nr: 1/2017Powroty

Temat numeru

Zagajewskiego związki z romantyzmem

 

Adam Zagajewski jest poetą niejednoznacznym. Najlepiej świadczą o tym bardzo dokładne monografie na temat jego poezji[1], które wobec wielości motywów i różnorodności ich zastosowania, zdają się być bezradne, gdy mają określić poezję Zagajewskiego w sposób jasny, ostry. Próba odnalezienia tropów romantycznych w twórczości poety określanego jako neoklasyka jest trudna, ale możliwa. Zagajewski czerpie niewiele z tradycji dziewiętnastowiecznych, jednak gdy to robi, są to wykorzystania nieoczywiste i bardzo subtelne. Tylko Tadeusz Nyczek w sposób wyraźny wspomina o romantycznych konotacjach poety, pisząc o dziedzictwie Nowej Fali, która opierała się między innymi na ideałach romantycznych. Badacz zauważa, że późniejsza poezja twórców tej formacji poetyckiej opierała się na paradoksie łączenia klasycznego uogólnienia z romantycznym symbolem[2]. To jedyne tak silne nawiązanie do romantyzmu w monografiach o poezji Zagajewskiego. Inni badacze bardzo delikatnie wspominają o tych tropach w poezji autora Płótna, skupiając się raczej na powtarzających się w tekstach metaforach i słowach.

Aby usystematyzować swoją pracę, zbadam poezję Zagajewskiego w czterech aspektach: jako poety wobec świata, następnie wobec Polski, Kościoła, a na końcu wobec kobiety. Właśnie przy okazji tych tematów poeta ujawnia swoje związki z romantyzmem.

 

Jako poeta wobec świata

Romantyczny trop w poezji Zagajewskiego opiera się na dość silnej, jak na poezję uznawaną za klasyczną, konstrukcji „ja” mówiącego. Często jest ono tylko tym, które zapisuje sens, porządek zawarty w przypadku i małym zdarzeniu, jest wycofane, nieobecne. Można jednak znaleźć wiersze, w których podmiot liryczny nie jest tylko figurą poety. Czasem (i wcale nie tak rzadko) mówi Zagajewski lub dokładniej, kreacja autobiograficzna samego twórcy, który swoją perspektywę uznaje za prymarną. Widać to najwyraźniej w takich tomikach, jak Sklepy mięsne i Płótno, w których podmiot liryczny stara się wyprowadzić mimesis od siebie, a nie od obserwacji świata. Perspektywa osobista jest nadrzędna. Wiersz Płótno stanowi dobry przykład dla tego punktu obserwacji:

 

Stałem w milczeniu przed ciemnym obrazem,

przed płótnem, które mogło zmienić się

w płaszcz, w koszulę, w chorągiew,

lecz stało się kosmosem.

 

Trwałem w milczeniu przed ciemnym płótnem,

pełen zachwytu i buntu myślałem

o sztuce malowania i sztuce życia,

o tylu dniach pustych i zimnych,

 

o chwilach bezradności,

o mojej zimnej wyobraźni,

która jest sercem dzwonu

i żyje tylko w rozkołysaniu,

 

uderzając o to, co kocha

i kochając to, co uderza,

i pomyślałem, że to płótno

mogło być całunem także[3].

 

Podmiot liryczny jest w wierszu centrum, od którego rozchodzi się kosmos. Staje twarzą w twarz z płótnem, które pełni funkcję lustra. W ten sposób „ja” liryczne dokonuje rozrachunku własnej osoby i swojej twórczości. Już sama relacja ja – kosmos jest bardzo romantyczna. Podmiot jest na tyle silny, by tworzyć parę z czymś nieogarnionym. Pisząc o rozkołysanej wyobraźni, mówi o nigdy nie ustającej mocy kreacji, która nie ma żadnych ograniczeń, nie wybiera: może niszczyć i kochać. Zachwyt i bunt są reakcją na nieskończoność, ta postawa wyklucza zgodę na jakikolwiek większy porządek świata. Tak więc siła tworzenia jest nieokiełznana i ogromna, a jednocześnie cała należy do podmiotu mówiącego. Płótno ostatecznie może być dowodem na to, że „ja” jednak jest skończone, kiedyś umrze. Stając się całunem, stanowi kontrast dla kosmosu. Podróż w głąb siebie okazuje się poważnym rozrachunkiem z siłą tworzenia. Wiersz nie jest całkowicie romantyczny, ostatecznie poeta zauważa, że jest tylko człowiekiem i jednak przegrywa z siłą, która w nim drzemie. Lecz najważniejsze, że podmiot ową walkę podjął.

 

Podmiot liryczny wierszy Zagajewskiego nieustannie się kreuje, określa samego siebie, dość często jest egocentryczny. Co ważne, chętnie powie, że jest człowiekiem, rzadko doda, że także poetą. Anna Czabanowska-Wróbel słusznie zauważa, że twórczość autora Płótna to nie liryka ekspresji, a „ściszonego głosu, dyskrecji, powściąganej skargi”[4]. Badaczka nazywa podmiot dyskretnym, ale nie milczącym. „Ja” liryczne, szczególnie w późniejszej twórczości poety, stara się dookreślić, ustosunkować do opinii czytelników i krytyków (wiersz Autoportret[5]). Bardzo istotna i romantyczna jest próba ustanowienia własnej autonomiczności. Zagajewski często drwi z próby nauczenia poezji i rozgryzienia podmiotu w wierszach ( Temat: Brodski[6] ). Podmiot liryczny nie chce istnieć w opinii innych (poza wczesnym wierszem O tym jak 27 marca 1972 roku 19 studentów pod kierunkiem doktora Prokopa analizowało mój wiersz „Miasto”[7]). Bogusława Bodzioch- Bryła podkreśla potrzebę podmiotu do utrwalania swojej obecności w świecie[8]. Często łączy się to pokazaniem władzy nad wierszem:

 

Nie było mnie w tym wierszu,

tylko lśniące, czyste kałuże[9]

 

I kolejny przykład:

 

Nie wolno mi jeszcze żyć w wierszu,

muszę przebywać w świecie, w mieście.

Tylko umarli mogą rozgościć się w poezji;[10]

 

Zagajewski wychyla się z tekstu, staje poza nim. Parabaza nie jest częstym zabiegiem w poezji omawianego poety, jednak gdy już zostaje zastosowana, to wbrew romantycznej intencji, wynika z władzy poety nad światem przedstawionym. Ona go od niego odcina. „Ja” liryczne w wierszu Sobie do pamiętnika mówi: „Nic nie łączy cię z tą ziemią, / nic nie wiąże cię z tym niebem”[11] – podmiot czuje się więc obcy, nie przynależy. Niekoniecznie przez swoją wyjątkowość.

Pozycja poety zostaje też ciekawie przedstawiona w wierszu W maju:

 

Idąc przez las, o świcie, w maju,

pytałem, gdzie jesteście, dusze

zmarłych. Gdzie jesteście, młodo

zaginieni, gdzie jesteście, całkiem

przemienieni.

Wielka cisza panowała w lesie

i słyszałem, jak śnią liście zielone,

słyszałem sny kory, z której powstaną

łodzie, okręty i żagle.

Potem z wolna zaczęły odzywać się

ptaki, szczygły, drozdy i kosy ukryte

w balkonach gałęzi; każdy mówił inaczej,

innym głosem, o nic nie prosząc, bez

goryczy i żalu.

I zrozumiałem, że jesteście w śpiewie,

nieuchwytni jak muzyka, obojętni jak

nuty, dalecy od nas tak jak my

od siebie[12].

 

Podmiot liryczny pokazuje swoje połączenie z naturą. To właśnie ona reaguje i w końcu odpowiada na zadawane przez niego pytanie. „Ja” poetyckie staje się impulsem dla przyrody, by zacząć mówić i to nie na błahe tematy. I nie chodzi tu wcale o siłę poezji, a o uprzywilejowaną pozycję samego podmiotu. Natura mówiąca jest tworem romantycznym: "Za Schellingiem traktuje Mochnacki naturę jako jedność dynamiczną. Wypełnia ją żywioł o charakterze duchowym, kierujący twórczym ruchem, ujawniającym się w procesach, które przemieniają jedne jestestwa w inne. Wszechprocesualność i wszechuduchowanienie doprowadza w ostatecznym rozrachunku do „uświadomienia się natury w jej jestestwie”, zrealizowanym w człowieku. Natura przemawia do człowieka, a także przez człowieka. Idzie o to, by człowiek umiał być transmisją tej mowy; by umiał czytać w księdze natury. Czytać po nowemu. Nie, jak dawniej, przez rozumowe opanowanie rządzących naturą niezmiennych praw, lecz poprzez zgłębianie jej sił tajemnych mocą intuicji, natchnienia geniuszu[13]".

 

Koncepcja Mochnackiego jest o tyle inna od teorii mu współczesnych, iż mocno łączy człowieka z naturą, a nie traktuje jej jako tworu zupełnie samodzielnego, jednak właśnie to spojrzenie jest najbardziej zbliżone do sposobu komunikowania się „ja” lirycznego z naturą w wierszach Zagajewskiego. Przyroda w wierszu jest przede wszystkim bytem samodzielnym i żyjącym. Nie tylko reaguje na pytania podmiotu lirycznego, ale także ma w sobie odpowiedzi. Tak więc unia poety z naturą wynika nie z jego mocy twórczej, a z bycia człowiekiem właśnie, który potrafi się wsłuchać. Dzięki temu transmisja dochodzi do skutku. Wszystko, co romantyczne w wierszu, zostaje unieważnione przez słowa: „I wtedy zrozumiałem”. Zagajewski jednak stara się uogólnić zdarzenie jednostkowe i zupełnie nierealne. Nadwrażliwość natury widoczna jest także w wierszu, w którym „ja” mówiące jest wycofane:

 

Czarna rzeka płynęła przez park.

Dalej ciągnęły się nieczułe ogrody

i gęste warkocze żywopłotów.

Tam gdzie śpiewały kosy mieściła się dawniej

filia obozu w Oświęcimiu, a pod trawą

pochowane bandaże z rosyjskiego szpitala,

dlatego łąka była wzdęta, wysoka.

Po niebie bezszelestnie płynęły

niewinne szybowce i padał deszcz,

lekki beztroski, jak łzy radości[14].

 

Antropomorfizacje podkreślają niezależność natury. Opis jest mocno liryczny, lecz nagle dowiadujemy się o filii obozu w Oświęcimiu – bez zniekształceń, wyraźnie. Natura w tym wierszu jest niezależna od okrutnej historii ludzkiej. Zostawia ona swoje ślady (wzdęta łąka od zakopanych tam bandaży pozostałych po rosyjskim szpitalu), jednak przyroda istnieje samodzielnie. Zagajewski w swoich wierszach pozwala naturze być prawdziwie autonomiczną . Nie tylko uznaje, że rządzi się ona innymi prawami, ale też, że człowiek przewyższa ją jedynie swoim okrucieństwem. Ten drugi element nie ma nic wspólnego z tropem dziewiętnastowiecznym, w swoim wydźwięku raczej przypomina główne przesłanie poezji Wisławy Szymborskiej[15].

Poeta wielokrotnie odbiera sobie prawo do wiedzy absolutnej, jednak w utworach w poezji czasem uderza ukryty egalitaryzm. Wbrew pozorom, kategoryczność w sprawach etycznych i zgoda na niewiedzę w innych przypadkach zbliża Zagajewskiego do romantyka – C. K. Norwida. Poeta współczesny mówi o najmłodszym wieszczu dość często. W wierszu Majestat snu padają słowa:

 

Sen gaśnie, zmęczony;

umiera lekko, bez żalu

i bez spadkobiercy – jak Norwid[16].

 

Poezja Norwida jest do pewnego stopnia wzorem dla Zagajewskiego. Romantyk był bardzo pokorny w stosunku do swoich poprzedników, jednak podobnie jak autor Płótna, nie uznawał kompromisów w pewnych sprawach. Etyka była jednym z głównych tematów poezji Norwida, który zastanawiał się, kto ją ustanawia, na ile jest niezależna. Są to problemy nie romantyczne, ale znajdujące swoją kontynuację w twórczości Zagajewskiego. Romantyk żył i tworzył samotnie, a został doceniony dopiero po śmierci. Dla Zagajewskiego jest on uosobieniem pokory, pracowitości i nieugiętego szukania sensu tworzenia. Wiersz Norwidowi – gdy kończył się jubileusz jest dobrym podsumowaniem:

 

Dowodziłeś wzniosłości przeczenia.

Inni mieli po swojej stronie Słońce,

Księżyc, głębokie lasy, ptaki śpiewające,

miłość zaspokojoną, a ty tylko

słówko nie, scyzoryk ironii.

Są wielkie promy, napełnione ludźmi,

zwierzyną i dźwiękiem, i są lekkie

żerdzie, które je prowadzą[17].

 

Autor Komunikatu pisząc o Norwidzie, jednocześnie wyraża swój stosunek do romantyków. Tamci swoją pewnością siebie i swojej poezji zawłaszczyli cały wszechświat. Norwid natomiast opanował tylko (aż) słowo i dzięki temu z lekkością, nietypową wieszczom, dowiódł swoich racji Romantyczna pycha jest nie do zaakceptowania dla Zagajewskiego, jednak pokorna próba zrozumienia świata wydaje się być ambitnym i godnym poszanowania zajęciem – szczególnie dla poety.

Twórczość Zagajewskiego kusi, by nazwać ją poezją pokory, jednak to tylko pozory. To on nazywa uczniów swoimi mistrzami. Przy pierwszym spojrzeniu na wiersza Zagajewskiego, wydaje się, że poeta pozostawia sobie rolę pytającego, nie wiedzącego. W wierszu dedykowanemu Czesławowi Miłoszowi mówi wyraźnie:

 

Znów czytam Pańskie wiersze

spisane przez bogacza, który wszystko zrozumiał,

i przez biedaka, któremu zabrano dom,

przez emigranta i samotnika.

 

Pan zawsze chce powiedzieć więcej

niż można – ponad poezję, w górę, w stronę wysokości,

ale i w dół, tam gdzie dopiero się zaczyna

nasz region, pokornie i nieśmiało.

 

Pan mówi niekiedy takim tonem

że – naprawdę – czytelnik

przez chwilę wierzy,

że każdy dzień jest świętem

 

i że poezja, jakby to wyrazić,

sprawia, iż życie jest zaokrąglone,

pełne, dumne, nie wstydzące się

doskonałej formuły.

 

Dopiero wieczorem,

gdy odkładam książkę

wraca zwyczajny zgiełk miasta -

ktoś kaszle, płacze, ktoś złorzeczy[18].

 

Podmiot liryczny nie wypowiada się jako poeta, a jako czytelnik. Mówi łagodnie i rozważnie, starannie dobiera słowa. Podziwia poezję Miłosza, lecz jednocześnie sprzeciwia się, aby liryka nie odzwierciedlała świata, odwodziła od niego prowadząc w stronę nierealną, wyidealizowaną. Zagajewski zniża ton swojej poezji, po to aby nie powstał dysonans pomiędzy rzeczywistością a wierszem. Pokora w wierszu ostatecznie przegrywa pewnością poety, że on ma racje – zna istotę poezji. W wierszu Archeologia padają słowa:

 

Co mogę zrobić po tylu latach,

ja, wyznawca zupełnie innego ognia,

 

ktoś, kto wierzy w siłę poezji,

w energię obrazów, idei,

w nieśmiertelną radość chwili[19].

 

Poezja jest wartością, jednak Zagajewski mówi rozważnie: może dla mnie. Jest poetą z własnej potrzeby. Wiara, którą ma, ratuje go przed nihilizmem.

 

O mieście, o Polsce, o ojczyźnie

 

Stosunek poety do własnego kraju jest bardzo istotny przy okazji badania tropów romantycznych. Zagajewski niewiele mówi o Polsce, woli raczej posługiwać się figurą miasta. I tu ponownie, czasami są to miasta konkretne: Lwów, Kraków, Stary Sącz, a czasem jest to nieokreślone miasto, które spełnia wszelkie wytyczne mimesis – jest tworem zawierającym w sobie cechy każdego miasta, a nie jest jednocześnie żadnym konkretnym.

Zagajewski chętniej mówił o Polsce na samym początku swojej twórczości. Często skupia się w tych wierszach na rozdźwięku między rzeczywistością a wizerunkiem, jaki jej narzucono. W utworze Wiersze o Polsce pisze:

 

Czytam wiersze o Polsce pisane

przez obcych poetów. Niemcy i Rosjanie

mają nie tylko karabiny, lecz także

atrament, pióra, trochę serca i dużo

wyobraźni. Polska w ich wierszach

przypomina zuchwałego jednorożca,

który żywi się wełną gobelinów, jest

piękna, słaba i nierozważna. Nie wiem,

na czym polega mechanizm złudzenia,

ale i mnie, trzeźwego czytelnika,

zachwyca ten baśniowy, bezbronny kraj,

którym żywią się czarne orły, głodni

cesarze, Trzecia Rzesza i Trzeci Rzym[20].

 

To wiersz wydany w tomiku List. Oda do wielości z 1983 roku (z pierwszego tomiku wydanego na emigracji). W utworze Wiersze o Polsce ojczyzna Zagajewskiego jest opisywana przez swoich oprawców, których wyobrażenia ustawiają kraj twórcy w przestrzeni baśniowej, a więc nierealnej. Trudna sytuacja Polski zostaje sztucznie upoetyczniona, przez co traci powagę. Dla obcokrajowców jest piękna, słaba i nierozważna – zupełnie jak bezbronna księżniczka. Wbrew swojej narodowości, podmiot liryczny zostaje uwiedziony przez obraz Polski, ale udaje się to tylko, dzięki przyjęciu perspektywy obcokrajowca, chwilowej amnezji. W tym samym tomie poetyckim znajduje się wiersz Gorączka:

 

Polska jak sucha gorączka na

wargach emigranta, Polska,

mapa, którą prasują ciężkie żelazka

dalekobieżnych pociągów. Nie zapominaj,

jak smakuje pierwsza truskawka,

deszcz, jak pachną wilgotne lipy

wieczorem, zanotuj metaliczny dźwięk

przekleństwa, zapisz nienawiść,

krótko przystrzyżoną sierść obcości,

pamiętaj, co łączy, co rozdziela.

Kraj ludzi tak niewinnych, że nie

mogą być zbawieni. Owca, którą lew chwali

za nienaganną postawę, poeta, który zawsze

cierpi. Kraj bez żądła, spowiedź bez

grzechów śmiertelnych. Bądź sam,

słuchaj, jak śpiewa nie ochrzczony

kos. Przypływa surowy zapach wiosny,

okrutny znak[21].

 

Polska od pierwszych słów wiersza jest mantrą powtarzaną przez emigranta, krajem wymęczonym. Podmiot liryczny zaczyna przywoływać to, co powinno być zapamiętane w ojczyźnie. Najpierw wymienia elementy, które przypominają o kraju, jaki chciał zapamiętać Mickiewicz w Panu Tadeuszu. Są to drobne sprawy, nie zawsze pozytywne, lecz pasujące do idyllicznego modelu. Jednak zaraz wkracza do wiersza ironia. Poeta gorzko ocenia romantyczny mit: Polacy rozsmakowali się w swoim cierpieniu, w pozycji poszkodowanego, rozgościli się w poczekalni do zbawienia. Mówiący w wierszu wyraźnie stwierdza, że poeta nie może ciągle cierpieć, państwo nie może zaakceptować swojej bezbronności. Poeta zachęca do buntu, do odrobiny bezbożności, która może okazać się ratunkiem. Wierszu Gorączka towarzyszy inny, o tytule Rozmawiałem z Francuzem[22], w którym podmiot liryczny rozmawia z osobą żyjącą w wolnym kraju, niedoceniającą swojej sytuacji. Niepodległy kraj znaczy niewiele dla Francuza, dla poety jest czymś fundamentalnym, jest źródłem. Wiersze z tomu List. Oda do wielości pisane są z perspektywy emigranta. Mimo opuszczenia kraju, poeta nie przestaje o nim mówić, jednak kluczowe w tym momencie wydają się uwagi Jarosława Klejnockiego: „Nie będąc politycznym emigrantem, nie będąc wcześniej internowanym lub jakoś specjalnie represjonowanym, a później zachęcanym lub tym bardziej zmuszanym do wyjazdu […], przywdziewa Zagajewski kostium wygnańca, z całym dobrodziejstwem (i uciążliwością) inwentarza. Inna opcja w tamtych czasach nie była raczej możliwa. Pisarz wiedzie jakby podwójne życie – z jednej strony wyborem życia w Paryżu steruje prywatna motywacja (dominująca) – z drugiej, poprzez choćby związanie się początkowo ze środowiskiem ‹‹„Kultury››”, a później ‹‹„Zeszytów Literackich››” […], Zagajewski wpisuje się swą publikowaną twórczością w szeroki kontekst politycznych uwarunkowań i określeń. Pisarz nie realizuje więc żadnej ze strategii emigranta, które opisał Wojciech Wyskiel, a jednocześnie realizuje wybrane elementy kilku wzorców, sytuując się jakby na przecięciu paradygmatów […] Jest po trosze ‹‹„przeszczepieńcem››” […]. Jest w związku z tym ‹‹„odmieńcem” ›› […], ale też […] nie odżegnuje się od realizowania niektórych przynajmniej parametrów postawy ‹‹„wygnańca››”[23].

 

Zagajewski jest świadomy obowiązków emigranta, wypracowanych przez wcześniejsze pokolenia. Mimo że opuszczenie ojczyzny nie było spowodowane względami politycznymi, rola zostaje poecie narzucona. Jarosław Klejnocki zauważa, że właśnie w tym okresie autor Płótna uwalnia się od ostrej poetyki nowofalowej, a do jego twórczości wkracza wcześniej nieobecna melancholia. Poeta stara się uporać z nową sytuacją, która jest wynikiem jego wyboru. Klejnocki zwraca uwagę, że reakcja Zagajewskiego przypomina weltschmertz[24]. Twórca zauważa swoją bezradność, ma problemy z odnalezieniem równowagi w świecie. Stąd wynika tak ponura ocena Polski. Podmiot liryczny opuszczając ojczyznę skazuje się na samotność, odcina się od korzeni. To właśnie od momentu emigracji można w poezji Zagajewskiego zaobserwować obecność bezdomnego podmiotu lirycznego. W wierszu Szukaj padają słowa: „Szukaj gdzie indziej, / Szukaj, / Szukaj prawdziwej ojczyzny”[25].

Opuszczenie ojczyzny nie oznacza uwolnienia się od jej spraw. Romantyczny model godzący się na pozycję cierpiętnika jest dla Zagajewskiego nie do przyjęcia. Potwierdzeniem jest wiersz Klęska:

 

Naprawdę umiemy żyć dopiero w klęsce.

Przyjaźnie pogłębiają się,

miłość czujnie podnosi głowę.

Nawet rzeczy stają się czyste.

Jerzyki tańczą w powietrzu

zadomowione w otchłani.

Drżą liście topoli,

tylko wiatr jest nieruchomy.

Ciemne sylwetki wrogów odcinają się

od jasnego tła nadziei. Rośnie

męstwo. Oni, mówimy o nich, my, o sobie,

ty, o mnie. Gorzka herbata smakuje

jak biblijne przepowiednie. Oby

nie zaskoczyło nas zwycięstwo[26].

 

Klęska w wierszu jest sytuacją najwygodniejszą dla Polaków. Nie tylko dlatego, że sposób zachowania po porażce jest już dobrze opanowany. Jest to moment zwolnienia z odpowiedzialności. Czas bezczynności wypełniony jest nadzieją, która nie wymaga podejmowania działań. Wtedy wszystko rozkwita, kraj w czasie klęski przemienia się w radosną krainę.

Zagajewski bardzo ostro rozprawia się ze zgodą na obecny stan rzeczy, wyidealizowanie sytuacji tragicznej oraz gorzką w tym wypadku poetyzację poniżonej Polski. Autor Powrotu w późniejszych wierszach już nie używa słowa Polska. Po kilku latach od wydania tomu List powstaje wiersz Hasło, który jest chyba najokrutniejszą oceną państwa:

 

Patrz, także twoje życie staje się

tylko oliwą, nad którą błądzi

szkarłatny płomień ojczyzny.

Ten kraj, depresja, weźmie twoją

młodość i zmieni ją w hasło,

zabierze ci radość i odda zmartwienie,

ten kraj, zepsuty zegar, czarna wstążka,

ten kraj, w którym dusze oddaje się

na przechowanie a ciała nie są

niczyją własnością, ponieważ śmierć

opłacona jest z góry i przyjdzie[27]

[...]

 

Poeta niekoniecznie mówi o Polsce, raczej o samym pomyśle poświęcenia dla państwa (szczególnie tego militarnego). Pojedyncze życie traci na znaczeniu, gdy ma stanąć w obronie idei. Ojczyzna w wierszu staje się oprawcą dla własnych obywateli: zamienia ich życie w hasło, bagatelizuje ich znaczenie. Ponadto za ogromne poświęcenie oferuje tylko smutek, depresję. Zagajewski, podobnie jak we wcześniejszych swoich wierszach, krytykuje ojczyznę, której akceptacja i wierność łączy się tylko z bezsensownym cierpieniem.

 

To, co należy według poety cenić w Polsce, to to, co Zagajewski odnajduje w bliskich sobie miastach. Temat zajmuje wiele miejsca w monografiach o tym twórcy. Ze względu na jego obszerność, pominę wszystko, co nie dotyczy tropów romantycznych. Mam na myśli modernistycznego flâneura, miasta takie jak Gliwice, Kraków oraz klasyczne, mimetyczne miasto. Najważniejszy z perspektywy tropów romantycznych jest Lwów. Zagajewski spędził tam pierwsze cztery miesiące swojego życia, jednak obecna stolica Ukrainy zapisała się w jego poezji bardzo mocno, stworzyła własny mit, choć równocześnie nie zrezygnowała z mitu utworzonego przez wcześniejsze pokolenia. Tadeusz Nyczek pisze: „Lwów jest największym miejskim mitem polskim dwudziestego wieku i trudno się dziwić Adamowi Zagajewskiemu, że nawet te cztery miesiące spędzone we Lwowie zaanektował do wspólnej skarbnicy lwowskiej mitologii. […] Lwów w literackiej i osobistej mitologii Zagajewskiego przybiera postać raju utraconego, wobec którego mądra i przenikliwa ironia zawsze kapitulowała, zmieniając się w wybaczającą dobrotliwość. Zagajewski ma świadomość pisania w imieniu tamtych wygnańców; w końcu też w imieniu własnym. Z latami Lwów nieuchronnie ulatywał coraz wyżej do nieba; na ziemi zostawały coraz bardziej niszczejące materialne ślady: ubrania, stare walizki, pudła na kapelusze”[28].

 

Zagajewski kontynuuje więc nurt literatury małych ojczyzn skupiający się na Kresach. Przejmuje wzorzec mickiewiczowski. Odrealnia Lwów, lecz jednak idylliczna kreacja łączy się z odebraniem miastu jego miejsca. W wierszu Jechać do Lwowa powie „Lwów jest wszędzie”[29]. Mit miasta stał się ważniejszy od miasta samego w sobie. Sam utwór zaczyna się tak:

 

Jechać do Lwowa. Z którego dworca jechać

do Lwowa, jeżeli nie we śnie, o świcie,

gry rosa na walizkach i właśnie rodzą się

ekspresy i torpedy. Nagle wyjechać do

Lwowa, w środku nocy, w dzień, we wrześniu

lub w marcu. Jeżeli Lwów istnieje, pod

pokrowcami granic i nie tylko moim

nowym paszporcie, jeżeli proporce drzew

jesiony i topole wciąż oddychają głośno

jak Indianie a strumienie bełkocą w swoim

ciemnym esperanto a zaskrońce jak miękki

znak w języku rosyjskim znikają wśród

traw[30].

 

Obojętne, kiedy pojedzie się do Lwowa. Dla podmiotu lirycznego nie ma różnicy, czy odbędzie się to we śnie czy w rzeczywistości. Nie ma nawet pewności, czy Lwów jeszcze istnieje. Podróż do tego miasta jest tak naprawdę wyprawą w głąb siebie. Kontynuując trop mickiewiczowski, Zagajewski odbiera miastu wszelkie cechy urbanizacyjne. Lwów charakteryzowany jest przez rośliny, zwierzęta i drobne przedmioty. Nie ma tu miejsca dla krytyki, bo tego Lwowa, o którym pisze Zagajewski już nie ma, zła ocena byłaby niczym hańbienie pamięci o zmarłym. Renata Gorczyńska pisze: „Lwów jest w wizji poetyckiej Zagajewskiego żywym organizmem, który pęcznieje, rośnie, olbrzymieje […] nie tylko sumą energii wszystkich pokoleń jego mieszkańców, ale i dionizyjskim bóstwem, amorficznym żywiołem, wielością i różnorodnością, które są samą kwintesencją bytu”[31].

Zupełnie jak mickiewiczowski matecznik, Lwów staje się samowystarczalnym organizmem, miejscem o żyjącym w harmonii.



Wobec Boga

Stosunek podmiotu lirycznego do Boga jest dość trudny do określenia. Otóż poezji Zagajewskiego nieustannie towarzyszy pytanie, czy ktoś rzeczywiście stoi ponad ludźmi. Jednak owa wątpliwość nie przeszkadza poecie rozmawiać z Bogiem, choć twórca wolałby usłyszeć odpowiedź. W wierszu Zapałki pyta: „Dlaczego Bóg wyręcza się śpiewem drozdów”[32], innymi słowy: skoro jest, dlaczego tego nie udowodni, dlaczego utrudnia relację człowieka z nim? Ten sam lęk wyrażony jest w tomie Płótno:

 

Czy doskonała może być tylko nieobecność?

Obecność przecież skażona jest grzechem

pierworodnym istnienia – nadmiarem, dziką,

orientalną pychą, a piękno, jak nożyk

do owoców, zadowala się skrawkiem pełni.

[…]

Wiem, że jestem sam i jednocześnie złączony

z tobą, trwale, szczęśliwie i boleśnie.

Wiem, że to tylko tajemnice są nieśmiertelne[33].

 

Możliwe, że nieobecny Bóg jest najdoskonalszą możliwą formą. Jeśli tak, paradoksalnie, jego brak jest dowodem na jego istnienie. Podmiot liryczny przyznaje się do unii z nieobecnym, jest sam i z nim. To stwierdzenie nie zatrzymuje jego pytań. W wierszu Mojżesz mówi: „Gdzie jesteś, wysokie spojrzenie? / Nudzimy się bez ciebie”[34]. To dość odważny zwrot. „Ja” liryczne pozwala sobie na odrobinę ironii. Zagajewski nie stara się wytworzyć granicy między Bogiem a podmiotem lirycznym wierszy:

 

Ty, który widzisz białka naszych oczu,

ty, który który kryjesz się w jarzębinach

jak gil

i w ciepłych pończochach chmur

jak sokół

otwórz skrzynie pełne śpiewu,

otwórz krew pulsującą w aortach

zwierząt i kamieni,

zaświeć latarnie w czarnych ogrodach.

 

Bezimienny, niewidzialny, milczący,

wybaw mnie od anestezji,

zabierz mnie na ziemię ognistą,

weź mnie tam, gdzie rzeki

płyną pionowo, pionowo płyną

rzeki poziome[35].

 

Bóg ukrywa się w naturze. Podmiot liryczny prosi o wielkie zmiany, chce ożywienia martwego, oświetlenia najciemniejszego, a nade wszystko pragnie uwolnienia się od własnego znieczulenia na świat. Chce odczuwać nawet to, co najgorsze. Ostatecznie prosi o zabranie go do innego świata. Tak poważna prośba nie wynika po prostu z wiary w Boga. Używa małej litery pisząc „ty”, nie dlatego, że jak romantycy, czuje się równy Bogu, a dlatego, że nie chce budować muru między sobą a tym bezimiennym i niewidzialnym. Brak dystansu jest jedyną romantyczną cechą w relacjach podmiotu z Bogiem. Mimo że wiersz jest modlitwą, to przypomina mocno żądanie. Podmiot liryczny stanowczo wyraża swoje oczekiwania. Bóg w wierszach Zagajewskiego często przypomina ostatnią szansę. Pomimo tego, że nierzadko używa formy modlitwy do rozmowy ze Stwórcą, wydaje się, że robi to dlatego, ponieważ jest to jedyny sposób komunikowania się z nieobecnością. Tak więc Bóg jest i go nie ma. Kompromisem dla tego paradoksalnego rozwiązania jest zakończenie wiersza Kino „Potęga”[36], w którym Bóg okazuje się gościem.

 

Bóg w poezji Zagajewskiego nie jest Bogiem katolickim. Jeśli jest, jest wszechobecny. Jeśli go nie ma, może to być także dowód na jego istnienie. Dlaczego więc w tylu lirykach poeta się do niego zwraca? Moim zdaniem wynika to z potrzeby doznania czegoś wyższego, czegokolwiek ponad prozę świata. W Ziemi ognistej mówi wyraźnie o tym pragnieniu. W wierszu Anteny czuwają padają słowa: „Mesjaszu, przyjdź wreszcie”[37]. Nie są wyrażone przez podmiot liryczny utworu, jednak świadczą o pewnej aktywności świata, oczekiwaniu na większe zdarzenie.

 

Wobec kobiety

Wierszy o kobiecie w twórczości Zagajewskiego jest niewiele. Poeta, mimo bardzo osobistej perspektywy swoich utworów, relacje z przedstawicielką przeciwnej płci uznaje za temat zbyt osobisty. Zajmując się tym wątkiem, badacz ma do dyspozycji zaledwie kilka wierszy, a często są to pojedyncze wersy. Jednak z drugiej strony, tak niewielka liczba utworów o tej tematyce pozwala łatwiej uchwycić stosunek podmiotu lirycznego do ukochanej. W tomie List. Oda do wielości znajduje się wiersz bez tytułu:

 

Twój telefon przerwał mi

pisanie listu do ciebie.

Nie przeszkadzaj mi, gdy

z tobą rozmawiam. Dwie

nieobecności krzyżują się,

jedna miłość rozdziera się

jak bandaż[38].

 

Podmiot liryczny prowadzi podwójną rozmowę z kobietą: na kartce papieru i przez telefon. On sam jednak woli pierwszy sposób kontaktu. Trudno o bardziej romantyczne ustawienie relacji. Otóż pisanie „ja” lirycznego, jego własna wyobraźnia i wyobrażenie kobiety, jest cenniejsze od bliższej relacji. Wybiera wolniejszy sposób komunikacji, wymagający zastanowienia, odrobiny poświęcenia. „Nie przeszkadzaj mi” w tym wypadku nie do końca oznacza chęci odcięcia się od kobiety realnej, a zajęcie się jej fantazmatem. Podmiot liryczny traktuje pisanie listu, które jest przecież skupione tylko na jego perspektywie, z namaszczeniem. Takie zachowanie jest zgodne z cechami poetyki Zagajewskiego: słowu należy się szacunek, to, które jest napisane jest lepsze, bo wymaga przemyślenia i pozostawia po sobie ślad. Ostatecznie w wierszu miłość unieważnia nieobecność drugiej osoby.

 

Zagajewski raczej unika określania kobiety. We wcześniej przytaczanym wierszu jest ona nieobecna, niema. W innych, późniejszych, jest raczej towarzyszką niż kochanką, jednak towarzyszką niezbędną. Poeta informuje czytelnika, że mowa o kobiecie dopiero pod koniec wiersza, i jest to informacja subtelna (jeden czasownik). Bywa, że wiersz obywa się i bez takiej wskazówki. W Antenach znajdują się dwa wiersze o kobiecie: Muzyka słuchana z tobą[39] i Muzyka słuchana[40]. Oba opierają się na tym samym motywie, który sugerowany jest już w tytule. Kobieta stoi zupełnie z boku, a jednak nadaje znaczenia muzyce. Bez niej podmiot liryczny nie byłby w stanie odczuć głębi melodii. Staje się niezbędna dla pełnego odczuwania. Podobnie w wierszu O północy[41], gdzie to właśnie „ona” sprawia, że podmiot widzi i czuje wyraźniej. Kobieta jest więc dopełnieniem „ja” mówiącego. Przez swoją wrażliwość, otwiera przed poetą nowe światy.

Ostatecznym ustosunkowaniem się do obecność kobiety w twórczości Zagajewskiego jest wiersz Separacja:

 

Niemal z zawiścią czytam utwory moich współczesnych

o rozwodach, rozstaniach, o bólu separacji;

cierpienie, nowy początek, mała śmierć;

czytanie i pisanie listów, palenie i czytanie, ogień i kultura,

gniew i rozpacz – wspaniały materiał dla udanego wiersza;

twardy osąd, niekiedy szyderczy śmiech moralnej wyższości,

a jednocześnie ostateczny tryumf ciągłości osoby.

 

A my? Nie będzie elegii, sonetów o rozejściu się,

nie będzie nas dzielił ekran wiersza,

nie stanie między nami udana metafora,

i jedyna separacja, jaka nam teraz zagraża, to sen,

to głęboka jaskinia snu, do której schodzimy osobno

- i zawsze muszę pamiętać, że twoja dłoń,

którą wtedy trzymam, jest zrobiona z marzeń[42].

 

Zagajewski w bardzo jasny sposób wyraża swoją opinię. Nieszczęśliwa, romantyczna miłość jest doskonałym tworzywem dla wierszy. Cierpienie spowodowane rozstaniem upoważnia do przeżywania uczuć najmocniejszych, a co się z tym łączy, do sięgania po gatunki najbardziej patetyczne. Oznacza to więc, że jest to ogromna pokusa dla poety: nie tylko daje sobie możliwość popisu literackiego, ale też (ponieważ relacja istnieje tylko w tekście) może swobodnie wykreować własny wizerunek. Jednak Zagajewski rezygnuje z tej poetyki. Przede wszystkim dlatego, bo kocha szczęśliwie i nie musi zapisywać swoich rozterek. Ponadto przeniesienie relacji na papier jest naruszeniem relacji prawdziwych (metafora rozdziela). Podmiot liryczny jest połączony z kobietą, a zupełnie nieromantycznie, jedynym momentem separacji jest sen. Relację wyidealizowaną Zagajewski zastępuje relacją prawdziwą.

W poetyce, którą wybrał autor Płótna nie ma wiele miejsca dla kobiety, a tym bardziej dla dokładnego określania stosunku do niej. Jednak w tych kilku wierszach o swojej partnerce, które Zagajewski napisał, można zauważyć, że poeta widzi kobietę jako towarzyszkę. Nie tworzy romantycznego fantazmatu, nie rozdmuchuje swojego cierpienia, nie cieszy się z oddalenia kochanki. Interesuje go tylko to, co najprawdziwsze. Niestety wiersz nie jest w stanie oddać wystarczająco wiernie tego, co poeta najbardziej ceni w kobiecie. On bowiem ceni życie z nią.

 

Adam Zagajewski odnosi się do uproszczonego romantyzmu tylko raz, w jednym wierszu, który dotyczy nieszczęśliwej miłości. Tropów romantycznych należy szukać w zupełnie innych miejscach. Otóż poeta skonstruował w swoich wierszach bardzo wyraźne „ja” liryczne, które często uważa siebie za centrum, a swoją perspektywę uznaje za prymarną. Poza tym autor nieczęsto, ale jednak, stosuje parabazę. To interesujące wychylenie się z tekstu mówiącego podkreśla autonomiczność twórcy (podejrzewanego o kompleks tyrteizmu). Ciekawa jest też w jego poezji relacja z naturą. Bardzo często reaguje ona na jego obecność, zaczynają rozmawiać i zmieniać się nawzajem. Tak samo jak podmiot jest indywidualny, podobnie natura jest wyjątkowa, można powiedzieć: jednorazowa w relacji z „ja” lirycznym. Mówiąc o ojczyźnie, Zagajewski nie skupia się na jej ograniczeniach. Raczej przerzuca ją do przestrzeni mitycznej, korzysta z modelu Pana Tadeusza. Ostatnim elementem romantycznym jest relacja podmiotu lirycznego z Bogiem, która jest na „ty” i na „ty” małą literą. Jak widać, nie jest to wcale wąski wachlarz nawiązań, lecz wszystkie są raczej delikatne, zmieszane z wierszami bardzo klasycznymi.



[1] Mam na myśli publikacje Jarosława Klejnockiego, Tadeusza Nyczka, Anny Czabanowskiej-Wróbel oraz Bogusławy Bodzioch-Bryły.

[2] T. Nyczek, Kos. O Adamie Zagajewskim, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, s. 176 –177.

[3] A. Zagajewski, Płótno, Fundacja Zeszytów Literackich, Warszawa 2002, s. 65.

[4] A. Czabanowska-Wróbel, Poszukiwanie blasku. O poezji Adama Zagajewskiego, Universitas, Kraków 2005, s. 181.

[5] A. Zagajewski, Pragnienie, Wydawnictwo a5, Kraków 1999, s. 79-80.

[6] A. Zagajewski, Anteny, Wydawnictwo a5, Kraków 2005, s. 34-35.

[7] A. Zagajewski, Sklepy mięsne, Kraków 1975, s. 33.

[8] B. Bodzioch-Bryła, Kapłan biblioteki. O poetyce i eseistycznej twórczości Adama Zagajewskiego, Wydawnictwo WSF-P „Ignatianum”, Kraków 2009, s. 33-34.

[9] A. Zagajewski, Ziemia ognista, Poznań 1994, s. 26.

[10] A. Zagajewski, Płótno, dz. cyt., s. 57.

[11] Tamże, s. 12.

[12] A. Zagajewski, Późne święta, Warszawa 1998, s. 87

[13] Słownik literatury polskiej XIX wieku, red. Józef Bachórz i Alina Kowalczykowa, Wrocław 1997, s. 594.

[14] A. Zagajewski, Płótno, dz. cyt., s. 14.

[15] O cechach wspólnych poezji Wisławy Szymborskiej i Adama Zagajewskiego wspomina wielokrotnie w swojej monografii Kos. O Adamie Zagajewskim Tadeusz Nyczek.

[16] A. Zagajewski, Pragnienie, dz. cyt., s. 15.

[17] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s. 130.

[18] A. Zagajewski, Anteny, dz. cyt., s. 14.

[19] A. Zagajewski, Powrót, Kraków 2003, s. 31.

[20] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s. 45.

[21] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s. 46.

[22] A. Zagajewski, Dzikie czereśnie. Wybór wierszy, Kraków 1992, s. 33.

[23] J. Klejnocki, Bez utopii? Rzecz o poezji Adama Zagajewskiego, Wałbrzych 2002, s. 64-65.

[24] Tamże, s. 72-75.

[25] A. Zagajewski, Ziemia ognista, dz. cyt., s. 20.

[26] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s. 76.

[27] A. Zagajewski, Płótno, dz. cyt., s. 61.

[28] T. Nyczek, Kos. O Adamie Zagajewskim, Kraków 2002, s. 135-136.

[29] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s. 108.

[30] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s 105.

[31] R. Gorczyńska, Szkic wieczności, „Zeszyty Literackie” 1986, nr 14, s. 139.

[32] A. Zagajewski, Późne święta, dz. cyt., s. 101.

[33] A. Zagajewski, Płótno, dz. cyt., s. 13.

[34] Tamże, s. 19.

[35] A. Zagajewski, Ziemia ognista, dz. cyt., s. 35.

[36] A. Zagajewski, Powrót, Kraków 2003, s. 29- 30.

[37] A. Zagajewski, Anteny, dz. cyt., s. 11.

[38] A. Zagajewski, dz. cyt., s. 56.

[39] A. Zagajewski, Anteny, dz. cyt., s. 18-19.

[40] Tamże, s. 65.

[41] A. Zagajewski, Płótno, dz. cyt., s. 52.

[42] A. Zagajewski, Pragnienie, dz. cyt., s. 26.

Wróć