NUMER: 2 (12) / 2008

Recenzje

Magdalena Przybylska
Wybór chyba nie "Nieoczywisty"





Mogłoby
się zdawać, że Wojciech Bonowicz, opatrując przygotowany przez siebie wybór wierszy Marcina Świetlickiego tytułem Nieoczywiste  [1], zabezpieczył się przed zarzutem umieszczenia w książce wierszy niekoniecznie czy niejednoznacznie religijnych bądź po prostu niereligijnych. Okazuje się jednak, że wybór Bonowicza staje się, wraz z lekturą kolejnych tekstów, coraz bardziej oczywisty, przewidywalny (co bynajmniej nie oznacza, że Świetlicki pisze oczywiste wiersze religijne ani też, że Świetlicki pisze nieoczywiste wiersze religijne). Gdy pierwszy raz wzięłam do ręki Nieoczywiste, zwracałam uwagę niemal wyłącznie na elementy, które wskazywałyby na „religijność” danego wiersza, testując niejako tę, sygnalizowaną w podtytule tomu, „religijność”. Później zaś czytałam wiersze tylko po to, by zakreślić słowo jednoznacznie kojarzące się z religią, bezpośrednio związane z wiarą, kościołem. Jakby sam fakt wystąpienia wyrazu „Bóg”, „ksiądz”, „piekło” czy „Hiob” świadczył o tym, że wiersz jest religijny – oczywiście nieoczywiście religijny.

Mogę więc przypuszczać (biorąc pod uwagę jedynie własne doświadczenie lekturowe), że Bonowicz, dokonując takiego, a nie innego wyboru, otwierając tom wprowadzeniem Ktoś, może Bóg... [Wokół nieoczywistych wierszy religijnych Marcina Świetlickiego], każe nie tyle czytać wiersze Świetlickiego, ile szukać ich religijności albo po prostu weryfikować postawione przez siebie tezy. Nieoczywiste należy wówczas bardziej do Bonowicza niż do Świetlickiego. Świetlicki zdaje się nie ponosić odpowiedzialności za „religijność” własnych wierszy. Interpretacji domaga się zatem nie stosunek Świetlickiego do wiary, ale zakładana przez Bonowicza nieoczyswista religijność tekstów autora Trzeciej połowy. Co niezwykle ciekawe – jako autor tomu Świetlicki figuruje tylko na okładce (Marcin Świetlicki, Nieoczywiste. Wiersze religijne według Wojciecha Bonowicza), natomiast na stronie tytułowej pojawia się już tylko rozbudowany (i zmodyfikowany) tytuł – autor wierszy zostaje więc „zepchnięty” do podtytułu: Nieoczywiste. 77 wierszy religijnych Marcina Świetlickiego według Wojciecha Bonowicza [2] i postawiony niemal na równi z pomysłodawcą układu tomu.

Bonowicz nie podsuwa nam jednak spójnego obrazu tomu poetyckiego, z wpisaną weń, rozwijającą się „opowieścią o jednym bohaterze” (s. 7) – jak deklaruje w przedmowie, uzasadniając układ i dobór tekstów. Oferuje jedynie pokaźny katalog słów-symboli religijnych, niewiele ostatecznie mówiących. Wydaje się bowiem, że podstawowym kryterium decydującym o znalezieniu się danego utworu w zbiorze, było kryterium leksykalne. Autor Pełnego morza podaje oczywiście zupełnie inne uzasadnienie swego wyboru. Nie pisze, przy pomocy jakiego klucza selekcjonował wiersze Świetlickiego, tylko poszukuje genezy swego zamierzenia: „Od dawna projekt Świetlickiego mnie intryguje. Od dawna intryguje mnie ze względu na krążenie wokół tego, co Niewypowiadalne, i wokół języka, którym próbujemy to, co niewypowiadalne oswoić. Od dawna... I nagle rozmaite wcześniejsze intuicje zaczęły skupiać się wokół tej mojej publicznej deklaracji [Bonowicz na jednym ze spotkań autorskich stwierdził, że Świetlicki jest poetą religijnym]. Stopniowo, w ciągu kilku miesięcy, skrystalizował się pomysł książki” (s. 6). Przytoczone słowa są na tyle nieprecyzyjne, że trudno ustalić, jakie „intuicje” kazały Bonowiczowi nazwać Świetlickiego poetą religijnym i co sprawiło, że utwierdził się w tym przekonaniu.

Postanowiłam więc przeczytać tom niejako wbrew temu autorskiemu, arbitralnemu wyborowi (którego zresztą nie mam zamiaru traktować jako nieudanego – mnie on po prostu nie do końca przekonuje) i ułożyć sobie wiersze Świetlickiego w taki sposób, by nawzajem się oświetlały, by dostrzec jakąś konsekwencję w praktyce poetyckiej czy poetyckim języku Świetlickiego. Powstał z tego chaos, ale z chaosu wyłoniły się (zrobiło się mitologicznie, za pod koniec zrobi się jeszcze patetycznie i epifanijnie) mniej lub bardziej wyraźne nici połączeń.

W niektórych tekstach pojawiają się podobne motywy, które są kontynuowane i – co chyba istotniejsze – komplikowane. Chodzi mi zwłaszcza o motywy: wnętrza i, związanego z nim, obrazu drzewa krzyża, Ziemi Obiecanej i nieba, które nie zawsze odsyłają do porządku sakralnego.

Wiersz Jonasz (s. 17) mówi o specyficznym doświadczeniu bycia wewnątrz. Nawiązanie biblijne decyduje o naszej interpretacji tego utworu, jednak sam tekst nie zawiera refleksji o charakterze religijnym:

Młoda zima, bezśnieżnie. Och, dzisiejszy wieczór
uczynił z tej ulicy wnętrze wieloryba.
Byłbym nie zauważył, lecz w sklepie warzywnym
sprzedawano fragmenty pomorskich zarośli
– i neony w tej chwili zaczęły wysyłać
mgłę i wilgoć. Kałuże pełne tranu i krwi.
Przy krawężniku znalazłem muszelkę
i poczułem, że jestem
trawiony.

Podmiot wiersza Świetlickiego mówi o pewnej iluzji wolności, na którą wyrażamy zgodę, decydując się na życie w świecie. Przy tym dystans, z jakim liryczny bohater utworu snuje swoje rozważania, każe przypuszczać, że mówiący jest nie tylko świadomy swojej sytuacji, ale także z nią pogodzony. I to do tego stopnia, że może pozwolić sobie na kpinę czy udawane przerażenie. Wzrastające napięcie wyczuwamy zwłaszcza w ostatniej wypowiedzi: „i poczułem, że jestem / trawiony”. Informuje nas zatem, że najpierw skonstatował po prostu, że jest: „i poczułem, że jestem”, później jednak dookreśla swój stan, konkludując „jestem / trawiowny”.

Drzewo krzyża pojawia się w Nieoczywistym dwukrotnie. W wierszu Szmaty [fragment] (s. 19): „Jedyne co się teraz tutaj dzieje / – to ciemność. (...) / Obudziłem się z krzykiem. Och, przyśniło mi się, / że znajduję się we wnętrzu krzyża. Wnętrzu krzyża. Tak” oraz Dla Jana Polkowskiego (s. 24): „W poezji niewolników drzewa mają krzyże / wewnątrz – pod korą – z kolczastego drutu / Jakże łatwo niewolnik przebywa upiornie / długą i prawie niemożliwą drogę / od litery do Boga, to trwa krótko, niby / splunięcie – w poezji niewolników”. Obraz krzyża połączony jest z refleksją dotyczącą znajdowania się wewnątrz. W pierszym przypadku mamy do czynienia z konkretnym obrazem, który podporządkowany został refleksji na temat ciemności (niemal tożsamej z pustką) i klaustrofobiczności snu. „Religijność” motywu religinego zostaje tu zepchnięta na dalszy plan. Natomiast w drugim fragmencie przy pomocy tego motywu Świetlicki konstruuje metaforyczny opis poezji „niewolników”. W ten sposób wytyka tej twórczości zbyt łatwą religijność. Sam jednak o własnym stosunku do wiary nie wspomina.

Kolejnym z wskazanych przeze mnie motywów jest, trzykrotnie pojawiający się w ułożonym przez Bonowicza tomie, motyw Ziemi Obiecanej. Odnajdujemy go w wierszach Gorzko (s. 41): „sam nam Pan Bóg błogosławił / najpierw obiecał ziemię zaraz potem dał ją”, Rajenie (s. 99): „A Ziemia Obiecana / zaniechana. Ciało / w coś na kształt duszy obleczone” i Cena (s. 103): „To kosztowało dużo. Ziemia Obiecana / już obmacana jest przez / nieprzyjaciół. Trzeba będzie / robić bez światła”. Tylko pierwszy fragment wprost odsyła do historii biblijnej. W kolejnych dwóch „Ziemia Obiecana” jest niejako wyrwana z pierwotnego kontekstu. Co więcej, użycie akurat takiego sformułowania wydaje się dość przypadkowe. Istotne okazuje się właściwie przede wszystkim ze względów rytmicznych. Jakby Świetlicki nie poszukiwał nowych znaczeń, ale zaskakujących brzmień.

Przyjrzyjmy się wreszcie dwóm obrazom nieba. Pierwszy pochodzi z Pięciu wierszy religijnych (s. 57): „5 / Odstąpią wody. / Odsłonią wzgórze łotrów / zawieszonych głowami w dół. // Odsłonią niebo / pełne szarych roślin”, drugi zamyka Uniwersytety [3] (s. 14): „Przez dziurę w dachu przemawiało niebo, / poprzez niebo natomiast przemawiały ptaki, / ptakami przemawiały ręce Boga / głuchoniemego. Wszelka dobroć / pochodzi od głuchoniemych”. Oba utwory świetnie pokazują, w jaki sposób Świetlicki zderza dwa porządki: świecki i sakralny. Niejednokrotnie towarzyszy temu mieszanie dwóch języków – potocznego i religijnego. Konsekwencją wspomnianego przed chwilą zderzenia jest zwykle zanurzenie w codzienności, burzące religijność tych wierszy albo czyniące ją właśnie nieoczywistą, niejednoznaczną, jakby wiara była dla Świetlickiego – jak chce Bonowicz – ryzykiem, które jednak – jak mi się zdaje – ostatecznie nie zostaje w pełni podjęte. Lektura przytoczonego fragmentu Uniwersytetów dowodzi, w jaki sposób autor Trzeciej połowy zbliża się do wiary, ale jej nie dosięga, w jaki sposób i jest, i nie jest religijny. Pojawiającą się w zakończeniu utworu konstatację „Wszelka dobroć / pochodzi od głuchoniemych” można by odczytać „Wszelka dobroć / pochodzi od Boga”, wówczas język tego zdania stałby się językiem religijnym. Pozwolenie na utożsamienie Boga z głuchoniemym podpowiada sam autor wiersza, kiedy pisze: „ptakami / przemawiały ręce Boga / głuchoniemego”. Coś jednak nie pozwala na takie jednoznaczne podstawienie – nie zgadza się forma gramatyczna wyrazu „głuchoniemy” – raz jest w liczbie pojedynczej, następnie zaś w mnogiej. Poeta nie zamyka Uniwersytetów stwierdzeniem – „Wszelka dobroć / pochodzi od głuchoniemego”, ale – „od głuchoniemych”. Pozostawia nas tym samym z pustymi rękami.

Stworzony przeze mnie katalog miejsc wspólnych jest oczywiście niepełny, ale wskazuje na pewną konsekwencję w poetyckiej praktyce autora Wierszy wypranych, polegającą – paradoksalnie – na niekonsekwentnym używaniu w wierszach tych samych motywów, które często tylko pozornie przynależą do sfery religijnej. Pojawiają się te same słowa, jednak odsyłają do całkiem innych (niejednokrotnie niedających się uzgodnić czy wręcz wykluczających się) porządków znaczeniowych. Można by w tym miejscu zaryzykować dość przewrotne stwierdzenie – mówiąc słowami samego Świetlickiego, wyjętymi z kontekstu, wyrwanymi z wiersza – „ta niezrównana całość, która się rozpadła / powraca w takich chwilach” (Ukłucia, s. 93).

Moim zamiarem nie jest jednak przedstawienie jakiejś uspójnionej interpretacji Nieoczywistego (taki cel przyświecał piszącemu przedmowę Bonowiczowi). Starałam się raczej, czytając kilka tekstów (albo potykając się o kilka tekstów) wskazać na niejednoznaczny stosunek autora Muzyki środka do Boga, do pojęć i obrazów kojarzących się z religią. Nie chcę też powiedzieć, że Świetlicki poetą religijnym nie jest. Wydaje mi się bowiem, że takie deklaracje nie pomagają „ogarnąć” twórczości autora Schizmy. Przeciwnie, są raczej zbyt daleko idącym uogólnieniem, a więc uproszczeniem.

Na koniec
pragnę zwrócić uwagę na trafne (w moim przekonaniu) sfromułowanie zawarte w przedmowie Bonowicza i nieco je skomplikować. Autor Pełnego morza twierdzi, że język wiary Świetlickiego znajduje się jednocześnie blisko doświadczenia religijnego, jak i na granicy milczenia, niedomówienia, niejasności (s. 9). Chciałabym zapytać, czy te dwa porządki (porządek doświadczenia religijnego i porządek milczenia) da się jakoś uzgodnić, czy przeciwnie – rodzi się z tego aporia, którą naznaczony byłby język tych nieoczywiście religijnych wierszy?



[1] Nieoczywiste.
77 wierszy religijnych Marcina Świetlickiego według Wojciecha Bonowicza, Wydawnictwo EMG, Kraków 2007. Wszystkie cytaty według tego wydania. Lokalizacja przytoczeń bezpośrednio w tekście.

[2] Zwrócił na to uwagę K. Hoffmann na seminarium zorganizowanym przez Zakład Poetyki i Krytyki Literackiej Instytutu Filologii Polskiej UAM w Poznaniu, które poświęcone było tomowi Nieoczywiste. Spotkanie z udziałem W. Bonowicza i M. Świetlickiego odbyło się 8 stycznia 2008 roku.
[3] To, w moim przekonaniu, najciekawszy wiersz, pochodzący z Nieoczywistego. Wiersz, w którym Świetlicki podejmuje jedną z najistotniejszych refleksji religijnych.


Magdalena Przybylska