NUMER: 3 (9) / 2007

Szkice, rozprawy, interpretacje

Jolanta Kusiak
Wokół mitów prapoczątku polskiej państwowości






„A czym jest mit? Można powiedzieć, że podstawą kultury. Opowieścią porządkującą świat. Snem o potędze i zrozumieniu, o sięgnięciu do gwiazd, poza możliwości zwykłego człowieka. Można powiedzieć, że zmyśleniem, konfabulacją, otumanieniem umysłów prostych ludzi, żeby łatwiej było nimi rządzić. I można jeszcze powiedzieć, że zaspokojeniem dwóch podstawowych potrzeb człowieka: potrzeby więzi i marzeń. Tak było. Gawędziarz snuł historie o bogach i bohaterach, władcach i wojownikach, Matce Ziemi i Ojcu Niebie, którzy dali początek wszelkiemu życiu i od których wywodzili swój ród ci, którzy go słuchali. Tłumaczyli, dlaczego słońce wstaje i dokąd odchodzą pekari, skąd wywodzi się władca Aten i dlaczego słonie mają trąby. I ludzie, słuchając go, przeżywali jeszcze raz to, o czym opowiadał: powstanie świata, zaloty Nieba pragnącego posiąść Ziemię, ostatnie polowanie na lisy. Tak było” [1] – poetycka nieomal definicja mitu Joanny Wojdyńskiej wskazuje na jedną z najważniejszych jego cech, jaką jest „zaspakajanie potrzeby więzi”. Wspólnota nie obywa się bez swej własnej historii, bez znanym wszystkim opowieści, które ją scalają. 

W perspektywie historycznej widoczne są dwa (wyłączając „złą mitologię” Nietzscheańską) nurty badań nad teorią mitu, jeden ściśle synchroniczny, drugi zaś diachroniczny. W synchronicznym porządku umieścić można twierdzenia m.in. Luciena Lévy-Bruhla czy Ernsta Cassirera, którzy twierdzą, iż mityczny ogląd właściwy jest kulturom pierwotnym, jego współczesne próby zrozumienia są zaś niemożliwe. Drugi porządek, diachroniczny, zakładający modalność ludzkiego umysłu, reprezentowany m.in. przez Claude’a Lévi-Straussa, Rolanda Barthes’a, Mircea Eliadego, pozwala spojrzeć na mityczne opowieści jako na nieprzerwany łańcuch kodów kulturowych, wiążący dzieje ludzkości. Podsumowaniem dwojakiego – czy nawet trojakiego – nurtu badań nad mitem wydaje się może konstatacja Odo Marquarda, który sugeruje, iż „ta historia procesu demitologizacji – jak sądzę – jest mitem: to zaś, że śmierć mitu sama staje się mitem, trochę dowodzi względnej nieśmiertelności mitu” [2]. Jeśli założymy, iż istnieje „względna nieśmiertelność mitu” [3], to spoglądanie na nią w optyce diachronicznej może być uzasadnione. W tym ujęciu mity prapaństwowości w dużej mierze odpowiadają wyodrębnionym przez Eliadego porządkom sakralnemu i zdesakralizowanemu. Przy czym sakralny charakter mitów prapoczątków w kulturze europejskiej pojawiał się jako pierwszy – wszak Prometeusz skradł bogom ogień. Zdesakralizowanie – w różnym stopniu natężenia – występuje w mitach genezy poszczególnych plemion, państwowości czy osad, jednakże zasadniczym mitotwórczym czynnikiem stawały się strefy sacrum. Nie bez powodu Sarmaci wywodzili swe korzenie od biblijnego syna Noego, Jafeta.

 „Obsesja” czy „fetysz” genezy, nazwane znakomicie przez Marca Blocha uporczywe drążenia tekstów kultury, by sięgnąć „początków” (les origines), spełzały wielokrotnie na niczym, gdy zapominano o podstawowej prawdzie antropologicznej, iż „żadne zjawisko historyczne nie da się w pełni wytłumaczyć poza swoim czasem” [4], jak zauważył autor Pochwały historii. Zdaje się, iż popadnięcie w pułapkę bezcelowego, obsesyjnego szukania źródła, genezy grozi nie tylko historykom sensu stricto. Dotykanie obszarów narodzin pewnych myśli, idei – także mitów – rozpocząć warto od przypomnienia tych podstawowych prawd. Tym bardziej, iż obszarem penetracji są prapoczątki państwowości polskiej oraz tzw. „dzieje bajeczne”, utrwalone w literaturze. Precyzując: nie tyle przyczyny oraz ich wpływy na świadomość historyczną, co sposób ich funkcjonowania w świadomości, także współczesnej, choć tu warto zastanowić się i nad samą możliwością ich funkcjonowania. Zapisy kronikarskie, które spełniały rolę nie tylko przekazu historycznych wydarzeń, ale i notowały opowieści, istniejące w warstwie oralnej, kształtowały tę świadomość. Choć już Arystoteles pouczał o odmiennej roli „poety’ (pisarza) i „historyka’ (kronikarza): „Między historykiem bowiem i poetą (…) różnica polega raczej na tym, że jeden opowiada o tym, co się rzeczywiście stało, a drugi o tym, co się mogło stać” [5]. Różnice te bywały płynne, a dostrzec wypada „literackość” przekazów historycznych, które wraz zapisanymi „opowieściami starców” przerodziły się w mityczną strefę „początków”. 

W pierwszym micie prapoczątku państwowości polskiej, podanym w Kronice polskiej Anonima zwanego Gallem, sakralność staje się niepodważalną kategorią reinterpretującą genezę. Dwutorowość prapoczątku znakomicie paralelą staro- i nowotestamentową wytłumaczył Czesław Deptuła. W Kronice polskiej także rytuały składają się na tzw. „pierwszy początek”, obejmujący pogańskie opowieści mityczne. Epoka ta kończy się z przyjęciem chrztu przez Mieszka I i odtąd następuje „drugi Początek”, w którym chrześcijańskie podłoże gruntuje sferę mityczną. Opowieść o Popielu [6] zjedzonym przez myszy rozpoczął Anonim przywołaniem: „Opowiadają starcy sędziwi” (o haniebnej śmierci Popiela – Popela, Pumpila) – zakończył zaś: „lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa, a wspomniawszy ich tylko pokrótce, przejdźmy do głoszenia tych spraw, które utrwaliła wierna pamięć” [7]. Oznacza to odwołanie do tradycji oralnych mitu, opowieści starców, mędrców, którzy byli depozytariuszami historii i wiedzy o świecie. „Wierna pamięć” określa bliższy horyzont czasowy, w którym dominuje już chrześcijańska symbolika. Pojawia się ona również w najdonoślejszych wydarzeniach, a i w okresie „pierwszego początku” jest wyraźna. Obraz uczty u Piasta, na której pojawiają się il meso de cieli, wysłannicy Boży, nabiera głębokich symbolicznych znaczeń. Oto ubogi oracz Piast, w przeciwieństwie do księcia Popiela, rozpoznał boskość posłańców. Cuda mnożenia napoju (było nim „dobrze sfermentowane piwo”) oraz pokarmu (prosię) na stole biednego, a gościnnego oracza i znikania ich ze stołu wystawnej uczty u księcia, odnoszą się nie tylko do biblijnych rozmnożeń chleba i ryb. Symbolika uczty dowodzi też – według Deptuły – „zastosowania do Początków Polski idei temporis visitationis – myśli, że «Bóg nawiedza królestwo polskie», wyznaczając przełomy jego dziejów, [myśli, która] pojawi się u Galla w znaczących miejscach relacji kronikarskiej nawiązujących do misterium uczty postrzyżynowej Siemowita” [8]. Kairos, święty czas inicjacji i spełnień, czas przełomowych doświadczeń człowieka, odnosi się do genezy Polski, która uświęcona została „nawiedzinami Boga” kształtującego historię. To Siemowit, syn Piasta, rozpoczyna dynastię panującą, dzięki interwencji Gości niebiańskich. Gniezno, dotąd siedziba księcia Popiela, staje się stolicą państwa, a złego księcia myszy zjadły. Relacja kronikarska Anonima zwanego Gallem istotnie, jak sam autor zaznaczył, opierała się w tych miejscach na opowieściach starców sędziwych, a nadrzędny cel dzieła nakazał mu przejść do wydarzeń, które utrwaliła „wierna pamięć”.

Żywotność tego mitu genezy, wzbogaconego przez Mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem, u którego Piast awansował na kołodzieja, trwa wieki. Wersja Gallowa – bo, jak się zdaje, rozbieżności w średniowiecznych kronikach co do początków wskazują, iż wyjaśnienia etnogenezy tworzone były przez tych właśnie autorów – jest najkrótszą, zarazem symboliczną wersją sakralnego mitu. U późniejszego o niecały wiek Mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem „dawne czasy” dziejów Polski rozpoczynają się już nie kilka pokoleń przed Mieszkiem I, a w starożytności. W jego Kronice polskiej zapowiedź: „czego dowiedziałem się z opowiadania starszych, na wskroś prawdomównych, nie zamilczę” [9], rozwijana jest od zwycięstw Polaków nad Macedończykami pod wodzą Aleksandra w IV w. przed Chrystusem. Ten zwłaszcza fragment kroniki Kadłubkowej – jak pisze Henryk Samsonowicz – był „odsądzany od czci i wiary przez scjentystów XIX i XX wieku” [10], acz sama wizja genezy przynosi znakomity przedmiot obserwacji myśli, pojęcia o świecie ówczesnych. Umiejscowienie praojczyzny Polaków w Karyntii, walki z Gallami, z Rzymianami odnoszą się do szukania miejsca dla Polski w antycznej historii; zresztą także usilne zabiegi latynizowania np. imion były Kadłubkowi właściwe. I tak Krak jest Gracchusem, Popiel Pompiliusem, Wiślanie zaś Wandalami.

Istotne i fundamentalne w Kronice polskiej Kadłubka jest wskazanie na Kraków, gród Kraka, jako na kolebkę państwowości, co stało się małopolską wersją „początków”. Mistrz Wincenty wspomniał też o „Wandzie, co nie chciała Niemca” i o smoku wawelskim, elementach tak niezatartych w pejzażu Krakowa i w powszechnej wiedzy o mieście, że niemożliwe jest ich wyparcie. Podanie, legendę, mit o Wandzie literacko rozwinął Jan Długosz. Według Samsonowicza „(...) to nie tekst Kadłubka czytywały dzieciom matki: wątek polskiej księżniczki rozwinął i unowocześnił Długosz, od którego przejmowali tę historię następni kronikarze, pisarze, dydaktycy” [11]. Wanda, według zapisu Prokosza (Prokopa), została nie tylko uznana za postać historyczną, ale dodatkowo określona jako „obrana roku 735, utopiła się roku 740” [12]. Rzecz jasna, traktowana bardziej jako podanie opowieść o pięknej księżniczce-dziewicy, panującej w Krakowie po śmierci ojca swego Kraka, która zmuszona najazdem do zamążpójścia za księcia niemieckiego wybrała odmęty Wisły miast upokarzającego ślubu, w kategoriach chronologicznych i historycznych raczej nie może być rozpatrywana. Wielką popularnością cieszyła się niewątpliwie w czasach rozbiorów, gdy stała się pierwowzorem dla uciskanych germanizacją na ziemiach zajmowanych przez Prusaków pokoleń – wówczas podanie miało patriotyczny wydźwięk [13].

Roczniki, czyli Kroniki Królestwa Polskiego okazały się fundamentem dla jeszcze jednego mitu narodowego, który w późnym średniowieczu nie znalazł odpowiedniego podłoża, zaś w epoce baroku stał się ważnym elementem formacji kulturowej, jaką był sarmatyzm. Właśnie Długosz wyprowadził genealogię Lechitów od biblijnego potomka Jafeta, Jana, którego dwaj synowie Lech i Czech, panujący na Bałkanach, wyruszyli na poszukiwanie nowych siedzib [14]. Młodszy z braci, Czech, uprosił u starszego ziemie nad Wełtawą i dał tym samym początek państwu czeskiemu, Lech natomiast powędrował ku północy, za siedzibę obierając ziemie równinne, o urodzajnych glebach, otoczone jeziorami, z których wypływają rzeki pełne zdrowych ryb. Stolicą swego państwa Lech uczynił Gniezno. W tym micie genezy naczelnym stało się wyniesienie pozycji Lecha i jego narodu Lechitów nad spokrewnionego Czecha i Czechów. Znane to skądinąd podanie – brakuje tylko trzeciego brata. Jednak według „ustaleń” Długosza, Rus nie był jednym z trzech braci, choć „Rusini chełpią się, iż pochodzą z pokolenia księcia Lecha”. A i „usiłowali niektórzy utrzymywać, że Rus nie był potomkiem Lecha, lecz bratem i że z nim razem i z bratem Czechem (…) wyszedłszy z Chorwacji zaludnił bardzo obszerne państwo ruskie”. Oczywiście, według Długosza, „niektórzy” racji nie mieli.

Choć we wcześniejszej Kronice wielkopolskiej pojawili się Lech, Czech i Rus jako bracia, z których „Lech (…) ze swym potomstwem przemierzał rozległe bory, gdzie obecnie rozciąga się królestwo polskie, dotarłszy wreszcie do pewnego nadzwyczaj uroczego miejsca, o niezwykle urodzajnej ziemi, obfitującego w ryby i zwierzynę, rozbił swe namioty i pragnąc wybudować tam pierwsze mieszkanie, by schronić w nim siebie i swoich, powiedział «Uwijemy gniazdo». Stąd i miejsce owo do dzisiaj zwie się Gniezno, czyli wicie gniazda” [15]. W Kronice wielkopolskiej nie wspomniano o jeziorach rozlicznych i rzekach obfitych, za to wywiedziono etymologicznie nazwę pierwszej stolicy.

Lecha-założyciela przedstawiano albo jako wędrującego z dwoma braćmi Czechem i Rusem, albo jako przydzielającego Czechowi ziemie; zaś postać Rusa, będącego protoplastą, stała się punktem wyjścia dla późniejszych „dziejów bajecznych”. Osoba Lecha, która fascynowała nie lada pióra, jest nawet „supermitem”, by posłużyć się określeniem Deptuły. W literaturze osobną nazwę gatunkową zyskały teksty dotyczące Lecha, epopeje wzorowane na Eneidzie, zwane „lechiadami” [16]. Do prac nad wyjaśnieniem etnogenezy Lechitów przygotowywał się na przykład Maciej Kazimierz Sarbiewski, który w O poezji doskonałej zapisał swe wstępne notatki (z tekstu zachował się jeden tylko fragment – pieśni XI). W Lechu bowiem upatrywano protoplasty Polaków, takiego, jakim dla Rzymian był Eneasz, stąd pragnienia utrwalenia go w podobnym do Wergiliuszowego dziele. Częste odwołania do postaci „założyciela”, „ojca” układają się nawet literacko w pewien „podgatunek” lamentu, jaki zapoczątkował  wiersz o incipicie „Ocknij się, Lechu”.

Mit „lechicki” łączył się w literaturze z innym, niebywale kształtującym kulturę – z mitem „sarmackim”. Pochodzenie Sarmatów, przodków Polaków, od biblijnych potomków Noego wyprowadził już Długosz. Jednak i w następnych chronologicznie kronikach – a nawet zwłaszcza w nich – motyw bywał przywoływany. Maciej Miechowita w łacińskim dziele Tractatus de duabus Sarmatiis Asiana et Europiana (Traktat o dwóch Sarmacjach: azjatyckiej i europejskiej) uporządkował genealogię Sarmatów, oparł się jednak na ustaleniach Długosza. Odnaleźć jednak można u niego odmienną etnogenezę Sarmatów, którą wzorem Tacyta powiązał z plemieniem Wandalów. Inni piszący o starożytnych Sarmatach z doby Renesansu – na przykład Ludwik Jodok Decjusz, Bernard Wapowski – nie stronili od sławienia walecznych czynów przodków Polaków; w podobny sposób o Sarmatach wspominał w Kronice wszelkiego świata Marcin Bielski. Fantastyczne opowieści o odpierających ataki Macedończyków, Hunów czy Spartan Sarmatach, nade wszystko miłujących wolność, kształtowały świadomość historyczną. Mit przodków-Sarmatów miał wielkie znaczenie, według Janusza Pelca także i wychowawcze: „ukazywał bowiem lud rycerski i kochający wolność, ścierający się (zawsze zwycięsko) z wojskami starożytnego Rzymu, był zatem świadectwem i argumentem tradycyjnej niezawisłości narodu polskiego oraz rycerską pobudką dla współczesnych” [17]. Sarmackie fantastyczne opowieści ukazał w Wywodzie jedynowłasnego państwa świata Wojciech Dębołęcki, dla którego „jedynowłasnym państwem” [18] była Sarmacja, czyli Polska. Dowodził on, iż na przykład pierwszym językiem ludzkości był język „słowieński”, jakim posługiwali się Adam, Noe czy Jafet, z niego zaś wywodzi się łacina i greka oraz inne języki europejskie. Daleko, nawet do sfer mitomańskich, zawędrowały opowieści o walecznych Sarmatach zwłaszcza w literaturze barokowej; motyw sarmacki wywarł też wpływ na pojecie mesjanizmu. W swej pierwszej odsłonie mesjanizm powiązany był z kolei z mitem przedmurza – słynnym po wiedeńskiej wiktorii antemurale Christianitatis. Początkowo jednak Sarmacja oznaczała tylko próbę skojarzenia etnogenezy Polaków ze starożytnym plemieniem, z czasem sarmatyzm stał się osobną formacją kulturową.

Mity początku wygenerowały „dzieje bajeczne”, choć nie brakowało i głosów krytyki wobec uporczywego szukania początków. Szczególnie donośny był głos Jana Kochanowskiego, który poświęcił mu osobny wywód O Czechu i Lechu historyja naganiona. Czytamy w nim: „Jako wszytkie niemal insze narody baśniami więcej niźli czym pewnym dowodzą, tak i polski naród przodków swoich do tej doby nie jest pewien. (…) Domacać się w tej mierze prawdy, nie mając zwłaszcza pisma przed sobą żadnego, trudna rzecz” [19]. Nie bez powodu tekst nosi tytuł „historyi naganionej”, a więc zganionej, skrytykowanej. Czy istotnie poszukiwania – otwarte na niemal folklorystyczne podania, legendy i przekazy – początku, źródeł sięgały zbyt daleko w sferę fantazji nie sposób ocenić, zwłaszcza mając w pamięci pouczenia Marca Blocha. Przeszłość w tej niedookreślonej ramowo przestrzeni chronologicznej – czy naprawdę Wanda utopiła się roku 740?, a Piast oracz-kołodziej był dziadem Mieszka I?, albo Lech założył Gniezno w V w.n.e.? – staje się tylko „przedmiotem wiary” [20]. Co więcej – żywotność mitogennych podań nie zależy od udowadniania bądź zwalczenia ich autentyczności. Wydaje się, że niewyobrażalnym jest zniszczenie w świadomości kulturowej Lecha, Czecha i Rusa lub sławetnej Wandy – „co nie chciała Niemca”. Nie wspominając już o smoku wawelskim, przedziwnym potworze, nękającym mieszkańców grodu Kraka. Jedynie pewne sarmackie elementy etnogenezy, przecież nierozłączne z pejzażem baroku, nie zdołały trwale zaistnieć w narodowym spojrzeniu na „początki”. Bo „nie wszystkie wydarzenia wchodziły do szerokiego obiegu. Powtarzane informacje podlegały zapewne swoistej selekcji. Przede wszystkim interesowały słuchaczy i czytelników przykłady ilustrujące bieżące potrzeby jednostki, rodu, wspólnoty terytorialnej, religijnej, państwa, narodu. Oczywiście także takie, które dobrze ilustrowały ludzkie zachowania w sytuacjach typowych. Służyły wtedy jako dydaktyczne przykłady potwierdzające słuszność uznawanych norm społecznych i obyczajowych. Nie można negować istnienia najstarszego rdzenia wiadomości tkwiącego w krążących opowieściach. Warto tropić jego ślady” [21].

Do najistotniejszej „roli” mitów, także i tych „początku”, dodać trzeba i tę, która związana była z podtrzymywaniem więzi, tworzeniem, scalaniem i umacnianiem wspólnoty. Znamienne, iż również podtrzymywaniem „ciągłości mitycznej”, jaka zrodziła się między najpierw czytelnikami na przykład Kadłubka czy Długosza a późniejszymi o kilka stuleci słuchaczami opowieści z ich kronik. Wspominana Wanda stała się symboliczną postacią, nawet tekstem kultury, jaki czytać można poprzez epoki. Wydarzenia i postaci, niekoniecznie historyczne, oddziaływały na literacką, kulturową i właśnie historyczną świadomość. Taka piękna i podniosła cecha mitu: scalanie, posiada moc, którą wytłumaczył znakomity filozof Alasdair Mac Intyre: „Właśnie poprzez przysłuchiwanie się historiom o niedobrych macochach, zagubionych dzieciach, dobrych, ale zdezorientowanych królach, wilczycach, które wykarmiły bliźniaki, o najmłodszych synach, którzy nie otrzymują spadku i sami muszą dbać o swój los we wrogim świecie oraz o najstarszych synach, którzy trwonią swoje dziedzictwo na rozwiązłe życie i zostają wypędzeni, aby żyć pośród świń, z takich opowieści dzieci uczą się – albo i nie – kim jest dziecko, jaka jest obsada ról w dramacie, w którym się narodziły oraz jak zbudowany jest świat. Odebrawszy dzieciom ich opowieści, pozostawilibyśmy je nie wpisane w żaden scenariusz, uczynilibyśmy z nich wylęknione jąkały w słowach, jak i czynach. Dlatego nie da się zrozumieć jakiegokolwiek społeczeństwa – w tym i naszego – inaczej jak tylko poprzez zrozumienie zbioru opowieści, które ukształtowały jego pierwotny potencjał dramatyczny. Mitologia w swym pierwotnym sensie tkwi w samym sercu rzeczy” [22].



[1]
J. Wołyńska, Baśnie, czyli o grach fabularnych, w zbiorze: Ekran, mit, rzeczywistość, pod red. W. J. Burszty, Twój Styl, Warszawa 2003, s. 204.
[2] O. Marquard, Rozstanie z filozofią pierwszych zasad. Studia filozoficzne, przeł. K. Krzemieniowa, Terminus, Warszawa 1994, s. 95.
[3] Lub „bezwzględna” – zob. L. Kołakowski, Obecność mitu, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007, s. 12.
[4] M. Bloch, Pochwała historii, czyli o zawodzie historyka, przeł. W. Jedlicka, przedm. W. Kula, PWN, Warszawa 1960, s. 60.
[5] Arystoteles, Poetyka, przeł. i oprac. H. Podbielski, Ossolineum, Wrocław 1983, 9.2.
[6] O „sporze” o Popielu zob. np.: J. Maślanka, Literatura a dzieje bajeczne, PWN, Warszawa 1984, s. 16-9.
[7] Anonim tzw. Gall, Kronika polska, przeł. R.Grodecki, wstęp M. Plezia, Ossolineum, Wrocław 1965, s. 5.
[8] Cz. Deptuła, Galla Anonima mit genezy Polski. Studium z historiozofii i hermeneutyki [12]symboli dziejopisarstwa średniowiecznego, Instytut Europy Środkowo-Wschodniej, Lublin 2000, s. 241.
[9] Mistrz Wincenty tzw. Kadłubek, Kronika polska, przeł. i oprac. B. Kürbis, Ossolineum, Wrocław 2003, s. 8.
[10] H. Samsonowicz, O „historii prawdziwej”. Mity, legendy i podania jako źródło historyczne, Novus Orbis, Gdańsk 1997, s. 62.
[11] Tamże, s. 60.
[12] Tamże, s. 61.
[13] O postaci Wandy w kulturze zob. K. Wójcik, Czas legendy. Podanie o Wandzie - www.intempore.umk.pl/intempore_artykuly/2007/2.htm
[14] J. Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego królestwa polskiego, ks. I-II, red. i wstęp J. Dąbrowski, tekst łac. ustaliła i przedm. zaopatrzyła W. Semkowicz-Zarembina, kom. do tekstu pol. K. Sieradzka, B. Modelska-Strzelecka, przekł. zbiorowy, przejrzał M. Plezia, PWN, Warszawa 1961, do s. 134; o Rocznikach cyt. za: Polska Jana Długosza, pod red. H. Samsonowicza, PWN, Warszawa 1984.
[15] Kronika wielkopolska, w: By czas nie zaćmił i niepamięć. Wybór kronik średniowiecznych, oprac. A. Jelicz, PWN, Warszawa 1975, s. 95.
[16] O „lechiadach” zob. J. Malicki, Mity narodowe. Lechiada, „Prace Komisji Historycznoliterackiej” nr 5, Wrocław 1982.
[17] J. Pelc, Sarmatyzm, w: Słownik literatury staropolskiej, pod red. T. Michałowskiej, Ossolineum, Wrocław 2003, s. 835.
[18] Zob. C. Hernas, Barok, PWN, Warszawa 2001, s. 38.
[19] J. Kochanowski, O Czechu i Lechu historyja naganiona, w: tegoż, Proza polska, wyd. P. Borek, Universitas, Kraków 2004, s. 201.
[20] Świadomie posługuję się tytułem książki K. Pomiana, Przeszłość jako przedmiot wiary. Historia i filozofia w myśli średniowiecza (PWN, Warszawa 1968).
[21] H. Samsonowicz, dz. cyt., s. 70.
[22] A. MacIntyre, Dziedzictwo cnoty. Studium z teorii moralności, przeł., wstępem i przypisami opatrzył Adam Chmielewski, przekł. przejrzał Jacek Hołówka, PWN, Warszawa 1996, s. 386.

Jolanta Kusiak