nr: 1/2015Maska

Recenzje

Zła bajka na dobranoc

 

Wyznanie [1] jest trzecią książką w literackim dorobku Romana Grena – pisarza i scenarzysty znanego ze współpracy z Krzysztofem Kieślowskim i Agnieszką Holland. Wcześniejsze książki autora Wyznania – nominowany do Nagrody Literackiej Nike Krajobraz z dzieckiem (1996) oraz wydane w ubiegłym roku Schronisko, będące zbiorem parareportaży o bezdomnych z francuskiego przytułku Grobowiec, zapewniły mu miano znakomitego prozaika. „Przez dwadzieścia lat wydał tylko dwie cienkie książki. Dla mnie więcej warte niż tony rozgadanej literatury” – powiedziała o nim Holland. Wyznanie objętością nie różni się od poprzednich prozatorskich dokonań Grena. Ma niewiele ponad sto stron, każdą z nich czyta się jednak z ciekawością i uwagą, z zachwytem nad urodą architektury tekstu – poszczególnych słów, fraz, akapitów, wreszcie, całej konstrukcji książki zbudowanej z trzech rozdziałów o wiele mówiących tytułach – U progu (w domyśle TAJEMNICY, którą ma odsłonić przed głównym bohaterem, jedenastoletnim chłopcem, jego siostra), Znaki (zwiastuny owej tajemnicy niezrozumiałe dotąd dla jedenastolatka), wreszcie Dzień – powrót z sennych marzeń o zaginionym świecie polskich Żydów, nazywanym przez kronikarkę Zagłady, Hannę Krall, „umarłą cywilizacją”. Fragment poświęcony żydowskiej diasporze jest snem głównego bohatera. Przychodzi jednak tytułowy dzień i chłopiec się budzi – za progiem domu czeka na niego rzeczywistość, w której najbardziej istotnym wydarzeniem jest chrzest Polski. Wiele mówiący jest również tytuł całej książki – wyznanie jest bowiem jednym z trzech wierzchołków autobiograficznego trójkąta (obok świadectwa i wyzwania) [2], jest formą wypowiedzi autoterapeutycznej.

 

Proza autora Wyznania bliska jest mowie poetyckiej, obfituje w metafory (tu choćby niezwykła personifikacja ognia i czasu) oraz osobliwe słowa, które oddają magię świata oglądanego po raz pierwszy, dziecięcymi, pełnymi zdziwienia oczyma – światła w kolorze wrzosu widzianego o zmierzchu, bzu, w który wtula się twarz, miękkich bazi, kojącego błękitu nieba. Oto fragment, próbka tego, jakim mistrzem pióra jest Gren: „Noc w noc opierałem poduszkę o ścianę, by mieć ten sam punkt widzenia co ona [kobieta z obrazu –A.D.], i wybiegałem wzrokiem w coraz dalej w niekończącą się przestrzeń. Tak przeszedłem przez krainę cieni i widm, przez ugory, gdzie rodzą się sny, aż dotarłem do rozpalonej pustyni, ale dalej już iść nie chciałem – przerażała mnie wędrówka przez niekończące się piaski” (s. 9).

 

Wyznanie przesycone jest intensywną emocjonalnością. Jego narrator i zarazem główny bohater jest bowiem jedenastoletnim chłopcem, który podpatruje świat i jego tajemnice – z wypiekami na twarzy przegląda atlas anatomii znaleziony w biblioteczce ojca, czyta frywolne wiersze Tuwima, ukryty za firanką poznaje różnicę między swoim ciałem a ciałem koleżanki z podwórka, wreszcie, z niepokojem odkrywa własną cielesność, dotąd dającą o sobie znać jedynie „a to niebieskim siniakiem, a to bąblem po pokrzywie czy komarowym ukłuciu, rdzawym strupem na rozbitym kolanie” (s. 36), nigdy zaś tak silnie pulsującą w żyłach krwią jak wówczas, gdy w jednej z książek oglądał fotografię nagiej kobiety. Pewnej nocy siostra zdradza mu jednak tajemnicę najpiękniejszą i najstraszniejszą zarazem, tajemnicę, która istniała dla niego dotąd w sferze przeczuć, podejrzeń, domysłów (chłopiec nie chodził z rodzicami do kościoła, nie uczęszczał na lekcje religii), objawiała się w znakach – znalezionych w trawie tablicach z literami w nieznanym języku, strachu matki przed chrześcijańskimi symbolami, wizytą w opuszczonej i zdewastowanej synagodze, wreszcie zdumiewającym w swej oczywistości odkryciem, że inni mają babcie, dziadków, ciotki, wujków, bliższych i dalszych kuzynów, a on jest ich pozbawiony.

 

Zadane przed snem pytanie: „A czy wiesz, że jesteśmy Żydami” (s. 38) budzi w chłopcu skrajne uczucia – od radości, że należy do narodu wybranego, po paniczny strach, że zostanie odrzucony przez towarzyszy podwórkowych zabaw. Sześć słów, dwadzieścia pięć liter obraca wniwecz jego dotychczasowy świat zbudowany na prawdzie rodziców, którzy nie przyznawali się do swojego pochodzenia, udając, że są jak inni sąsiedzi z osiedla Polakami. Ojciec czynił różne zabiegi, aby uciec od stereotypowego wyglądu Żyda, matka zaś nigdy nie zdradziła przed chłopcem swej żydowskości żadnym słowem. Dla jedenastolatka, mieszkańca Warszawy – epicentrum Katastrofy – usłyszana od siostry tajemnica staje się balastem, który tym bardziej ciąży, że chłopiec sam musi go dźwigać. „Ale przecież Żydów nie ma, Żydzi są nie z tego świata, Żydzi są piwnicznymi cieniami, echem po głosie, który już dawno umarł, Żydzi nie należą nawet do krainy snów. Sny są piękne, a ich kraj leży hen poza granicami najstraszniejszych bajek, może zaczyna się tam, dokąd dotaczają się obcięte głowy?” (s. 54) – zastanawia się bohater Wyznania, po omacku szukając własnej tożsamości i wszelkimi możliwymi sposobami broniąc się przed cieniami zgładzonych przodków. Chłopiec posuwa się nawet do tego, że przed samym sobą chce ukryć wiedzę objawioną w pytaniu siostry, wymazać rozmowę z nią z czasoprzestrzeni własnego życia.

 

Świat przedstawiony najnowszej książki autora Schroniska nieustannie oscyluje między jawą i snem. Siła wyobraźni chłopca jest tak wielka, że ze strzępków zasłyszanych przypadkowo opowieści i podpatrzonych nie wiedzieć gdzie obrazów, z pamięci śladów – czarnego chałatu, uliczki przedwojennego żydowskiego miasteczka, kobiet w długich, staroświeckich sukniach – powołuje do życia nieistniejących ludzi, rzeczy i przestrzenie, które pochłonęła Zagłada – babcię Halę z czerwonymi policzkami i najłagodniejszym uśmiechem na świecie, jej męża dziadka Leona, wąsatego kuzyna Lolka, który pół życia spędził w Afryce, malutką i grubiutką ciotkę Różę, wierzącego w alchemię dziadka Halima i jego żonę babcię Balbinę, dalekiego kuzyna z Ameryki, dom modlitwy, różowy domek z tajemniczym ogrodem, pianino i skrzypce.

 

Choć słowo „Zagłada” pada w książce tylko raz, to jej długi cień kładzie się na życiu jedenastoletniego chłopca, urodzonego wiele lat po tragicznych wydarzeniach, pozbawionego wiedzy o przeszłości własnej rodziny. W prozie autora Krajobrazu z dzieckiem, podobnie jak w innych utworach z kręgu literatury postpamięci (postmemory, zapośredniczonej pamięci potomków ofiar), pojawiają się jedynie odgłosy dawnych zdarzeń z dwudziestowiecznych dziejów żydowskiej diaspory – wojny i okupacji, a także Marca 1968 roku. Ślady przeszłości widoczne są zwłaszcza w silnie zmetaforyzowanym języku. Zdanie: „Dobrze, nie mogłem być z pierwszymi, to się zdarza, ale przecież wśród drugich było tyle miejsca, tyle jeszcze wolnych krzeseł, dlaczego wszystkie okazały się zajęte, dlaczego na wszystkich drzwiach pojawiły się tabliczki z napisem NIE?” (s. 40) w poholokaustowym świecie nasuwa skojarzenia z wiszącymi na drzwiach sklepów czy restauracji okupowanej Warszawy obwieszczeniami zakazującymi wstępu Żydom. Inny z kolei fragment, mówiący o jaśniejącej na plecach ojca „żółtej gwieździe cierpienia” (s. 64) kieruje myśli w stronę wprowadzonego przez nazistów upokarzającego przymusu noszenia przez wyznawców Jahwe w widocznym miejscu gwiazdy Dawida.

 

Emblematy „epoki pieców” autor Schroniska wykorzystuje do budowania języka, który opisuje myśli i uczucia jedenastoletniego chłopca urodzonego wiele lat po Shoah, jego zmagania ze światem i samym sobą. Gren nie różni się pod tym względem od innych twórców literatury Holokaustu opisujących Zagładę z perspektywy postpamięci takich jak Piotr Szewc, Marek Bieńczyk czy Piotr Paziński, albowiem dopiero w drugim, trzecim bądź jeszcze dalszym pokoleniu mówienie o Katastrofie przestaje być świadectwem ocalonego, a staje się literaturą z jej skłonnością do fikcji (w jej nowoczesnym rozumieniu), wyszukanej formy oraz uniwersalizacji doświadczeń, której tak zdecydowanie przeciwstawia się świadek Zagłady, Henryk Grynberg w Prawdzie nieartystycznej.

 

Najnowsza książka Grena, mimo niewielkich rozmiarów, jest bez wątpienia wielką literaturą – nie dość, że wzięła sobie za temat największą – zdaniem Imre Kertésza – traumę cywilizacji europejskiej, „wydarzenie przekształcające” (w myśl eksperymentalnych ustaleń amerykańskich badaczy Alana Milchmana i Alana Rosenberga), stanowiące od ponad pół wieku wyzwanie dla ludzkiej mowy, to opisuje je w sposób oryginalny, przemyślany w każdym szczególe, a do tego urzekający. Wyznanie bez wątpienia powinno znaleźć się w kanonie polskiej literatury Holokaustu ostatnich lat. Najnowsza książka autora Schroniska stanie się zapewne przedmiotem badań prowadzonych w ramach Holocaust studies, a także, w co głęboko wierzę, na długo zapadnie w pamięć czytelnikom.



[1] R. Gren, Wyznanie, Czarne, Wołowiec 2012. Lokalizacja cytatów bezpośrednio w tekście.

[2] Kategorię tę wprowadziła do badań nad literaturą dokumentu osobistego Małgorzata Czermińska. Zob. tejże, Autobiograficzny trójkąt: świadectwo, wyznanie i wyzwanie, Universitas, Kraków 2000.

Wróć