczne jest najlepsze. Samo pojęcie „wspólnoty interpretacyjnej” też jest jakąś konstrukcją teoretyczną (co prawda chyba bardziej zrozumiałą dla kogoś nieotrzaskanego w teoretycznoliterackich i filozoficznych sporach, a także mniej obarczoną pewnymi ontologicznymi założeniami niż np. niektóre z konstrukcji strukturalistycznych) i to w dodatku nie do końca przez samego Fisha doprecyzowaną. Ktoś mógłby też zwrócić uwagę na to, że neopragmatystyczna teza mówiąca o tym, że w tekście nie istnieją żadne obiektywne znaczenia, dla kogoś, kto nie ma filozoficznego obycia, może się wydać jeszcze dziwaczniejsza niż strukturalistyczne twierdzenie o tym, że powinna nas interesować intencja dzieła, a nie intencja autora. Tym bardziej, że ze strukturalistyczną tezą zdążył się jako tako obyć w szkole, gdzie uczono go o podmiotach lirycznych (co byłoby zresztą nie tyle dowodem na to, że strukturalistyczna teza jest bardziej zdroworozsądkowa –pokazywałoby raczej, że paradygmat strukturalistyczny jest dominujący w polskiej edukacji).

 

Poza tym rozstrzygnięcie sporu o interpretację nie może, rzecz jasna, opierać się tylko na tym, które z różnych podejść teoretycznych najbardziej przemawia do osób na co dzień niezainteresowanych problemem interpretacji. Ważne jest, jak wspomniane koncepcje radzą sobie z niektórymi fenomenami. Neopragmatyści zaś nie do końca potrafią chyba wyjaśnić pewne zjawiska związane z interpretacją – np. skoro według nich to, jak rozumiemy dane dzieło, zależy od tego, z jakimi przeświadczeniami kulturowymi do jego lektury przystępujemy, jak wytłumaczyć fakt, że sama lektura tego dzieła potrafi owe przeświadczenia zmienić?

 

Należy też pamiętać o tym, że w tekście tym pominąłem kilka innych stanowisk związanych z problemem interpretacji (m. in. hermeneutyczne i fenomenologiczne), których wprowadzenie jeszcze bardziej skomplikowałoby dyskusję. Spór o interpretację nadal wydaje się nie do końca rozstrzygnięty.

 


[1] J. Sławiński, Uwagi o interpretacji (literaturoznawczej), w: tegoż, Próby teoretycznoliterackie, PEN, Warszawa 1992, s. 46. W rzeczywistości Janusz Sławiński w cytowanej wypowiedzi pisze o dziele literackim (podobnie ma się sprawa z pojawiającym się na następnych stronach cytatami z Rolanda Barthesa). Tekst o Derridzie jest w mojej pracy, rzecz jasna, przykładem szerszego problemu, jakim jest zagadnienie interpretacji (w szczególności tekstów literackich) – zatem nie o tę konkretną wypowiedź na temat francuskiego filozofa i nie o zagadnienie ironii tutaj idzie. Gwoli ścisłości należy jeszcze zauważyć, że Sławiński, będący tu przedstawicielem pewnego typu myślenia o interpretacji, nie lekceważy tak zupełnie roli kontekstu. Różnica między Stanleyem Fishem – o którym piszę dalej – a strukturalistami będzie więc polegać raczej na tym, że ci drudzy nie przyznają kontekstowi kulturowemu tak „zniewalającej mocy”, jak to robi amerykański badacz, nie zaś na fakcie, że strukturaliści w ogóle lekceważą problem roli kontekstu w procesie interpretacji. Na temat temat zob. tenże, Analiza, interpretacja i wartościowanie dzieła literackiego, w: tamże, s. 23–33.  

[2] R. Barthes, Śmierć autora, przeł. M.P. Markowski, „Teksty Drugie” 1999, nr 1–2, s. 247. Przy czym należy pamiętać, że tekst Rolanda Barthes’a, którego traktuję tutaj jako przedstawiciela poststrukturalizmu, nie powinien być chyba odczytywany tak do końca dosłownie. Szczególnie Michel Foucault i właśnie Barthes mieli skłonność do efekciarskich, egzaltowanych (poetyckich?) haseł, które sprawiały, że ich poglądy wydawały się czasem bardziej radykalne niż były w rzeczywistości. Według niektórych badaczy nie tyle chcieli oni w zupełności wyrzucić kategorię autora z dyskursu humanistycznego, ile raczej pozbawić ją roli „strażnika sensu” tekstu literackiego. Zob. A. Burzyńska, M.P. Markowski, Teorie literatury XX wieku. Podręcznik, Znak, Kraków 2007, s. 326; A. Burzyńska, Dekonstrukcja i interpretacja, Universitas, Kraków 2001, s. 153–193, 273.

[3] R. Barthes, dz. cyt., s. 250–251.

[4] Oczywiście, tak naprawdę zakłada on o wiele więcej. Na przykład to, że w przypadku rozpatrywanej wypowiedzi na temat Derridy nie mamy do czynienia z jakąś wyjątkową sytuacją. Choćby taką, gdzie autorem problematycznego tekstu jest student piszący pracę na temat interpretacji, a wymyślona przez niego wypowiedź na temat Derridy, służy mu tylko za  pretekst do zaprezentowani różnych poglądów teoretycznoliterackich.

[5] S. Fish, Czy na tych ćwiczeniach jest tekst?, przeł. A. Szahaj, w: tegoż, Interpretacja, retoryka, polityka, Universitas, Kraków 2007,  s. 63.

[6] Tenże, Zwykłe okoliczności..., przeł. M. Smoczyński, w: tamże, s. 29.

[7] Na temat tego, co sam Fish pisze o wspólnotach interpretacyjnych, zob. m. in. tenże, Zmiana, przeł. K. Abriszewski, w: tamże, s. 251; tenże, Drogą antyformalistyczną aż do końca, przeł. A. Szahaj, w: tamże, s. 178–179.

[8] Na temat różnicy zdań między Lévi-Straussem a Eco zob. U. Eco, Intentio Lectoris: The State of the Art, w: tegoż, The limits of interpretation, Indiana University Press, Bloomington 1994, s. 44–63. 

[9] M.P. Markowski, Efekt inskrypcji: Jacques Derrida i literatura, wyd. 2 rozszerzone, Homini, Kraków 2003, s. 400.

[10] R. Rorty, Dekonstrukcja, przeł. A. Grzeliński, M. Wołk, M. Zdrenka „Teksty Drugie” 1997, nr 3, s. 204.

[11] J. Culler, W obronie nadinterpretacji, w: Interpretacja i nadinterpretacja, red. S. Collini, Znak, Kraków 2008, s. 136-137.

[12] B. Johnson, Różnica krytyczna, w: Dekonstrukcja w badaniach literackich, red. R. Nycz, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2000, s. 266, podkr. – T.M.

Wróć