nr: 1/2015Maska

Interpretacje

„Zabójcy” Boga – G. C. Vanini, D. A. F. de Sade, F. Nietzsche

 

Kim jest Bóg? Czy w ogóle Bóg istnieje? Te pytania zaprzątały umysły filozofów w różnych epokach. W każdym okresie i w każdej kulturze przecież jakiś Bóg „istnieje”. Z czasem powstał pogląd, że to człowiek stworzył Boga, a nie Bóg człowieka. Powodem mogłaby być chociażby potrzeba rozumienia świata, wytłumaczenia go sobie lub pragnienie poczucia bezpieczeństwa i świadomości, że istnieje pewien uniwersalny porządek, ład. Bóg pełniłby w takim ujęciu rolę drogowskazu, uzasadniłby istnienie moralności. A czy moralność jest możliwa bez Boga? – Współcześni ateiści powiedzą: tak. – Jaki kształt mogłaby mieć owa moralność? Ludzkość w różnych momentach dziejowych posiadała różne koncepcje Boga. Fryderyk Nietzsche zauważył, że idea Boga żydowskiego zmieniała się zależnie od materialnych i społecznych uwarunkowań. W okresach podboju Izraela przez Żydów, Bóg był silny i wojowniczy. Podczas niewoli asyryjskiej i rzymskiej stał się on bóstwem miłującym pokój i człowieka[1]. W czasie Szoa często nie było go już wcale[2].

Jeżeli przyjmiemy, że Bóg to wytwór człowieka, powinniśmy też przyjąć do wiadomości fakt, że nie istnieje on jako osoba lub byt. Wynika z tego, że żaden Bóg nie ma bezpośredniego wpływu na nasze życie, nie nagrodzi ani nie ukarze. Wpływ na nasze zachowanie mają jedynie stworzone przez nas samych zasady. Jeżeli przestaną nam one odpowiadać, możemy je zmienić lub nagiąć bez obawy przed wiecznym potępieniem. Wyzwanie to podjęło trzech myślicieli, którzy ponieśli srogą karę za swoje poglądy: Giulio Cesare Vanini (1585-1619) – spalony na stosie, boski markiz Donatien Alphonse François de Sade (1740-1814) – więziony przez ponad połowę swojego życia i wcześniej wspomniany Fryderyk Nietzsche (1844-1900) – pod koniec życia dotknięty obłędem.

 

Powody „zabójstwa” Boga

Najstarszy z wymienionych powyżej filozofów, Vanini był przedstawicielem włoskiego ateizmu. Uprawiał arystotelizm w duchu materializmu. Był jednym z pierwszych, którzy „dostrzegli”, że Bóg nie żyje. Źródłem jego poglądów stało się nienasycone pragnienie wiedzy, które Kościół próbował w nim ugasić. Myśliciel doszedł do wniosku, że mnogość dzieł zakazanych przez papieża dowodzi podejrzanego lęku przed polemiką z duchownymi i braku solidnych fundamentów religii. Prawda powinna przecież bronić się sama. Vanini przyglądając się katolicyzmowi stwierdził, że stanowi on system zakazów, a najbardziej przestrzeganym z nich był zakaz badania dogmatów wiary[3]. Być może dlatego Vanini postanowił skierować swoją uwagę właśnie na ten zakazany owoc. Myśliciel przeprowadził filozoficzną destrukcję pojęcia cudu. Uznał, że cud istnieje tylko w imaginacji ludzi, ponieważ mają oni błędne wyobrażenie o tym, co jest naturalne, a co nadnaturalne. Jako zwolennik materializmu Vanini był zdania, że każdy ruch ma swoje źródło w naturze, a każde zjawisko musi być naturalne (tzn. pozbawione niezwykłości, cudowności)[4]. Kolejną kwestią, której przyjrzał się bliżej było istnienie zaświatów. Filozof uznał, że jeśli życie pozagrobowe istniałoby naprawdę, ludzie musieliby chociaż raz w historii spotkać duszę wysłaną przez Boga na dowód jej nieśmiertelności, co pozwoliłoby potępić ateizm i ostrzegłoby człowieka[5]. Wysunięta na tych podstawach negacja religii doprowadziła Vaniniego do wniosku, że katolicyzm i w ogóle każda religia jest wymysłem władzy, szukającej usprawiedliwienia dla swoich poczynań i zmuszającej ludzi do bezwzględnego posłuszeństwa: „[…] religie nie są niczym innym […] jak tylko urojeniami i złudzeniami, które jednak nie zostały wytworzone przez jakiegoś Złego Demona […] ale wymyślone zostały przez władców, by kierować poddanymi jak dziećmi, a przez kapłanów chciwych zaszczytów i złota potwierdzone nie cudami, lecz Pismem, którego oryginału nigdzie nie ma i które opowiada o cudach i obiecuje nagrody i kary za dobre i złe uczynki, ale dopiero w przyszłym życiu, aby nie można było wykryć oszustwa”[6]. Vanini podważył istnienie Boga, nieśmiertelnej duszy, diabła, cudów, ale przede wszystkim zdemaskował społeczną funkcję religii.

 

Kolejnym „zabójcą” Boga, o którym należy wspomnieć był de Sade – jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci czasów rewolucji francuskiej, szaleniec, zboczeniec, filozof. Markiz był przedstawicielem ruchu umysłowego określanego mianem libertynizmu. Tak jak Vanini, nawiązywał do materializmu i naturalizmu, zabiegał o swobodę myśli i czynów[7]. W swoich dziełach (m. in. Sto dwadzieścia dni Sodomy, Filozofia w buduarze. Libertyńscy nauczyciele. Dialogi przeznaczone do edukacji młodych dziewcząt) wniknął w głąb umysłu człowieka, odkrywając jego pierwotne instynkty. Niesłusznie oskarżano go o pornografię, ponieważ seksualność, którą ukazywał de Sade nie miała wymiaru naturalistycznego ani społecznego. Jego utwory miały charakter filozoficzny, a refleksyjne treści były w nich przeplatane scenami erotycznymi, dla których stanowiły usprawiedliwienie[8]. Co więcej, sytuacje buduarowe były dla markiza próbą uchwycenia sensu „na poziomie fenomenów jednostkowej egzystencji”[9]. De Sade był wrogiem wszelkich religii. W swoich poglądach zrezygnował z metafizyki i ograniczył się do tego, co jest bezpośrednio uchwytne[10]. Sam fakt istnienia religii filozof tłumaczył w kategoriach psychologicznych jako wynik potrzeby ukojenia i uspokojenia wrażliwych jednostek. Za źródło wiary filozof uważał niewiedzę ludzi, próbujących zrozumieć świat a także zabiegi kapłanów, służące podtrzymaniu władzy. Według markiza Bóg jest zbędny dla zrozumienia rzeczywistości, ponieważ światem rządzi zasada ruchu materii – nic więcej. Ponadto de Sade ideę Boga postrzegał jako sprzeczną z rozumem i szkodliwą dla człowieka niesłusznie przez Boga ujarzmionego[11]. Moralność katolicka to przyczynek do upadku ludzkości, o czym świadczy między innymi poniższy cytat: „[…] odrzućmy cnoty, które przysparzają jedynie niewdzięczników.[…] dobroczynność jest raczej występkiem niż prawdziwą cnotą duszy. […] Osobiście uważam jałmużnę za największe ze wszystkich możliwych oszustw. Przyzwyczaja ona biednego do szukania wsparcia, które niweczy jego energię; licząc na twoje miłosierdzie przestaje liczyć na pracę, a gdy mu braknie jałmużny, staje się złodziejem albo mordercą”[12].

 

Sade’owski system filozoficzny wyrastał z libertyńskiego wariantu materializmu, który z kolei nawiązywał do hedonistycznie interpretowanego epikureizmu. Markiz występował przeciw każdej idei, która stała na przeszkodzie do wyzwolenia biologicznej energii człowieka. Myśliciel skupił się na obserwacji naturalnych popędów, by stwierdzić, że obowiązujące zasady społeczne i religijne są niesprawiedliwe i nieskuteczne. Większość społeczeństwa łamie je notorycznie, co jednak nie prowadzi do szczęścia, ponieważ wywołuje niepotrzebne wyrzuty sumienia[13]. Filozof negując istnienie Boga, stał się reprezentantem skrajnego indywidualizmu. Według niego społeczeństwo reprezentujące interesy wszystkich obywateli to utopia i fikcja[14]. Natomiast fundament tej społeczności – religia – stanowi efekt oszustwa popełnionego w przeszłości: „Upijmy więc straż czuwającą przy Jezusie, ukradnijmy jego ciało i obwieśćmy, że zmartwychwstał. Środek jest pewny, a jeżeli uda nam się wszystkich nabrać na ten kawał, nasza nowa religia znajdzie silną podstawę, zacznie się krzewić i zwiedzie cały świat… Do dzieła! Spróbowali sztuczki, która się powiodła. Iluż to łajdakom odwaga zastąpiła zasługę!”[15].

 

Myśliciel negując nakazy wiary, poruszył kwestię posłuszeństwa i miłości dzieci w stosunku do rodziców. W tym także widział pierwiastek ograniczający ludzką wolność: „Absurdem jest twierdzenie, że skoro tylko córka wyszła z łona matki, winna od razu stać się ofiarą woli swoich rodziców[…] W sprawie tak interesującej posłuchajmy głosu natury i niech bliższe jej prawa zwierząt posłużą nam przez chwilę za przykład. Czy prawa rodzicielskie rozciągają się poza potrzeby fizyczne? Czy płody rozkosznych igraszek samca i samicy nie zachowują całej swej wolności? Wszystkich swoich praw? Czy z chwilą, gdy mogą same chodzić i się wyżywić, stanowią one przedmiot uwagi swoich rodziców?”[16]. Na powyższe pytania odpowiedź jest przecząca, wobec czego przykazanie boskie o czci dla ojca i matki traci swoją ważność.

 

Markiz swoimi poglądami unieważnił cały Dekalog. Przejawiał obsesyjną nienawiść do Boga, którego określał chimerą lub zjawą (a także innymi, bardziej dosadnymi epitetami). Uczucie to miało źródło w kondycji współczesnego filozofowi świata, który był przepełniony złem i obłudą[17]. Sade doszedł do wniosku, że taki stan rzeczy wyklucza możliwość istnienia Boga, dlatego ogłosił jego śmierć[18]. Ponadto Bóg jawił mu się jako idea krępująca człowieka, czyniąca z niego niewolnika, będąca oznaką jego słabości, nicości a także głupoty[19]. Markiz nie mógł tego wybaczyć Bogu i nie mógł pogodzić się z takim wizerunkiem człowieka. Chciał udowodnić ludzkości jacy jesteśmy naprawdę. W świecie bez Boga jedyną drogą do poznania egzystencjalnej sytuacji człowieka stała się dla markiza seksualność. Libertynizm był przez niego rozumiany jako „uwolnienie aktywności intelektualnej od wszelkiego ograniczenia, autorytetu, tradycji, przesądu, a nawet tyrańskiego rozumu”[20].

 

Krytyki religii podjął się także Fryderyk Nietzsche i choć nie był pierwszym myślicielem obwieszczającym „śmierć Boga”, wypowiedziane przez niego „Gott ist tot” (tzn. Bóg jest martwy[21]) uczyniło go jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w filozofii. Nietzsche stwierdził, że ludzkość przestała wierzyć w jakikolwiek kosmiczny porządek, ponieważ już go nie dostrzega. Kryzys wartości moralnych był dla niego oznaką sytuacji, w której idea Boga nie stanowi źródła kodeksu postępowania, więc Bóg jest martwy. Ta myśl została przedstawiona m. in. w dziełach: Wędrowiec i jego cień, Jutrzenka, Wiedza radosna, Tako rzecze Zaratustra. Filozof, podobnie jak jego poprzednicy, widział w religii system zakazów. Uznał, że są one sposobami zrównania słabych i miernych z silnymi i utalentowanymi jednostkami. To właśnie jednostki bierne, niezdolne do życia, nie mogące znieść przewagi innych, tzw. ludzie resentymentu „zabili” Boga. Ogłoszenie „śmierci Boga” nie oznaczało u Nietzschego postawy ateistycznej. Chodziło mu o odczuwanie nieobecności stwórcy świata (istnienie Boga nie zostało tu zanegowane)[22]. Ten specyficzny „ateizm” polegał na życiu tak, jakby Boga nie było[23], na przestrzeganiu zasad etyki chrześcijańskiej bez jednoczesnej wiary i praktyki chrześcijaństwa. Początek klęski Nietzsche widział w zesłaniu Jezusa na ziemię i tym samym w pokazaniu litościwego oblicza przez Boga. Ostatnią fazą upadku stało się zaś wykorzystywanie Boga przez kapłanów[24]. Taki sposób funkcjonowania idei Stwórcy obniżał wartość ludzkiego życia. By to zmienić, należało zwrócić się w stronę afirmacji świata doczesnego[25].

 

Kondycja świata bez Boga

     Czy świat bez Boga jest możliwy? Tak, jednak taki stan rzeczy ma swoje konsekwencje. Najważniejszą z nich jest wolność. Vanini uważał, że jeśli Bóg nie istnieje, to ludzie są wyłącznymi sprawcami swoich czynów. Niesprawiedliwość świata to rezultat ludzkiego działania. Nie oznaczało to jednak dla filozofa, że człowiek jest zły. Vanini daleki był od lęku przed swobodą, która została dana ludziom. Człowiek to istota rozumna, dzielna – cnotliwa, dlatego myśliciel ufał, że społeczeństwu uda się stworzyć świat sprawiedliwy, oparty na „opatrzności ludzkiej”[26]. Co więcej, brak Boga nie był dla włoskiego filozofa równoznaczny z utratą nieśmiertelności przez ludzi. Człowiek mógł przetrwać w swoich dziełach odbieranych przez potomność, ponieważ w każdej rzeczy stworzonej przez nas jest cząstka naszej osobowości[27].

 

     Natomiast dla markiza de Sade konsekwencją „śmierci Boga” stała się niczym nie skrępowana suwerenność. Filozof stanął na stanowisku absolutnego amoralizmu (zanegował słuszność idei Boga, obyczajowości, praw natury, a także samą konieczność istnienia jakichkolwiek norm)[28]. Świat to anarchia, chaos, w którym dobro przeplata się ze złem. Jedyny instrument pozwalający się odnaleźć w takiej przestrzeni to zmysły[29]. Konsekwencją „śmierci Boga” stało się więc uwolnienie niepohamowanych mocy pożądania, ducha krytyki i woli eksperymentowania (także w sferze seksualności)[30]. Człowiek w oczach de Sade’a był istotą rozpieraną przez energię (pożądanie, erotyzm), która determinowała wszystkie jego działania: „występuje się przeciw namiętnościom, nie zdając sobie sprawy, że to od ich płomienia filozofia zapala własny”[31]. Stanowiło to o podmiotowości ludzi[32]. Jednostki słabe były pozbawione dynamiki, należały do gorszej kategorii ludzi, gdyż nie potrafiły czerpać sił ze świata i zbrodni (co także było dopuszczalne)[33]. W sade’owskiej wizji świata nie istniało pojęcie zła. Zło to „cykliczny przepływ cząstek materii i następowanie po sobie ich upostaciowania i ciągłość życia w materii”[34]. Jedyną zasadą świata był wieczny ruch, dotyczący także człowieka[35]. Ludzie, jako wpisani w cykl materii, mogli zarówno tworzyć, jak i niszczyć: „Czy nawet pobieżne spojrzenie na działania przyrody nie dowodzi, że destrukcje są tak samo konieczne dla jej planów jak tworzenie, że obie te operacje łączą się i przenikają tak ściśle, iż jest niemożliwością, aby jedna mogła działać bez drugiej; że nic by nie powstało i nic nie mogłoby się odrodzić bez destrukcji? Destrukcja jest więc jednym z praw natury tak samo jak tworzenie”[36]. Dlatego okrucieństwo wobec drugiego człowieka (posunięte nawet do morderstwa) nie było złem. De Sade uważał, że nierówność to naturalny stan świata, także nierówność panująca wśród ludzi[37]. W świecie, w którym wszystko było dozwolone, kondycja ludzka stała się absurdalna. Zło jako element natury przestało być złem i stało się narzędziem służącym przyjemności, czyli dobrem[38]. W jaki sposób człowiek miał odnaleźć się w takiej chaotycznej rzeczywistości? Markiz de Sade dał kontrowersyjną odpowiedź na to pytanie: człowiek żeby nie cierpieć, powinien być zły[39]. Tym samym za najbardziej korzystny dla ludzi pogląd de Sade uznał egoizm. Jeżeli zaś chodzi o kwestię nieśmiertelności, filozof rozwiązał ją w odmienny niż Vanini sposób. Mianowicie, odrzucił strach przed śmiercią, ponieważ była ona czymś naturalnym, więc dobrym. Zmarły człowiek pozostaje w naturze, w ciągłym ruchu materii[40]. Tym samym myśliciel zanegował także istnienie śmierci, która zamiast nicością, stała się jedynie przekształceniem.

 

Nietzsche widział świat bez Boga w nieco ciemniejszych barwach, niż jego poprzednicy. Wolność, która dla nich była szczęściem, dla Nietzschego stała się ciężarem. Filozof dostrzegał potrzebę istnienia kodeksu moralnego, który po upadku chrześcijaństwa, powinien być stworzony na nowo przez ludzi. Jednak według myśliciela człowiek nie był w stanie podjąć się tego wyzwania, ponieważ sam był wytworem chorej kultury odwołującej się do Boga. Dlatego charakterystyczną cechą kondycji ludzkiej stało się udawanie, że Bóg nadal żyje; akceptowanie pozorów; bezsensowne i dobrowolne niewolnictwo. Noc to metafora, którą Nietzsche użył do określenia świata po „śmierci Boga”, zdominowanego przez logikę strachu prowadzącego do zatracenia przez człowieka  celu oraz sensu swojej egzystencji[41].

W poglądach Nietzschego dostrzec można także pozytywną stronę opisanej sytuacji. Filozof twierdził, że jeśli ludzie uświadomią sobie swój nihilizm i przezwyciężą go, wszystko będzie dozwolone. Ponadto świat doczesny otrzymałby wtedy nowe wartości, a człowiek mógłby zacząć rozwijać swoje zdolności twórcze. Oczywiście nie każda jednostka była do tego zdolna. Jednostka, której udałoby się tego dokonać, reprezentowałaby nowe stadium egzystencji – Nadczłowieka. Właśnie w nim Nietzsche widział szansę zniesienia dekadencji obecnej w kulturze ówczesnego świata[42].

 

Fundamenty nowego świata

Po negacji Boga, religii i po określeniu stanu rzeczywistości myśliciele podjęli się stworzenia nowych fundamentów świata. U Vaniniego ową konstruktywną część filozofii stanowiła tak zwana religia natury, „której istotą był zachwyt nad przyrodą, a kultem –  odkrywanie jej tajemnic”[43]. Filozof uważał, że by osiągnąć szczęście, ludzie powinni zmierzać do uzyskania harmonii z przyrodą. Natomiast sens ludzkiego życia (stanowiący o podmiotowości człowieka) przejawiał mu się w wytwarzaniu doskonałych dzieł. Myśliciel zwracał uwagę na trud tworzącego dzieło, na zmaganie się z opornym materiałem, które sprawia, że ludzka osobowość zostaje zaklęta w dziele i może przetrwać dla potomnych: „Terminem, który w języku Vaniniego integruje świat ludzkich dzieł jest ‹‹Respublica Litteraria››. Jest to zarazem naczelna wartość wyznaczająca sens życia”[44].

 

Markiz de Sade w swoich pierwszych książkach również przejawiał potrzebę zwrócenia się do natury, na przykład tłumacząc nią seksualne potrzeby ludzkie. Jednak z czasem zaczął dostrzegać w niej kolejne narzędzie ubezwłasnowolnienia. Stojąc na stanowisku totalnej negacji i buntu, filozof próbował przekroczyć także naturę. Znalazło to odbicie w dewiacjach seksualnych, które będąc przedmiotem rozumowej analizy, doprowadziły go do buntu przeciwko prokreacji[45]. Ów bunt dostrzegamy w tzw. marnowaniu nasienia poprzez masturbację, stosunek analny (Sodomię) i używanie różnego rodzaju protez[46]. Ponadto chcąc zanegować naturę Sade zanegował istnienie związku przyczynowo-skutkowego. Według filozofa wszystko w świecie było przypadkowe, bezcelowe i chaotyczne[47]. Jedyne, czym w takiej rzeczywistości mógł kierować się człowiek był egoizm. Jednak i w tym de Sade dostrzegł źródło zniewolenia. To, czego chcemy, może być przecież narzucone przez naturę, Boga lub inne czynniki zewnętrzne. Ego to wypadkowa zewnętrznych nacisków[48]. By jednostka mogła stać się prawdziwie suwerenna, musiała przezwyciężyć siebie i swoje pragnienie przyjemności. Wszelkie namiętności  powinny istnieć jedynie na płaszczyźnie racjonalnej[49]. Człowiek, któremu uda się to osiągnąć, będzie znajdował się w stanie egoizmu absolutnego, tzw. apatii[50], w stanie pozawrażeniowym. Apatia w systemie filozoficznym de Sade’a była aktywna, pobudzała jednostki do działania[51]. Jednocześnie stanowiła przeciwieństwo empatii, ponieważ była stanem całkowitej obojętności, w którym nie istniała ani cnota ani występek, w też zerwane zostawały wszelkie więzi z innymi ludźmi[52]. Libertyn, który stępił w sobie ludzkie uczucia, przekraczał zarówno naturę, jak i człowieczeństwo. Ta droga rozwoju prowadziła do osiągnięcia szczęścia, ale niosła także niebezpieczeństwo samozagłady[53].

 

Natomiast Nietzsche diagnozując stan społeczeństwa jako krytyczny, podkreślał potrzebę stworzenia nowej moralności, przewartościowania wartości, wyjścia poza dobro i zło, przeciwstawienia panów niewolnikom, Dionizosa – Apollinowi. Według filozofa postawa apollińska ceniła to, co jasne, przejrzyste, zrównoważone i harmonijne. Postawa dionizyjska, którą promował Nietzsche, była uosobieniem pełni życia, jego pędu i siły[54].  W tej ostatniej miało źródło wszystko, co wielkie i twórcze, także idea Nadczłowieka. Postulowane przewartościowanie polegało na przywróceniu wartości temu, co w kulturze Zachodu uchodzi za złe, tzn. wyniosłości, uznaniu naturalnej nierówności między ludźmi oraz braku sprawiedliwości. Doprowadziło to Nietzschego do ustanowienia moralności panów (w opozycji do moralności niewolników). Myśliciel uznawał wartość życia jako największą i bezwzględną, poza tym cenił wolność człowieka silnego (czyli takiego, który posiada dość siły, by ją sobie zapewnić) i nierówność (która oznaczała, że prawa i dobra należą się dostojnym i silnym, i to jest właśnie sprawiedliwe)[55]. Nowa moralność była gruntem, na którym ludzkość miała wyhodować Nadczłowieka: „Po ‹‹ śmierci Boga›› Nadczłowiek jest jedynym sensem człowieka i jedynym sensem Ziemi”[56]. Zaratustra powiedział: „Pomarli bogowie wszyscy: niechże więc za wolą naszą nadczłowiek żyje – taka niech będzie czasu wielkiego południa nasza wola ostatnia!”[57]. Sens życia ludzkiego Nietzsche widział w dążeniu do transformacji w Nadczłowieka, czyli w istotę obdarzoną wolą mocy, twórczym potencjałem, której każda chwila życia jest pełnowartościowa. Takiej jednostki nie obowiązywałyby zasady tradycyjnie pojętej moralności (tak, jak Boga). Na tym polegał immoralizm niemieckiego filozofa.

 

„Efekt końcowy”

Czy filozofom udało się stworzyć alternatywę dla świata bez Boga? Wydaje się, że częściowo tak. Idea Vaniniego stale powraca w myśli ludzkości, wielu ludzi szuka przecież ukojenia i poczucia bezpieczeństwa w harmonii z naturą – stąd popularność Greenpeace, Friends of the Earth International, Living Lakes Myśl boskiego markiza również nie odeszła w niepamięć. Dostrzeżono w niej pokłady humanizmu – pogląd, że człowiek ma prawo do szczęścia rozumianego na różne sposoby, bowiem właśnie stąd wynikała niezwykle otwarta na wszystkie dewiacje postawa de Sade’go. Dziś echa tego systemu filozoficznego odnaleźć można w libertynizmie rozumianym jako kierunek w filozofii politycznej, głoszący, że władza powinna chronić tylko podstawowe prawa i wolność obywateli, którzy sami mogą zadbać o swoją pomyślność[58]. Poglądy Nietzschego natomiast zostały wykorzystane przez ideologie totalitarne XX wieku do usprawiedliwienia swojej agresji i poczucia wyższości rasy panów. Hitleryzm spowodował częściowe odwrócenie od immoralizmu proponowanego przez filozofa. Współczesna kultura nieświadomie powraca do ideału Nadczłowieka, promując jednostki piękne, szczupłe, zdrowe, silne i przebojowe, pewne siebie, „idące za ciosem” i świadome własnej wartości. Obecne społeczeństwo wypycha na margines słabych i brzydkich, kocha tylko tzw. celebrytów. Podziw społeczeństwa zyskują sobie osoby o niezłomnym charakterze, stojące na czele dużych korporacji, osiągające sukcesy zawodowe i odnoszące zwycięstwo w tzw. wyścigu szczurów. Być może właśnie w XXI wieku kontrowersyjna idea Nietzschego i elementy systemu de Sade’a (tolerancja dla homoseksualizmu) stały się rzeczywistością, czymś naturalnym. W dzisiejszym świecie obserwujemy walkę jednostki o prawo do decydowania o sobie i życia w zgodzie z własnymi pragnieniami. Popularnym zjawiskiem stał się coming out gejów i lesbijek, coraz głośniej mówi się o transseksualizmie i transwestytyzmie, które dotychczas funkcjonowały jako tematy tabu usytuowane wbrew ludzkiej naturze. Może dopiero współczesne pokolenie wyciągnęło odpowiednie wnioski ze świadomości „śmierci Boga”, dopuszczając istnienie Innego, a także możliwość podjęcia z nim dialogu? Dla interkulturowych i interwyznaniowych społeczeństw nie ma innej drogi poza kompromisem i tolerancją, ponieważ wszyscy jesteśmy gotowi za wszelką cenę podjąć walkę o własną wolność i szczęście.



[1] P. K. McInerney, Wstęp do filozofii, przeł. R. Matuszewski, Zysk i S-ka, Poznań 1998, s. 30.

[2] W relacjach świadków Zagłady i Ocalonych, a także w literaturze podejmującej tematykę Holokaustu nadzwyczaj często pojawiają się sformułowania, określające czas i przestrzeń Szoa jako piekło na ziemi, świat bez Boga czy też z Bogiem, który nie reaguje na ludzką tragedię.

[3] A. Nowicki, Vanini, Wiedza Powszechna, Warszawa 1987, s. 69.

[4] Tamże, s. 73.

[5] Tamże, s. 75.

[6] G. C. Vanini, Dialog L – O Bogu, w: A. Nowicki, dz. cyt., s. 162-163.

[7] Słownik filozofii, red. J. Hartman, Zielona Sowa, Kraków 2004, s. 126.

[8] M. Skrzypek, Libertyński podręcznik wychowania seksualnego w duchu absolutnego immoralizmu, w: D. A. F. de Sade, Filozofia w buduarze. Libertyńscy nauczyciele. Dialogi przeznaczone do edukacji młodych dziewcząt, „Szumacher” Kielce 1998, s. 5.

[9] J. Kochan, Donatien Alphonse François de Sade, czyli racjonalizm absolutny, http://www.nowakrytyka.pl/spip.php?article192, 4 lutego 2012 r.

[10] B. Banasiak, Integralna potworność. Markiz de Sade. Filozofia libertynizmu czyli konsekwencje „śmierci Boga”, Theseraus, Łódź 2006, s. 41.

[11] Tamże, s. 180-183.

[12] D. A. F. de Sade, dz. cyt., s. 40.

[13] M. Skrzypek, dz. cyt., s. 13-14.

[14] Tamże, s. 12.

[15] D. A. F. de Sade, dz. cyt., s. 38.

[16] Tamże, s. 42.

[17] Francuska epoka ancien régime i Wielkiej Rewolucji – czasy monarchii Walezjuszów i Burbonów (XIV-XVIII w.) to okres panowania absolutystycznego systemu społecznego, w którym nie było miejsca dla indywidualności jednostki i równości obywateli. W uciskanym społeczeństwie ówczesnej Francji panowały burzliwe nastroje, związane z dysproporcją między tym, co oficjalne, a tym, co rzeczywiste m. in. z przepychem życia królewskiego dworu i rosnącą pauperyzacją społeczeństwa, z naukami Kościoła i codzienną praktyką duchownych, z oficjalną moralnością opartą na religii i obyczajowymi występkami arystokracji.

[18] J. Kochan, dz. cyt.

[19] B. Banasiak, dz. cyt., s. 174.

[20] Tamże, s. 95.

[21] Oznacza to, że Bóg wciąż jest na świecie, tyle tylko, że  martwy.

[22] M. Żelazny, Nietzsche: śmierć Boga, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2678 , 5 lutego 2014.

[23] G. J. Grzmot-Bilski, O doświadczeniu śmierci Boga w twórczości Nietzschego, „Filo-Sofija” 2002, nr 1, s. 39.

[24] M. Żelazny, dz. cyt.

[25] G. J. Grzmot-Bilski, dz. cyt., s. 40.

[26] A. Nowicki, dz. cyt., s. 72-77.

[27] Tamże, s. 88-92.

[28] B. Banasiak dz. cyt., s. 172.

[29] Tamże, s. 272.

[30] Tamże, s. 53-54.

[31] D. A. F. de Sade, Julietta. Powodzenie występku, Mireki, Kraków 2003, s. 76.

[32] Tamże, s. 143-148.

[33] Tamże, s. 210-211.

[34] Tamże, s. 21-212.

[35] Tamże, s. 211.

[36] D. A. F. de Sade, dz. cyt., s. 82.

[37] B. Banasiak, dz. cyt., s. 265.

[38] Tamże, s. 196-197.

[39] Tamże, s. 197.

[40] Tamże, s. 402.

[41] G. J. Grzmot-Bilski, dz. cyt., s. 37-38.

[42] Słownik filozofii,  red. J. Hartman, dz. cyt. s. 349.

[43] M. Agnosiewicz, Niech zamilkną uczeni, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3367 , 4 lutego 2014 r.

[44] A. Nowicki, dz. cyt., s. 87.

[45] Ma to odzwierciedlenie w niechęci markiza do przetrwania w ludzkiej pamięci jako element próby przedłużenia gatunku, pozostawienia na świecie jakiejś cząstki siebie.

[46] B. Banasiak, dz. cyt., s. 220.

[47] Tamże, s. 226.

[48] Tamże, s. 289-290.

[49] Taka postawa jest bliska starożytnemu stoicyzmowi.

[50] B. Banasiak, dz. cyt., s. 292-293.

[51] Tamże, s. 298.

[52] Tamże, s. 300-303.

[53] Tamże, s. 310-311.

[54] W. Tatarkiewicz, Historia filozofii. Filozofia XIX wieku i współczesna, t. 3, PWN, Warszawa 2001, s. 168.

[55] Tamże, s. 166.

[56] J. Krasicki, Od „śmierci Boga” do „śmierci człowieka”. Z genealogii i recepcji posthumanizmu Fryderyka Nietzschego w: Od „śmierci Boga” do „śmierci człowieka”. Rodowody, konteksty, destrukcje we współczesnej myśli filozoficznej, red. J. Krasickiego i S. Kijaczki, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2001, s. 27.

[57] Cyt. za: J. Krasicki, dz. cyt., s. 24.

[58] P. K. McInerney, dz. cyt., s. 262.

Wróć